Niby nic, ale może warto o tym wspomnieć, a jest okazja, tym bardziej, iż to także historia ze specyficznym smaczkiem. Otóż dokładnie 62 lata temu, 3 grudnia roku 1962 w Warszawie, urodził się Krzysztof Jan Heyke, fotografik i operator, związany zdaje się z łódzką szkołą filmową. Większości postać raczej nieznana, na swój sposób anonimowa, acz pewnie niektórym coś tam w głowie świta, gdzieś nazwisko to słyszeli. No to rozjaśniam mrok i rozganiam mgłę.
Sądzę, iż pan Krzysztof nie tyle jest znany ze swoich zdjęć i licznych albumów, co z burzliwego związku z panią Katarzyną Gójską, która po ślubie z nim, zaczęła też używać nazwiska Hejke, bo to nazwisko coś jednak znaczyło. Kasia od pewnego czasu była już gwiazdą tak zwanych mediów godnościowych (czy co tam oni jeszcze wymyślą, żeby pod piękną z pozoru nazwą ukryć paździerz i propagandowo nacjonalistyczny bełkot), szukającą niezmordowanie okazji, żeby dobrze się wydać (powtarzam tu plotkę, ale zasłyszaną z wielu ust, zawziętym jednym słowem była myśliwym).
No i się stało. W zasadzie to po ślubie z panią Kasią, a precyzyjniej dopiero po rozstaniu z nią, pan Krzysztof zyskał prawdziwą sławę, oraz jaką taką rozpoznawalność. A poszło generalnie o to, iż pani Kasia gziła się z tym i owym tu i ówdzie, bez oczywiście wiedzy i aprobaty swojego męża Krzysztofa, zaś szczególnie gziła się, można powiedzieć iż w ten związek była wyjątkowo zaangażowana, z prezesem Januszem Kurtyką, co to był wtedy rządzącym w IPN, a który, jak to się określa w środowiskach patriotyczno-godnościowych, poległ niedługo na przedpolach Smoleńska, w kwietniu 2010 roku. Można powiedzieć, iż była to miłość wręcz dozgonna, acz nie bezinteresowna.
Wedle donosu pana Krzysztofa (kwiecień 2009, trwała już wtedy ich sprawa rozwodowa), do ówczesnego prezydenta – który nota bene też z Januszem poległ, a wcześniej zdążył odznaczyć Kurtykę Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski – żona jego Kasia, gziła się z Januszem permanentnie i od dłuższego czasu (2006), tylko dlatego, iż ten w ramach jakbyśmy powiedzieli rozliczenia usług, przekazywał jej tajne dokumenty IPN, wykorzystywane potem przez ową Kasię do tworzenia sensacyjnych i demaskatorskich w zamyśle artykułów prasowych publikowanych w tak zwanej „Gazecie Polskiej”, z którą to wtedy Pan Krzysztof również współpracował, dbając o szatę graficzną.
„Moja żona jest znaną dziennikarką prawicowej prasy, która w okresie romansu z Panem Januszem Kurtyką napisała szereg artykułów dot. lustracji i zawierających treści dostępne jedynie w archiwach IPN zastrzeżonych dla innych osób. Wierzę, iż gdyby nie nadużył on swojej funkcji, to nie byłby w stanie uwieść mojej żony – wspaniałej, mądrej i trochę zbyt ambitnej dziennikarki, a wtedy przez cały czas bylibyśmy rodziną” – powiedział wtedy Hejke w wywiadzie dla jednej z gazet. Prokuratura co prawda umorzyła śledztwo i oczyściła Kurtykę z zarzutu nieodpowiednim gospodarowaniem zbiorami zastrzeżonymi, nie mniej cała historia towarzyszko i obyczajowo, była niezłym smaczkiem, żył dzięki niej może nie cały świat, ale mały światek różnych takich kurwiszonów, zwykle mocno świętojebliwych, lubujących się w obrabianiu dupy bliźniemu.
Wedle powszechnie znanej wersji, pani Kasia była na męża mega wkurwiona, publicznie zasugerowała, iż ma on poważne zaburzenia psychiczne i próbowała go choćby zamknąć w zakładzie dla obłąkanych. Jak tam dalej było, już nie pomnę, w każdym razie pan Krzysztof, co by nie mówić artysta z dorobkiem, został boleśnie przeczołgany przez damę do towarzystwa , która nie brała pieniędzy, ale zawsze coś tam dla siebie wyciągała, jakieś gorące i smakowite kartofelki.
Z okazji przeto owych 62 urodzin, panu Krzysztofowi Hejke życzymy wszystkiego najlepszego i zalecamy niezmiennie, niczym panu Marcinkiewiczowi, ostrożność w stosunkach z kobietami, niezależnie gdzie poznanymi. W samolocie, a agencji czy na rogu ulicy. Bo nie zawsze to złoto, czasami to kurew nasłana przez złośliwych a może zazdrosnych kolegów.
Dla porządku przypomnieć należy, iż pani Gójska-Hejke (ciekawe czemu przez cały czas używa nazwiska swego byłego męża), jest w tej chwili tak zwaną żona pana Ruchonia Michała, nowej gwiazdy TV Ruspublika, kiedyś TVP Dezinfo, po drodze nieco eksperymentując z różnymi takimi, i zastanawiam się, kiedy pan Ruchoń, człowiek ponoć inteligentny, połapie się z kim ma do czynienia i jaka jest cena wykupu. Z tym problem do rozstrzygnięcia, zostawiam was na najbliższych godzin kilkanaście.
BYĆ MOŻE PRZYDATNY LINK: