Ostro w Sejmie. Macierewicz „powinien trafić na śmietnik historii”

6 godzin temu
Zdjęcie: Macierewicz


Dziś Antoni Macierewicz, były minister obrony narodowej i przewodniczący rozwiązanej podkomisji smoleńskiej, starł się z posłem Koalicji Obywatelskiej, Adrianem Witczakiem. Kłótnia, która miała miejsce po gorącym posiedzeniu Sejmu, dotyczyła działalności podkomisji smoleńskiej i jej kontrowersyjnych ustaleń. Słowa Witczaka – „Powinien pan trafić na śmietnik historii za to, co pan robi”. – „Dokładnie mówi pan tak, jak mówili komuniści na tych, którzy bronili Polaków zamordowanych w Katyniu” – ripostował Macierewicz.

Podkomisja smoleńska, powołana przez Antoniego Macierewicza w 2016 roku, miała na celu ponowne zbadanie przyczyn katastrofy samolotu Tu-154M, do której doszło 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Od początku jej działalność budziła ogromne kontrowersje. Macierewicz, jako przewodniczący podkomisji od 2018 roku, konsekwentnie promował tezę o zamachu, wskazując na rzekome wybuchy na pokładzie samolotu. W 2020 roku w rozmowie z „Gazetą Polską” twierdził, iż podkomisja dysponuje „dokładnymi wynikami badań zagranicznych laboratoriów”, które miały potwierdzać obecność materiałów wybuchowych na wraku tupolewa. Jednak te twierdzenia nigdy nie zostały poparte niezbitymi dowodami, a raporty podkomisji były wielokrotnie krytykowane za brak rzetelności i naukowej wiarygodności.

W 2024 roku Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało raport zespołu badającego działalność podkomisji, który jednoznacznie negatywnie ocenił jej funkcjonowanie. Szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz, stwierdził, iż celem podkomisji nie było wyjaśnienie przyczyn katastrofy, ale „udowodnienie jednej założonej tezy o wybuchu, a politycznie – pogłębianie podziałów w społeczeństwie”. Raport, liczący 790 stron, wskazywał na liczne nieprawidłowości: od nierzetelnych badań, przez pomijanie niewygodnych ekspertyz, po brak kwalifikacji członków podkomisji, w tym samego Macierewicza, do badania wypadków lotniczych. W efekcie skierowano 41 wniosków do prokuratury, z czego 24 dotyczyły bezpośrednio Macierewicza. Premier Donald Tusk nazwał go wówczas „architektem smoleńskiego piekła, prowokatorem i notorycznym kłamcą”, zarzucając mu, iż na polecenie Jarosława Kaczyńskiego rozpętał polityczną wojnę domową.

Kłótnia między Adrianem Witczakiem a Antonim Macierewiczem, do której doszło dziś na sejmowym korytarzu, jest kolejnym dowodem na to, jak bardzo katastrofa smoleńska wciąż dzieli polską scenę polityczną. Witczak nie szczędził ostrych słów, zarzucając Macierewiczowi, iż podkomisja smoleńska prowadziła „nierzetelne badania”, a jej członkowie usłyszeli zarzuty. „To jest niedopuszczalne, iż tyle lat zgadzamy się na to, aby popierać te kłamstwa pana Macierewicza. Te kłamstwa, gdzie dzisiaj po raz kolejny próbuje się budować politykę na grobach ludzi – przestańcie to robić” – mówił poseł KO, dodając, iż jest mu wstyd za polskich polityków, którzy wykorzystują tragedię do wzmacniania swojego elektoratu w obliczu spadających sondaży PiS.

Krytyka Macierewicza nie jest bezpodstawna. Raport MON z 2024 roku ujawnił szereg niepokojących faktów dotyczących działalności podkomisji smoleńskiej. Ustalono, iż Macierewicz w 2020 roku spotkał się z Rosjaninem Aleksandrem Glaskowem, który przekazał mu nośnik USB z materiałami dotyczącymi katastrofy smoleńskiej. Spotkanie odbyło się w biurze poselskim Macierewicza, a nie w oficjalnej siedzibie podkomisji, co naruszało procedury Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Co więcej, Macierewicz poinformował SKW o tym spotkaniu dopiero po pięciu dniach, co budzi pytania o jego intencje i odpowiedzialność. Wiceszef MON, Cezary Tomczyk, ujawnił również, iż Macierewicz przez trzy lata kontaktował się z człowiekiem ukrywającym się pod fałszywym nazwiskiem – Andrejem Bowbelskim, obywatelem Wielkiej Brytanii – nie znając jego prawdziwej tożsamości ani motywacji, a mimo to dopuszczał go do informacji o działalności podkomisji.

Koszty funkcjonowania podkomisji również budzą kontrowersje. Według danych MON, na jej działalność wydano 34,5 miliona złotych, co wielu uważa za marnotrawstwo publicznych pieniędzy na polityczne cele. Dziennikarz TVN24, Piotr Świerczek, w reportażu „Czarno na białym” z 2022 roku ujawnił, iż podkomisja ukrywała dowody niezgodne z tezą o zamachu, mimo iż dysponowała materiałami i zagranicznymi raportami, które jednoznacznie wskazywały na katastrofę jako przyczynę tragedii. Byli członkowie podkomisji, tacy jak Marek Dąbrowski, Adrian Siadkowski i Mirosław Tarasiuk, przyznali, iż badania były manipulowane, a niewygodne dowody pomijane.

Podkomisja smoleńska została rozwiązana w grudniu 2023 roku przez nowego szefa MON, Władysława Kosiniaka-Kamysza, który uznał, iż jej działalność była symbolem „kłamstwa, manipulacji i defraudacji milionów”. Raport MON z 2024 roku potwierdził, iż podkomisja nie tylko nie wyjaśniła przyczyn katastrofy, ale także pogłębiła podziały w społeczeństwie, co było jednym z jej nieoficjalnych celów. W tym kontekście słowa Adriana Witczaka o „budowaniu polityki na grobach ludzi” wydają się mieć solidne podstawy.

Słowa Witczaka – „Powinien pan trafić na śmietnik historii” – mogą brzmieć ostro, ale odzwierciedlają frustrację wielu Polaków, którzy widzą w działaniach Macierewicza nie poszukiwanie prawdy, ale cyniczną grę polityczną.

Idź do oryginalnego materiału