Warszawski sąd właśnie wyłączył prąd w maszynce do politycznych igrzysk. W sprawie wniosku o tymczasowy areszt dla posła Zbigniewa Ziobry nie zapadła żadna decyzja, bo… prokuratura nie dostarczyła kompletu materiałów. I to nie byle jakich – chodziło o materiały niejawne, które w ocenie obrońców są najważniejsze dla oceny zarzutów, a choćby mogą mieć dla Ziobry wydźwięk korzystny. Czy celowo zatajono najważniejsze dokumenty?
Co się wydarzyło w sądzie?
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa odroczył posiedzenie aresztowe do 15 stycznia 2026 r., zobowiązując prokuraturę do przekazania brakujących materiałów w terminie 7 dni. Prokurator Piotr Woźniak – kierujący w Prokuraturze Krajowej śledztwem dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości – przyznał, iż do akt nie dołączono materiałów niejawnych, bo „w ocenie prokuratury” nie miały znaczenia dla rozstrzygnięcia, ale jednocześnie uznał to za błąd, bo „sąd powinien dysponować całością materiału”.
To jest sedno kompromitacji: prokuratura uznała, iż sama zdecyduje, co jest „ważne” dla sądu w sprawie pozbawienia człowieka wolności na trzy miesiące. To nie jest drobna omyłka w papierach. To uderzenie w fundament elementarnej uczciwości postępowania.
Kolejny „błąd” neoprok. Woźniaka.
Wcześniejsze jego „błędy”:
– nieludzkie traktowanie urzędniczek @MS_GOV_PL
– 2 lata w areszcie niewinnych kibiców Legii
– kilkanaście lat w areszcie niewinnego Marka N
Powinnen wylecieć z @PK_GOV_PL, a dostaje awans.
pic.twitter.com/uNycBYFc7F
— Michał Woś (@MWosPL) December 22, 2025
Obrona: „prokurator nie może wybierać dowodów”
Mec. Bartosz Lewandowski mówi wprost, iż w tej sprawie prokuratura nie powinna dobierać materiału pod tezę, tylko przedstawić całość – również obronie – bo tak wygląda uczciwy proces i realne prawo do obrony. W mediach padła też teza, iż brak przekazania materiałów mógł być celowy, jeżeli dokumenty przeczą narracji oskarżycielskiej.
I tu dochodzimy do porównania, które – niestety – samo się narzuca: to standardy rodem z Białorusi, gdzie aparat „ścigania” przynosi sądowi tylko to, co pasuje do z góry ustalonego scenariusza, a reszta ma nie istnieć. W państwie prawa prokurator ma działać rzetelnie i bezstronnie – zwłaszcza gdy w grę wchodzi areszt tymczasowy, czyli najbardziej dotkliwy środek zapobiegawczy.
Dlaczego te materiały są tak ważne?
Z relacji medialnych wynika, iż brakujące materiały niejawne miały dotyczyć „kluczowego zarzutu” związanego m.in. z umową między resortem sprawiedliwości a CBA, a w tle pojawia się wątek środków z Funduszu Sprawiedliwości i oskarżeń dotyczących finansowania zakupu systemu Pegasus. Obrona podkreśla, iż sąd i obrońcy nie mieli szansy zapoznać się z pełnym obrazem sprawy.
Jeśli w sprawie o areszt istnieją dowody, których sąd nie widzi, to decyzja – jakakolwiek – byłaby skażona. I dobrze, iż sąd zatrzymał ten pociąg zanim komuś zrobiono krzywdę na podstawie „wyselekcjonowanej” wersji akt.
Żurek i jego „przywracanie praworządności” w praktyce
Waldemar Żurek jest dziś ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym – formalnie odpowiada politycznie za kierunek działań prokuratury.
A teraz mamy sytuację, w której podległa mu struktura zalicza kompromitację na oczach sądu w sprawie o areszt – i to w terminie ustawionym tuż przed świętami, co wyglądało jak próba zrobienia politycznego spektaklu. Sąd powiedział: „stop – proszę uzupełnić materiał”.
Pytania, które powinny paść publicznie
Nie da się przejść nad tym do porządku dziennego. Dlatego stawiam pytania, które – moim zdaniem – powinny wybrzmieć w debacie:
-
Dlaczego materiały niejawne nie zostały dołączone do wniosku od razu, skoro dotyczą „kluczowych” wątków?
-
Kto podjął decyzję, iż „nie mają znaczenia” i na jakiej podstawie – skoro sąd uznał, iż jednak powinien je zobaczyć?
-
Czy obrona miała realną możliwość zapoznania się z pełnym materiałem, skoro sama wskazuje, iż jej tego dostępu odmówiono?
-
Czy prokuratura w podobny sposób „porządkuje” materiał w innych sprawach, w których w grę wchodzi areszt?
Bo jeżeli odpowiedź brzmi: „tak, to normalne”, to znaczy, iż ktoś próbuje nam sprzedać normalizację patologii.
Na koniec
Sąd zrobił to, co powinien zrobić w państwie prawa: nie dał się wciągnąć w aresztowy teatr bez pełnych akt. Teraz prokuratura ma obowiązek pokazać całość – także tę część, która może nie pasować do politycznej narracji.
Państwo nie może działać jak prokuratorski montażysta, który wycina niewygodne fragmenty. jeżeli ekipa Donalda Tuska naprawdę chce mówić o standardach – to niech zacznie od standardu podstawowego: uczciwej, kompletnej i transparentnej procedury.

4 miesięcy temu









