Inicjatorzy referendum, które ma doprowadzić do odwołania Rafała Trzaskowskiego oraz Rady Warszawy przed końcem kadencji, ogłosili przekroczenie kolejnej ważnej granicy. Według informacji przekazanej przez organizatorów podczas niedzielnej konferencji prasowej zebrano już 100 tys. podpisów mieszkańców stolicy. To około trzy czwarte liczby potrzebnej do uruchomienia procedury referendalnej. Do końca zbiórki zostały jednak tylko 2 tygodnie, a podpisów potrzeba około 132 tys. – i muszą to być podpisy prawidłowo złożone przez osoby uprawnione do głosowania w Warszawie.
Rafał Trzaskowski, Prezydent Warszawy. | Fot. Longfin Media / Shutterstock.Organizatorzy mówią o 100 tys. podpisów. Jeszcze niedawno było ich niespełna 90 tys.
Nowy wynik ogłosił w Warszawie Maciej Wilk, pełnomocnik inicjatorów Stołecznej Operacji Referendalnej. Na konferencji prasowe poinformował, iż licznik zbiórki przekroczył 100 tys. podpisów i podkreślił, iż organizatorzy są z dotychczasowego wyniku bardzo zadowoleni. Jeszcze na początku września informowali o 67 tys. zebranych podpisów, natomiast według ustaleń „Rzeczpospolitej” około 11 września było ich już blisko 90 tys. Oznacza to wyraźne przyspieszenie akcji w ostatnich dniach.
Trzeba jednak zaznaczyć, iż 100 tys. to liczba deklarowana przez organizatorów. Podpisy nie zostały jeszcze oficjalnie zweryfikowane przez komisarza wyborczego. Dopiero po zakończeniu zbiórki i przekazaniu kart będzie wiadomo, ile z nich spełnia wszystkie wymagania formalne. Przy dużych akcjach referendalnych część podpisów może zostać odrzucona między innymi z powodu błędnych danych, braku prawa wyborczego w danej gminie czy nieprawidłowego wypełnienia karty. Dlatego organizatorzy od początku zapowiadają, iż chcą zebrać więcej niż ustawowe minimum.
Do referendum potrzeba około 132 tys. ważnych podpisów
Ustawa o referendum lokalnym przewiduje, iż w przypadku gminy inicjatywę mieszkańców musi poprzeć co najmniej 10 proc. osób uprawnionych do głosowania. W przypadku Warszawy oznacza to około 132 tys. podpisów. Ostateczna liczba wynika z danych Centralnego Rejestru Wyborców i jest ustalana dla konkretnej procedury. Samo przekroczenie 100 tys. oznacza więc, iż inicjatorzy znaleźli się już blisko wymaganego minimum, ale formalnie przez cały czas go nie osiągnęli.
Jeżeli przyjąć próg około 132 tys., organizatorom brakuje jeszcze mniej więcej 32 tys. podpisów. Do zakończenia akcji pozostały 2 tygodnie, ponieważ zbiórka rozpoczęła się 30 lipca i zgodnie z ustawowym 60-dniowym terminem ma potrwać do 28 września. Oznacza to konieczność zdobywania średnio ponad 2 tys. kolejnych podpisów dziennie. W praktyce liczba powinna być jeszcze większa, ponieważ potrzebny jest zapas na podpisy, które mogą nie przejść późniejszej weryfikacji.
Referendum dotyczyłoby nie tylko Trzaskowskiego. Organizatorzy chcą też odwołania Rady Warszawy
Stołeczna Operacja Referendalna formalnie zgłosiła 2 pytania. Pierwsze dotyczy odwołania prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego przed upływem kadencji. Drugie – odwołania Rady m.st. Warszawy. Oznacza to, iż ewentualne głosowanie nie sprowadzałoby się wyłącznie do oceny prezydenta stolicy, ale mogłoby objąć również obecny skład rady miasta.
Inicjatorzy w oficjalnym uzasadnieniu przedstawiają szereg zarzutów dotyczących sposobu zarządzania Warszawą. Wskazują między innymi na – ich zdaniem – niewystarczający nadzór nad miejskimi instytucjami i spółkami, problemy z częścią dużych inwestycji, finanse miasta oraz funkcjonowanie administracji. Krytykują także sposób sprawowania urzędu przez Rafała Trzaskowskiego. Są to argumenty organizatorów referendum, a nie ustalenia organu wyborczego – komisarz nie rozstrzyga, czy polityczne zarzuty wobec władz miasta są słuszne, ale sprawdza spełnienie ustawowych warunków przeprowadzenia referendum.
100 tys. podpisów nie oznacza jeszcze, iż referendum się odbędzie
Przekroczenie tej granicy jest znaczącym wynikiem, ale przed organizatorami pozostaje kilka etapów. Najpierw muszą zebrać wymaganą liczbę podpisów i przekazać wniosek wraz z kartami Komisarzowi Wyborczemu w Warszawie. Następnie rozpocznie się formalna kontrola. Zgodnie z ustawą komisarz ma nie więcej niż 30 dni od złożenia wniosku na wydanie postanowienia o przeprowadzeniu referendum albo jego odrzuceniu.
Jednym z najważniejszych elementów będzie właśnie sprawdzenie podpisów. Osoba udzielająca poparcia musi być uprawniona do udziału w referendum, a na karcie podaje między innymi imię, nazwisko, adres zamieszkania, numer PESEL i datę udzielenia poparcia oraz składa własnoręczny podpis. o ile prawidłowych podpisów będzie za mało, samo przekroczenie deklarowanych 132 tys. na liczniku organizatorów może nie wystarczyć. Z tego powodu inicjatorzy wielokrotnie podkreślali, iż chcą zbudować bezpieczną rezerwę.
Jeżeli podpisów wystarczy, Warszawę będzie czekało głosowanie
Jeżeli komisarz wyborczy stwierdzi, iż wniosek spełnia wymogi ustawy, wydaje postanowienie o przeprowadzeniu referendum. Ustawa przewiduje, iż takie głosowanie odbywa się w dzień wolny od pracy, najpóźniej w 50. dniu od publikacji postanowienia. Maciej Wilk wcześniej szacował, iż przy obecnym harmonogramie głosowanie mogłoby odbyć się w pierwszej połowie grudnia. Nie jest to jednak jeszcze oficjalny termin – zostanie ustalony dopiero wtedy, gdy procedura przejdzie etap weryfikacji podpisów.
To również moment, w którym zacznie się adekwatna kampania referendalna. Warszawiacy będą mogli opowiedzieć się za pozostawieniem Rafała Trzaskowskiego na stanowisku albo za jego odwołaniem. Analogicznie głosowane będzie pytanie dotyczące Rady Warszawy. Sam sukces zbiórki podpisów nie przesądza więc o wyniku – doprowadza dopiero do możliwości przeprowadzenia głosowania.
Nawet referendum nie wystarczy. Do urn musi przyjść ogromna liczba mieszkańców
Największą przeszkodą może być później nie liczba podpisów, ale frekwencja. Ustawa o referendum lokalnym przewiduje szczególną zasadę przy odwoływaniu organu wybranego bezpośrednio. Referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta jest ważne, o ile weźmie w nim udział co najmniej 3/5 liczby osób, które uczestniczyły w wyborach tego prezydenta. W przypadku Warszawy szacunki wskazują na próg wynoszący około 467 tys. uczestników głosowania.
Dopiero po przekroczeniu wymaganego poziomu frekwencji liczy się wynik odpowiedzi na pytanie referendalne. Aby odwołanie było rozstrzygające, za takim rozwiązaniem musi zostać oddanych więcej niż połowa ważnych głosów. Oznacza to, iż choćby o ile zdecydowana większość uczestników zagłosuje za odwołaniem prezydenta, zbyt niska frekwencja może sprawić, iż referendum nie wywoła skutków prawnych.
Warszawa już raz przerabiała taki scenariusz. W 2013 roku zabrakło frekwencji
Najbardziej znanym warszawskim przykładem jest referendum z 2013 roku dotyczące odwołania ówczesnej prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wtedy inicjatorom udało się nie tylko zebrać wymaganą liczbę podpisów, ale także doprowadzić do samego głosowania. Do urn poszło 343 732 warszawiaków, a aż 322 017 głosujących opowiedziało się za odwołaniem prezydent.
Mimo tak jednoznacznego wyniku Hanna Gronkiewicz-Waltz pozostała na stanowisku, ponieważ referendum zostało uznane za nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji. Do ważności potrzeba było wtedy 389 430 uczestników, podczas gdy frekwencja wyniosła 25,66 proc.. Ten przykład pokazuje, iż zebranie podpisów jest tylko pierwszym etapem. Znacznie trudniejszym zadaniem może okazać się później zmobilizowanie kilkuset tysięcy mieszkańców do pójścia do urn.
Zbiórka mocno przyspieszyła. Decydujące będą ostatnie 2 tygodnie
Dynamika akcji zmieniła się w ostatnich tygodniach. Po pierwszych kilku dniach organizatorzy informowali o 15 tys. podpisów, później o 27,5 tys., następnie o około 40 tys. Pod koniec sierpnia było ich już 67 tys. W ubiegłym tygodniu pojawiła się informacja o zbliżaniu się do 90 tys., a teraz inicjatorzy deklarują przekroczenie 100 tys.. Jednocześnie rozszerzyli sposoby zbierania poparcia – poza punktami ulicznymi wykorzystywane są karty przekazywane mieszkańcom do samodzielnego zebrania podpisów wśród rodziny i znajomych oraz ich późniejszego dostarczenia.
Najbliższe dni przesądzą więc, czy akcja przejdzie z etapu dużej inicjatywy politycznej do formalnej procedury prowadzącej do głosowania. Granica 100 tys. jest wyraźnym sygnałem, iż organizatorzy znaleźli się znacznie bliżej celu, ale referendum nie pozostało przesądzone. Najpóźniej 28 września musi zostać zgromadzona odpowiednia liczba podpisów, a następnie ich ważność sprawdzi komisarz wyborczy.
Dopiero wtedy okaże się, czy mieszkańcy Warszawy rzeczywiście zostaną wezwani do urn, by odpowiedzieć na pytanie o dalsze sprawowanie urzędu przez Rafała Trzaskowskiego oraz przyszłość obecnej Rady Warszawy. Na razie wiadomo jedno – według deklaracji inicjatorów próg 100 tys. podpisów został osiągnięty, a do ustawowego minimum pozostał już ostatni, ale wciąż znaczący odcinek.

54 minut temu













