Ulewa w Głuchołazach. PiS stracił dobrą okazję, żeby siedzieć cicho

1 godzina temu

W 2003 roku skrytykował tak Polskę i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej za poparcie amerykańskiej interwencji w Iraku. Cytat jest błyskotliwy, ale, nie wikłając się w szczegóły, w szerszym kontekście historycznym i politycznym jego odniesienie było jednak wtedy chybione. Nie mówiąc już o tym, iż wobec nas pogardliwe.

Nie jest jednak chybione wobec polityków PiS, w tym opolskich. Stracili dobrą okazję, żeby siedzieć cicho po monstrualnej ulewie w Głuchołazach. Zamiast tego, zaczęli obwiniać o to rząd i Donalda Tuska, wieszać na nich psy, sugerując, iż setki milionów złotych przeznaczonych na pomoc Głuchołazom po powodzi w 2024 roku poszły błoto. Co to dało, pytają, skoro w 15 minut miasto znów zostało zalane. A Tusk przyjechał – czytam – otworzył most i pojechał, zostawiając Głuchołazy nieprzygotowane na kataklizm.

To co, miał nie stawiać mostu, odpornego na każdą falę powodziową, tylko jakiś gigantyczny parasol, rozkładany przy każdej ulewie? A może miał zbudować kanalizację o przekroju dwa razy szerszym niż standardowy na świecie, żeby zdołała odprowadzić wodę choćby po potopie? No, czysty absurd. I nie chodzi tu obronę rządu, tego, czy innego.

Nie ma władzy, której nie można by za coś krytykować. Ale nie ma też na świecie miasta przygotowanego na skutki oberwania chmury, taka jest natura tego zjawiska. W ostatnich miesiącach dotknęło ono szereg miast w Polsce i Europie, ale nigdzie nie było słychać, iż to skutek zaniedbań rządzących. Raczej, iż to efekt zmian klimatycznych, którym wielu polityków PiS stara się z uporem zaprzeczać.

PiS a ulewa w Głuchołazach

Dlatego nie tylko z tego powodu stracili dobrą okazję, żeby siedzieć cicho. Zapytam, gdzie byli posłowie Marcin Ociepa i Katarzyna Czochara oraz radny wojewódzki Wojciech Komarzyński podczas 8 lat rządów PiS. Teraz są bardzo mądrzy, usta mają pełne recept, sloganów i pretensji. Ale co zrobili w sprawie małej retencji, rowów melioracyjnych i przede wszystkim – budowy małych zbiorników przeciwpowodziowych w Kotlinie Kłodzkiej i na południu Opolszczyzny. To właśnie brak tych ostatnich był jedną z istotnych przyczyn tak dużych zniszczeń po powodzi sprzed dwóch lat.

Okazję, żeby siedzieć cicho, straciły też niektóre media, tak ogólnokrajowe, jak i regionalne. Rozumiem bezradność i strach ludzi, którym woda wyrządziła podczas ostatniej ulewy szkody. Trzeba im po prostu pomóc i wszystko jest na dobrej drodze, żeby tę pomoc otrzymali. Ale znajmy skalę. O ile mi wiadomo, zalało tylko dwa mieszkania i porównywać to z kataklizmem z 2024 roku jest po prostu nie na miejscu. W takiej sytuacji „dmuchanie” społecznych emocji oraz bezkrytyczne cytowanie choćby najbardziej nonsensownych słów polityków PiS na pewno nie służy nikomu oprócz tych ostatnich.

Z drugiej strony, próby uczynienia z nawałnicy „bata” na rządzących dowodzi, iż PiS intelektualnie się skończył.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału