Rowerem na pomoc?

1 godzina temu

Rower jako pojazd służący niesieniu pomocy w sytuacjach kryzysowych? Na pozór pomysł absurdalny, bo co taki rower może zabrać pod ramę albo do kufrów? Z drugiej strony, naszpikowana techniką medyczną karetka pogotowia ma jeszcze mniejsze szanse udzielenia pomocy, jeżeli utknie w korku towarzyszącym panicznej ewakuacji. O tym właśnie rozmawiali uczestnicy szkolenia inaugurującego powstanie Rowerowej Ochotniczej Straży Humanitarnej, której pomysłodawcą jest Stowarzyszenie Świdnik Miasto Dla Rowerów.

– Jesteśmy prekursorami tego typu działań. Cieszę, się, iż znaleźli się chętni, by sprostać wyzwaniu. Rowerowa Ochotnicza Straż Humanitarna brzmi nieoczywiście, ale myślę, iż dzięki temu projektowi zdobędziecie państwo wiedzę, doświadczenie, również praktyczne, w działaniach w sytuacji zagrożenia. Będziecie potem liderami bezpieczeństwa w swoich placówkach, będziecie wiedzieli jak się odpowiednio zachować. Będziecie również wsparciem dla swoich pracodawców. Dla mnie jest to tym ważniejsze, iż jesteście w dużej części pracownikami jednostek oświatowych, które otaczają opieką przede wszystkim dzieci. Rower wydaje się bardzo prostym środkiem komunikacji. Jak go wykorzystać w sytuacji kryzysowej, będziecie się o tym dowiadywać w toku realizacji projektu. Cieszę się, iż zdecydowaliście się państwo w nim uczestniczyć. Dziękuję panu Maciejowi Lubasiowi i Stowarzyszeniu Świdnik Miasto Dla Rowerów za tę inicjatywę Myślę, iż dla nas wszystkich będzie to bardzo pozytywne i pouczające doświadczenie – mówiła Bożena Zapalska, zastępca burmistrza do spraw edukacji i spraw społecznych.

– Ja również bardzo się cieszę, iż zgłosiliście się Państwo do projektu. Tak, jak już Pani burmistrz mówiła, rower, jako narzędzie w sytuacji kryzysowej, jest wyborem niebanalnym. Jednak zapewniam, iż takie rozwiązanie ma sens. Pomysł narodził się 2019 roku podczas obchodów rocznicy powstania ogólnoświatowego Czerwonego Krzyża, gdzie poznałem członków oddziału rowerowego z Irlandii, którzy opowiedzieli mi na jakich zasadach działają. My będziemy funkcjonować inaczej, po swojemu. Do tej pory akces zgłosiło 18 osób, w większości pracowników szkół i przedszkoli. To niezwykle ważne. W razie, gdyby coś się stało, te miejsca są najważniejsze jako duże zbiorowiska ludzi. Formuła, którą postanowiliśmy przetestować nie funkcjonuje nigdzie w Polsce. Jesteśmy więc grupą pionierską i od nas zależy, w którym kierunku pójdziemy. Na wiele pytań nie znam jeszcze odpowiedzi, więc będziemy jej poszukiwać wspólnie – dodał Maciej Lubaś.

Pierwsze spotkanie obejmowało wykład Pawła Romańskiego, wolontariusza Polskiego Czerwonego Krzyża, na temat systemu ochrony ludności. Słowo „wykład” brzmi groźnie, jednak P. Romański przeprowadził go z takim talentem oratorskim, iż nie sposób było się nudzić.

– Generalnie słabo jest u nas z edukacją w obszarze bezpieczeństwa. Pewnie, gdyby nie to, iż prowadzę szkolenia, sam nie miałbym jeszcze spakowanego plecaka na wypadek ewakuacji, chociaż bardzo doceniam jego sens. Zawsze brakuje nam na to czasu, przestrzeni, nie wiadomo czego jeszcze. Co jest istotą wojny toczącej się w Ukrainie? Nie polega ona na tym, iż w ogródku stoi czołg i w coś celuje. Na tym etapie widzimy żołnierzy własnych albo żadnych. Front ma na głębokość 30 do 70 kilometrów strefy śmierci, przez którą nikt się nie prześliźnie. Natomiast rakieta czy dron wystrzelony z Brześcia może dosięgnąć Wrocławia. W naszym warunkach wojna to przede wszystkim dezinformacja, czyli masa fejków i trolli piszących: a po co ci wiadro, a nie ma schronów, a po co reagować, a po co syreny straszą nam dzieci? Po drugie, cyberataki pojawiające się również w przestrzeni publicznej. Na przykład, któregoś poniedziałku, albo innego dnia tygodnia zobaczycie posty – Tusk uciekł do Anglii, albo iż Nawrocki do Anglii uciekł. To są rzeczy, które musimy sprawdzać. Najważniejsze są spokój i czas. Na co jesteśmy totalnie nieprzygotowani? Na brak prądu. Nie trzeba strzelać w szkoły i szpitale, co zresztą Rosjanie czynią, żeby zasiać panikę. Wystarczy wyłączyć ludziom prąd. U mnie na wsi, z powodu wichury nie było prądu przez dwie doby. Brak prądu sprawia, iż w kilka godzin spada ciśnienie wody i nie ma na czym ugotować zupy. W tym kontekście pytam, ile kosztuje pięć pięciolitrowych baniaków wody w markecie?

Na szczęście w terenie są organizacje przygotowane są na sytuacje kryzysowe. Są nimi strażacy, w tym OSP, koła gospodyń wiejskich i myśliwi, czyli organizacje pozarządowe. Dlaczego akurat myśliwi? Bo oni wiedzą, jak dojechać ze wsi do wsi bez dróg. W czasie powodzi Stroniu Śląskim strażacy powiedzieli zdezorientowanemu burmistrzowi: – Pan weźmie wolne, my się wszystkim zajmiemy. Nie chodziło o to, żeby usunąć go na margines, ale żeby dać swobodę do robienia tego, na czym rzeczywiście się znają. Wszelkie stowarzyszenia lokalne, które organizują jakieś wydarzenia choćby raz w roku, są złotem dla integracji społeczności w sytuacja kryzysowych. Dlaczego? Bo mają struktury, procedury działania lub choćby kanał komunikacji. Taki banał- wystarczy mieć oznaczone koszulki lub polary, żeby wzbudzić respekt albo pozwolić odróżnić ratujących od ratowanych, co w sytuacjach kryzysowych jest bardzo ważne – przekonywał Paweł Romański.

Projekt pod nazwą „Rowerowa Ochotnicza Straż Humanitarna – przygotowanie organizacji do realizacji zadań ochrony ludności” realizowany jest w ramach projektu „Bezpieczna Polska Lokalnie”. Projekt „Bezpieczna Polska Lokalnie” został dofinansowany przez Partnera Strategicznego – Fundację PKO Banku Polskiego i stanowi ścieżkę partnerską, realizowaną w ramach programu „Działaj Lokalnie”. „Działaj Lokalnie” jest programem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, realizowanym przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce we współpracy z siecią Ośrodków Działaj Lokalnie, w tym z Stowarzyszeniem „Czajnia”.

Idź do oryginalnego materiału