Z ornitologiem, dr. Tomaszem Janiszewskim z Uniwersytetu Łódzkiego, rozmawiamy o jerzykach – ptakach powszechnych m.in. w Łodzi, fascynujących, a mimo to mało znanych.
Dr hab. Tomasz Janiszewski
Rozwiń biogramOd 1987 pracuje na Uniwersytecie Łódzkim, w tej chwili w Katedrze Badania Różnorodności Biologicznej, Dydaktyki i Bioedukacji, na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska. Jego badania dotyczą m.in. ekologii okresu lęgowego ptaków m.in. bociana białego, kormorana, śmieszki, rybitwy rzecznej i białowąsej, sroki, a także wybranych aspektów strategii wędrówkowych związanych m.in. z trasami migracji i ekofizologią ptaków siewkowych. Autor lub współautor szeregu opracowania opisujących awifaunę Ziemi Łódzkiej lub waloryzujących obszary cenne przyrodniczo na podstawie składu ornitofauny. Zaangażowany w działania z zakresu ochrony czynnej kręgowców na terenie województwa łódzkiego m.in. reintrodukcji żółwia błotnego.
Natalia Dutka: Co wiemy o jerzykach, a co w ich życiu pozostaje dla nas tajemnicą?
Dr Tomasz Janiszewski: Znane są podstawowe aspekty ich biologii. Orientujemy się, gdzie gniazdują, znamy ich fenologię [dział nauki badający cykliczne zjawiska w przyrodzie – przyp. red.], wiemy, kiedy przystępują do lęgu oraz kiedy odlatują na zimę do tak zwanych „ciepłych krajów”. Wiemy też, co je odróżnia od innych ptaków.
Dla przykładu, pisklęta jerzyka jako nieliczne z ptaków potrafią zapadać w odrętwienie.
Dzieje się to jednak wyjątkowo. Stanowi mechanizm zabezpieczający pisklęta przed głodem, osłabiającym ich kondycję lub prowadzącym choćby do śmierci w okresach złej pogody, kiedy rodzice nie byliby w stanie dostarczyć im wystarczającej ilości pokarmu. Jerzyki polują na drobne owady i to wyłącznie w locie, a te są aktywne jedynie przy dobrej pogodzie.
Natomiast są też rzeczy, których nie wiemy, bo są one dla nas ptakami dosyć trudno uchwytnymi i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, ponieważ ogromną część swojego życia, a adekwatnie prawie całe życie, spędzają w powietrzu.
Innowacyjne, sprytne, bezkompromisowe. Czego możemy nauczyć się od owadów? Katarzyna Dąbkowska, Radomir Jaskuła
W związku z tym, o ile wiemy, iż na pewno znikają ze środkowej Europy około połowy sierpnia, lecą na zimę daleko, daleko do Afryki Subsaharyjskiej, o tyle ciągle tajemnicze jest dla nas ich zachowanie na zimowiskach afrykańskich. Nie ma dobrych metod, które pozwalałyby to badać.
W przeszłości stosowano prostą metodę obrączkowania w okresach związanych z wędrówką, czy przygotowaniem na zimowisko.
W przypadku jerzyka ta metoda się słabo sprawdza, bo jerzyki bardzo rzadko zaobrączkowane trafiały w ręce ludzi na zimowiskach.
Generalnie o małych ptakach wiadomo mniej niż o dużych, a jerzyki nie należą, broń Boże, do jakichś gigantów.
Większość z ptaków prowadzi taki tryb życia, iż czasami udawało się znaleźć je z obrączkami. Z jerzykami jest wielki kłopot.
Poza tym dziś mamy do dyspozycji dużo nowocześniejsze metody śledzenia ptaków, związane z możliwościami zaopatrywania je w takie nadajniki, które wysyłają sygnały. W przypadku jerzyków to musiałyby być pewnie nadajniki, gdzie sygnały odbierane są przez sieć telefonii komórkowej.
Ale znowu z jerzykami jest ten problem, iż są to ptaki niewielkich rozmiarów [długość ciała do 18 cm – przyp. red.]. O ile w przypadku bocianów czy dużych ptaków, możemy wyposażać je w taki sprzęt, który będzie na bieżąco te dane przesyłał, bądź gromadził, a w sprzyjającym momencie przesyłał do odbiornika, o tyle z jerzykami stosowanie tego typu metod śledzenia jest bardzo trudne, z czysto technicznych względów. W związku z tym dużą tajemnicą dla nas jest to, co jerzyki robią, gdy przemieszczają się w okresie pozalęgowym.
Tygodnik Spraw Obywatelskich
Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
W Polsce odbywa się dużo akcji budowania budek dla jerzyków. W Łodzi mieliśmy m.in. akcję „Łódź dla jerzyków, jerzyki dla Łodzi” czy budowę budek przy Manufakturze. Dlaczego budowanie tych budek i ochrona ich siedlisk w miastach jest taka ważna?
Musimy chronić je przede wszystkim w miastach, dlatego iż jerzyki gniazdują w tej chwili w miejscach, gdzie są wysokie budynki. W przeszłości było inaczej, bo jerzyki w Polsce gniazdowały w szczelinach i na urwiskach skalnych – takie miejsca gniazdowania ciągle można tu i ówdzie spotkać w naszych górach. Albo też gniazdowały w dziuplach drzew, w lasach. Dziś już tego drugiego typu gniazdowania adekwatnie nie obserwujemy, chociaż jeszcze stosunkowo niedawno dawało się tam jerzyki zobaczyć.
Dzisiaj jest bardzo trudno. Zupełnie przeniosły się do miast, dlatego to co dzieje się w miastach, w budynkach, w których jerzyki zakładają swoje gniazda, jest decydujące dla utrzymania liczebności ich populacji.
Jeszcze 20–30 lat temu budynki, głównie za sprawą albo ich konstrukcji albo gorszego stanu technicznego, oferowały całą masę miejsc do gniazdowania. Później to się zmieniło, bo wiele otworów wlotowych do szczelin czy przestrzeni stropodachowych zostało zasłoniętych.
W niektórych częściach miasta, w których prowadzono remonty czy rewitalizacje, liczba potencjalnych miejsc do gniazdowania dla jerzyków bardzo się zmniejszyła.
Bioróżnorodność czy technologia? Na co postawić, żeby przetrwać? Marie-Monique Robin, Sonia Priwieziencew
Stąd zaistniała potrzeba pewnej kompensacji tych strat, które zostały spowodowane przez np. bardzo powszechną akcję termomodernizacji prowadzoną na osiedlach z tzw. wielkiej płyty.
Jak wygląda sytuacja jerzyków w Łodzi?
Na przełomie XX-XXI wieku udało się nam – ornitologom z Katedry Badania Różnorodności Biologicznej, Dydaktyki i Bioedukacji na Uniwersytecie Łódzkim – oszacować liczebność jerzyków w Łodzi przy okazji programu badawczego Atlas Ptaków Lęgowych Łodzi.
Ustaliliśmy wtedy, iż par jerzyków gniazdujących w Łodzi jest kilka tysięcy. Był to wówczas jeden z najliczniejszych łódzkich ptaków lęgowych. Myślę, iż dzisiaj – wbrew pozorom – aż tak dużo się nie zmieniło. Jerzyków przez cały czas mamy sporo, bo ciągle jest sporo kamienic w środku miasta, które oferują im miejsca lęgowe.
Na terenach tzw. osiedli mieszkalnych to zwykle nie są bloki mieszkalne, ale budynki o innym charakterze, na przykład szkoły, które nie zostały ocieplone albo zostały ocieplone w ten sposób, iż przez cały czas znajduje się tam masa miejsc do gniazdowania.
Myślę, iż liczebność jerzyka w Łodzi nie zmieniła się w ciągu ostatniego ćwierćwiecza.
Nadal jest to ptak dość pospolity, ale cały czas trzeba mieć na uwadze to, iż kiedy niszczymy siedliska lęgowe, musimy to jakoś zrekompensować.
Bardzo często, szczególnie w tych częściach miasta, gdzie znajdują się nowoczesne osiedla mieszkaniowe, budowane w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, dosyć powszechnie prowadzi się akcje rozwieszania skrzynek lęgowych, więc jerzyki mają gdzie gniazdować, a poza tym w miastach znajdują się ciągle takie budynki, których konstrukcja zapewnia możliwości gniazdowania.
Jak muszą wyglądać budki, żebyśmy mieli pewność, iż zalęgną się w nich jerzyki?
Pewności nigdy nie będziemy mieć, bo ptaki dokonują wyboru. Są natomiast dwa podstawowe warunki do spełnienia. Jeden to oczywiście sama konstrukcja skrzynki lęgowej.
Ważne jest zbudowanie jej według adekwatnego wzoru. Ta budka wygląda nieco inaczej niż powszechnie stosowane dla dziuplaków leśnych [grupa ptaków żyjących w dziuplach – przyp. red.], wieszane na drzewach. Ponieważ – o ile budki dla większości gatunków są wieszane w pionie – dla jerzyków są to budki poziome, które mają inaczej zorientowany otwór wlotowy.
Ale pozostało jedna bardzo ważna rzecz, o której trzeba pamiętać, jeżeli chce się mieć szansę na to, żeby jerzyki zajęły taką skrzynkę lęgową. Musi ona zostać też w odpowiedni sposób zawieszona. W mieście to musi być naprawdę duża wysokość. O ile gdzieś poza miastem zdarzają się sytuacje, iż jerzyki mogą zagnieździć się na wysokości pierwszego piętra, to w mieście na coś takiego szanse są minimalne.
Selfie z misiem, czyli po co nam dzika przyroda? Joanna Suciu
Dzika przyroda jest ważna. I piękna Monika Kotulak, Rafał Górski
Myślę, iż to musi być wysokość co najmniej czwartego piętra, o ile budynek jest czteropiętrowy, a o ile jest to wieżowiec, to jeszcze wyżej. Skrzynka musi być zawieszona wysoko, a poniżej samej skrzynki musi być wolna przestrzeń.
Nie można wieszać skrzynek lęgowych na przykład na nadbudówkach wieżowców kryjących szyb windy, bo wtedy ta skrzynka względem ziemi rzeczywiście jest zawieszona bardzo wysoko, ale między powierzchnią ziemi, a skrzynką pozostało dach, który znajduje się kilka metrów poniżej i to jerzyków absolutnie nie satysfakcjonuje.
Jak jeszcze możemy pomóc jerzykom?
Poza budkami, szczerze mówiąc, nie widzę żadnych innych możliwości pomagania im, bo jerzyki pokarmowo są uzależnione od bardzo drobnych owadów latających na dużych wysokościach. Polują na nie często w ogromnych odległościach od miejsca, gdzie gniazdują, bo przemieszczają się z dużą prędkością.
Mogą latać z prędkością stu i więcej kilometrów na godzinę, kiedy naprawdę chcą, kiedy jest im to do czegoś potrzebne.
W związku z tym dla nich przemieszczenie się na odległość 100 czy 200 kilometrów dziennie nie jest jakimś dużym problemem.
W związku z tym niespecjalnie widzę tutaj nasze możliwości pomocy poza samym wpływem na zapewnienie im miejsc do gniazdowania. Na pozostałe kwestie nasz wpływ jest już stosunkowo niewielki jako pojedynczych osób – miłośników jerzyków. Wiele zależy od całości naszych ludzkich działań jako gatunku.
Trwa szóste wymieranie. Co jest kluczem do naszego przetrwania? Piotr Skubała, Rafał Górski
Elizabeth Kolbert: Szóste wymieranie
Jakie jeszcze ptaki mogłyby potrzebować pomocy ludzi w przetrwaniu?
Pytanie wbrew pozorom nie jest takie proste. Czy chodzi nam o przetrwanie pojedynczych osobników, czy o przetrwanie całych gatunków? Bo jest to ogromna różnica. Natomiast myślę, iż w naszych działaniach powinniśmy zwracać uwagę na takie gatunki, które uznawane są za zagrożone.
W związku z tym nasze działania ochronne skierowane na przykład ku sikorkom, polegające na dokarmianiu ich zimą albo wieszaniu skrzynek lęgowych, nie warunkują ich przetrwania. Natomiast jest sporo takich gatunków ptaków, które są zagrożone wyginięciem.
Wśród nich jest taki malutki ptak – wodniczka.
W Polsce gniazduje olbrzymia część europejskiej populacji tego gatunku.
Bytuje tylko w kilku miejscach w naszym kraju, zwykle na terenach podmokłych. To jest gatunek związany z tak zwanymi szuwarami turzycowymi o dużej powierzchni. Obszary te powinny nie tylko być w odpowiedni sposób uwilgotnione, ale także w odpowiedni sposób użytkowane, bo muszą być koszone. Dbałość właśnie o bagna, mszary, tereny podmokłe jest warunkiem możliwości przetrwania sporej ilości gatunków w Polsce. Te działania są oczywiście możliwe, chociaż dużo trudniejsze, bo stoją często w sprzeczności z interesem gospodarczym człowieka. Wiele tych ptaków jest zagrożonych, ponieważ nasz sposób gospodarowania w przyrodzie zniszczył ich siedliska lęgowe.
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!Jakie działania się podejmuje, żeby te miejsca utrzymać?
Szczęśliwie się składa, iż najważniejsze obszary występowania wodniczek są położone na terenach chronionych. W związku z tym nie ma niebezpieczeństwa, iż zostaną gwałtownie przekształcone. Jest natomiast zagrożenie związane z naturalnymi procesami sukcesyjnymi [stopniowe, naturalne przekształcanie się składu gatunkowego i struktury ekosystemu w czasie – przyp. red.].
Musimy ten typ środowiska zabezpieczać przed zaniknięciem.
Robi się to na przykład na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego poprzez koszenie tych obszarów, gdzie wodniczka występuje.
Dba się też o odpowiedni poziom zalewu. Nie prowadzi się tam na przykład melioracji i osuszania, ale jeżeli jest sucho, to nie jesteśmy w stanie takich obszarów nawodnić.
Pracuje pan jako ornitolog w Katedrze Badania Różnorodności Biologicznej, Dydaktyki i Bioedukacji UŁ i uczestniczy w pracach rad działających przy parkach krajobrazowych na terenie województwa łódzkiego. Jak pan w swojej pracy pomaga ptakom?
Jeśli chodzi o ptaki, zajmuję się wieloma rzeczami. Poza tym, iż prowadzę badania dotyczące ekologii ptaków, ich fizjologii, genetyki, uczestniczę także w projektach związanych z tworzeniem na przykład planów ochrony dla obszarów, gdzie przedmiotem ochrony są ptaki. Żeby to zrobić, należy najpierw te ptaki zinwentaryzować, dokonać oceny zmian w stosunku do jakiegoś stanu poprzedniego i zaproponować działania ochronne.
Prywatnie wieszam także budki dla ptaków. Robię to już od kilkudziesięciu lat, kiedy jeszcze miałem dużo, dużo, dużo mniej lat i nie byłem zawodowym ornitologiem.
Zawsze mnie interesowała ta część życia ptaków, która związana była z ich lęgami.
Staram się też popularyzować ptaki, przekazywać wiedzę na ich temat i przekazywać takie spojrzenie, które pozwoli nam patrzeć na nie z sympatią i szacunkiem jako na istoty, którym też coś się należy. Miejsce wokół nas.
Dziękuję bardzo panu za rozmowę.

5 godzin temu










.webp)





