Dwa lata po katastrofalnej powodzi sytuacja w dorzeczu Odry znów jest poważna. Tym razem problemem jest brak wody. Susza, spadający poziom wód gruntowych, wysychające mokradła i niski stan rzek zwiększają także ryzyko kolejnych katastrof ekologicznych.
Eksperci przekonują, iż rozwiązania trzeba zacząć wprowadzać nie tylko w korytach rzek, ale również w lasach, na polach i torfowiskach. – Zagrożenia dla rzek mają te same źródła i te same rozwiązania. Niestety jak do tej pory nie łączymy kropek – mówi Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.
Od powodzi do suszy
We wrześniu 2024 r. górna część dorzecza Odry została dotknięta katastrofalną powodzią. Dziś przyrodnicy i hydrolodzy zwracają uwagę na zupełnie inny obraz rzeki.
W całym dorzeczu utrzymuje się susza, spadają przepływy w rzekach, obniża się poziom wód gruntowych, a kolejne przypadki śnięcia ryb pokazują, iż sytuacja pozostaje niestabilna. Na początku września Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał 35 ostrzeżeń dotyczących suszy hydrogeologicznej dla dorzecza Odry.
– Sytuacja, którą obserwujemy na rzekach, niepokoi, ale jeszcze groźniejsze jest to, czego nie widzimy: spadek poziomu wód gruntowych i podziemnych, czyli susza hydrogeologiczna – mówi Krzysztof Smolnicki, hydrogeolog, prezes Fundacji EkoRozwoju.
Radosław Gawlik (od lewej) i Krzysztof Smolnicki przy tablicy upamiętniającej powódź ’97 we Wrocławiu. Fot. K. UrbanTo właśnie wody podziemne są jednym z najważniejszych, choć często niewidocznych elementów systemu wodnego. Korzystamy z nich nie tylko do celów pitnych, ale również do podlewania upraw.
– Ujęć podziemnych nie da się w nieskończoność pogłębiać, a wody podziemne, które teraz pobieramy, powstawały przed laty i z naszej perspektywy czasowej bywają często nieodnawialne – podkreśla Smolnicki.
- Czytaj także: Jedno rozwiązanie na suszę i powódź? 410 mln zł na renaturyzację wód
Woda ucieka z krajobrazu
Zdaniem ekspertów odpowiedzią na narastający problem nie może być wyłącznie budowa kolejnych zbiorników. najważniejsze jest zatrzymywanie wody tam, gdzie spada deszcz. To oznacza zmianę sposobu gospodarowania całym krajobrazem – od lasów, przez tereny rolnicze, po mokradła i torfowiska.
– Rozwiązaniem na odtwarzanie zasobów wodnych jest odbudowa naturalnej retencji krajobrazowej. Budowa sztucznych zbiorników nie rozwiązuje sytuacji, bo woda z nich nie popłynie do góry i nie nawodni dużych obszarów. Jest w dodatku kosztowna i czasochłonna – mówi Smolnicki.
Radosław Gawlik zwraca uwagę na to, co dzieje się w lasach. Jego zdaniem gospodarka leśna powinna w większym stopniu uwzględniać konieczność zatrzymywania wody. Chodzi o rozwiązania stosowane na drogach leśnych, które pozwalają odprowadzać wodę na boki, zamiast umożliwiać jej szybki spływ całą długością drogi.
– Na drogach leśnych powinny być robione co 30 metrów takie miejsca, które puszczają wodę obok, a o ile nie, płynie ona tą drogą. Jeden solidny deszcz potrafi wyryć pół metra w tej drodze – opowiada Gawlik.
Na tym problem się nie kończy. Woda, która gwałtownie spływa drogami leśnymi, trafia następnie do potoków i rzek. – Wymywa tę drogę, niszczy ją, ale bardzo gwałtownie ta woda spływa do potoków i później do rzeki. Następnie zalewa nam miasta – wskazuje ekolog.
Powódź zaczyna się wcześniej niż w rzece
Doświadczenia z powodzi z 2024 r. pokazują, iż nie zawsze można szukać przyczyn podtopień wyłącznie w głównym korycie rzeki. Smolnicki przywołuje badania Koalicji Ratujmy Rzeki prowadzone na zlewni Białej Lądeckiej powyżej Lądka-Zdroju.
– Bardzo dużo budynków i podtopień było związanych nie z samym korytem rzeki, tylko ze spływami, które nadchodziły w stronę lasu, w stronę łąk – mówi.
To oznacza, iż działania przeciwpowodziowe powinny zaczynać się znacznie wyżej – w miejscach, gdzie woda zaczyna swoją drogę do rzeki.
Martwe drzewa też mogą pomóc. Rozwiązaniem nie zawsze musi być kosztowna infrastruktura. Smolnicki zwraca uwagę na znaczenie martwego drewna pozostającego w lesie.
– Przede wszystkim ważne jest pozostawianie posuszu drzewnego w lesie. To znaczy, żeby martwe drewno, martwe kłody były w lesie. One powodują, iż gleba w okresach suchych się nie przesusza – wyjaśnia.
To ważne również podczas gwałtownych opadów. Przesuszona gleba gorzej przyjmuje wodę, która zamiast wsiąkać, gwałtownie spływa po powierzchni. – Przesuszona gleba powoduje to, iż jak deszcz spadnie, to ona zamiast wsiąkać, maksymalnie spływa. Więc zostawienie martwego drewna w lesie powoduje, iż las działa jak gąbka – mówi ekspert.
Taki mechanizm nie zatrzyma oczywiście ekstremalnej powodzi. Może jednak sprawić, iż woda będzie spływać wolniej, a poszczególne fale wezbraniowe nie będą nakładać się na siebie.
„Spuszczamy wodę, bo mamy jej za dużo”
Problem dotyczy także rowów melioracyjnych. Przez dziesięciolecia wiele terenów było osuszanych, a woda miała być jak najszybciej odprowadzana. Dziś sytuacja się zmieniła. W wielu miejscach większym problemem niż nadmiar wody jest jej niedobór.
– Cała filozofia od 50 lat była taka: spuszczamy wodę, bo mamy za dużo wody. Teraz mamy jej za mało i potrzebujemy rowów albo zastawek – mówi Gawlik.
Jego zdaniem leśnicy mają do wykonania znacznie więcej niż tylko budowę niewielkich zbiorników. Podobne działania powinny być prowadzone na terenach rolniczych.
– Na obszarach rolniczych najważniejsze jest po prostu dobre gospodarowanie krajobrazem, zostawianie mokradeł, miejsc, gdzie są bobry, drzewa, zastawki. To trzeba robić na dużą skalę – mówi Smolnicki.
Torfowiska są naturalnymi magazynami wody
Szczególne znaczenie mają mokradła i torfowiska. Ich osuszanie oznacza utratę naturalnej zdolności krajobrazu do zatrzymywania wody. Cel jest prosty: sprawienie, żeby woda nie uciekała z tych terenów, ale pozostawała w nich możliwie długo.
Przyrodnicy przekonują, iż właśnie takie rozwiązania są potrzebne, aby jednocześnie zwiększać odporność na suszę i łagodzić skutki gwałtownych opadów.
Jednak czy pieniądze na retencję są odpowiednio wykorzystywane?
Część takich działań już się zaczyna. Smolnicki wskazuje, iż pilotażowe projekty prowadzone są również w lasach na terenach dotkniętych powodzią. – jeżeli chodzi o te działania leśne, to w tej chwili są już pilotaże i choćby nad Białą Lądecką, w Nadleśnictwie Lądek są podejmowane.
Znacznie gorzej, jego zdaniem, wygląda sytuacja w rolnictwie. Smolnicki wskazuje na środki z Krajowego Planu Odbudowy przeznaczone na przeciwdziałanie suszy. Według jego relacji z dostępnego miliarda złotych wykorzystano około 20 proc.
Susza i powódź to naczynia połączone?
Zdaniem ekspertów największym błędem jest traktowanie suszy i powodzi jako dwóch zupełnie różnych problemów.
Zmiana klimatu powoduje zarówno długie okresy wysokich temperatur i niedoboru opadów, jak i gwałtowne, intensywne deszcze. Dlatego, jak mówią eksperci – krajobraz powinien być przygotowany na oba skrajne scenariusze: długotrwały brak wody i jej gwałtowny nadmiar.
Theresa Wagner z niemieckiej organizacji BUND wskazuje, iż potrzebne jest holistyczne traktowanie rzeki i uwzględnienie różnych aspektów.
– Potrzebujemy na Odrze kompleksowego rozwiązania dla wyzwań ekologicznych i gospodarczych, które wiążą się z suszą i niskim poziomem wody spowodowanymi zmianami klimatu. Trzeba również dostosować się do dostępnych zasobów wody, tak żeby żegluga dostosowywała się do rzeki, a nie na odwrót — mówi.
Koalicja Czas na Odrę postuluje wstrzymanie betonowania Odry. – Pogłębiona rzeka działa na krajobraz jak drenaż. Zamiast tego potrzebujemy teraz czegoś zupełnie przeciwnego, a mianowicie odporności na stres klimatyczny oraz zapobiegania dalszemu pogorszeniu sytuacji poprzez większe zatrzymywanie wody – przekonuje Wagner.
Złota alga znów może być problemem
Niski stan wody ma również znaczenie dla kondycji ekosystemu Odry. W tym roku doszło do masowego pomoru ryb na Zbiorniku Pilchowickim, a w sierpniu śnięte ryby pojawiły się w Kanale Gliwickim, którego wody trafiają do Odry.
Koalicja Czas na Odrę zwraca uwagę, iż przy wysokich temperaturach i niskich przepływach na piętrzeniach Kanału Gliwickiego może dochodzić do wzrostu stężenia soli trafiających do wód z kopalń. Takie warunki sprzyjają rozwojowi tzw. złotej algi.
Eksperci podkreślają, iż konieczne jest ograniczenie dopływu soli i innych zanieczyszczeń. Jednocześnie renaturyzacja rzek i ich dopływów może zwiększyć odporność ekosystemu, dając rybom miejsca, do których mogą uciekać podczas kryzysu.
- Czytaj także: Tysiące martwych ryb w Pilchowicach. „Tak się kończy regulowanie rzek”
Czechy również mierzą się z suszą
Problem nie kończy się na polskiej części dorzecza Odry. Susza dotyka również Czech.
– Aktualny rząd czeski pogłębiającą się suszę długi czas ignorował. Dopiero pod koniec sierpnia premier powołał komisję, która ma zaproponować przeciwdziałanie zagrożeniu – mówi Vlastimil Karlík z czeskiej organizacji Arnika.
Koalicja Czas na Odrę apeluje o renaturyzację rzek, odtwarzanie mokradeł i terenów zalewowych oraz zwiększanie naturalnej retencji krajobrazowej. Rozwiązaniem ma być nie ujarzmianie wody, ale nauczenie się jej zatrzymywania.
–
Zdjęcie tytułowe: manfredxy/Shutterstock

1 godzina temu
















