Nowe przepisy dotyczące jakości wody, rosnące koszty energii, PFAS i czekająca na wdrożenie dyrektywa ściekowa mogą całkowicie zmienić sektor wodociągowo-kanalizacyjny w Polsce. Przedsiębiorstwa będą musiały inwestować w odporność na zmianę klimatu, nowe technologie oczyszczania i bezpieczeństwo wody. To będą koszty liczone w dziesiątkach miliardów złotych – mówi dr inż. Klara Ramm, ekspertka Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie, przedstawicielka Polski w EurEau.
Agnieszka Hobot: Jednym z najważniejszych wydarzeń ostatnich tygodni dla branży wodociągowo-kanalizacyjnej było uchwalenie nowelizacji ustawy wdrażającej unijne przepisy dotyczące jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Ustawa została podpisana przez Prezydenta. Czy Polska rzeczywiście kompleksowo implementowała wymagania dyrektywy?
Klara Ramm: Moim zdaniem uwzględnione zostały najważniejsze elementy. Powiedziałabym wręcz, iż miejscami poszliśmy dalej, niż wymaga tego sama dyrektywa. To zresztą charakterystyczne dla polskiego sposobu implementacji prawa unijnego – czasem tworzymy przepisy bardziej restrykcyjne i ambitniejsze, niż to konieczne, co później może ograniczać elastyczność działania sektora. Branża wod-kan doświadcza tego choćby w kontekście dyrektywy ściekowej, której wdrażanie do dziś jest źródłem licznych trudności.
Diabeł oczywiście tkwi w szczegółach i realna ocena nowych przepisów będzie możliwa dopiero po pewnym czasie ich funkcjonowania. przez cały czas czekamy też na część aktów wykonawczych, przede wszystkim rozporządzenie Ministra Zdrowia dotyczące jakości wody do spożycia, które w tej chwili jest konsultowane.
Sporo emocji budzi również kwestia wycieków wody. adekwatnie każdy kraj członkowski przyjął własną metodykę ich liczenia, przez co dane są dziś w dużej mierze nieporównywalne. Mimo to najważniejsze mechanizmy – takie jak oceny ryzyka czy obowiązki informacyjne wobec społeczeństwa – zostały wdrożone. Na tym etapie nie widzę więc istotnego zagrożenia naruszenia prawa UE.
A.H.: A które z nowych obowiązków wynikających z tych przepisów będą najtrudniejsze do wdrożenia dla samych przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych?
K.R.: Zdecydowanie największym wyzwaniem będzie zarządzanie ryzykiem w systemach zaopatrzenia w wodę. I mam tu na myśli cały łańcuch – od obszarów zasilania ujęć, przez same ujęcia, aż po dostarczenie wody do odbiorcy końcowego, czyli dosłownie do kranu.
To ogromna zmiana podejścia, bo dotychczas system był znacznie bardziej skoncentrowany na kontroli jakości samej wody. Teraz nacisk przesuwa się na kompleksową analizę ryzyka i zapobieganie zagrożeniom na każdym etapie funkcjonowania systemu.
Co istotne, zmieniło się również samo rozumienie zbiorowego zaopatrzenia w wodę. Pojawiła się szersza kategoria dostawców, a więc obowiązki nie będą dotyczyć wyłącznie klasycznych przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych. W praktyce mogą obejmować także mniejsze podmioty, spółki wodne czy większych regionalnych operatorów, takich jak chociażby Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów.
Drugim dużym wyzwaniem będą oceny ryzyka w wewnętrznych systemach wodociągowych, szczególnie w tzw. obiektach priorytetowych. To zupełnie nieznany obszar odpowiedzialności dla administratorów budynków i instytucji. Można powiedzieć, iż powstaje nowy segment rynku i nowa specjalizacja związana z bezpieczeństwem wody w instalacjach wewnętrznych.
A.H.: Od kilku lat branża bardzo mocno podkreślała trudną sytuację ekonomiczną przedsiębiorstw wod-kan. choćby po zmianach dotyczących taryf wciąż pojawiały się głosy o problemach z płynnością finansową. Jak dziś wygląda sytuacja?
K.R.: Izba Gospodarcza Wodociągi Polskie regularnie monitoruje sytuację finansową przedsiębiorstw i z tych analiz wynika, iż płynność sektora stopniowo się poprawia. Oczywiście dyskusja wokół taryf cały czas trwa i równolegle procedowane są kolejne zmiany ustawy dotyczącej zbiorowego zaopatrzenia w wodę.
Pojawiają się propozycje częściowego powrotu kompetencji taryfowych do gmin, przy jednoczesnym pozostawieniu określonej roli Wodom Polskim, zwłaszcza przy większych wzrostach taryf. I moim zdaniem właśnie tutaj pojawia się największy problem – ryzyko stworzenia systemu hybrydowego, w którym odpowiedzialność będzie rozproszona pomiędzy różne instytucje.
To może oznaczać więcej niepewności i komplikacji proceduralnych, ale bez realnej poprawy sytuacji przedsiębiorstw czy odbiorców. Samo mieszanie kompetencji nie rozwiąże fundamentalnych problemów branży, tych związanych z kosztami energii, inwestycji czy utrzymania infrastruktury.
A.H.: No właśnie, tylko skąd adekwatnie bierze się ta poprawa płynności? Koszty energii mocno wzrosły, a taryfy za wodę przez długi czas pozostawały praktycznie zamrożone. Czy przedsiębiorstwa po prostu ograniczyły inwestycje i nowe zobowiązania, czy może sektor nauczył się funkcjonować w tej rzeczywistości finansowej?
K.R.: Myślę, iż na sytuację trzeba patrzeć wielowątkowo. Po pierwsze, taryfy stopniowo rosną. To nie są gwałtowne podwyżki, ale po odblokowaniu procesu przez Wody Polskie przedsiębiorstwa zaczęły skuteczniej aktualizować swoje wnioski taryfowe, a to oznacza większy dopływ środków do sektora.
Po drugie, rzeczywiście nie widzimy dziś dużych inwestycji infrastrukturalnych, jak miało to miejsce kilkanaście lat temu, kiedy branża szeroko korzystała z funduszy unijnych. Wiele projektów zostało zakończonych, część przedsiębiorstw wyszła już z okresów trwałości inwestycji, a nowych, wielkoskalowych programów przez pewien czas po prostu brakowało.
Teraz sytuacja znów zacznie się zmieniać – pojawiają się środki z KPO i kolejne programy wsparcia. To może oznaczać powrót większych inwestycji, a wraz z nimi wzrost amortyzacji i nowych kosztów.
Oczywiście presja kosztowa przez cały czas jest ogromna. Ceny energii pozostają jednym z najpoważniejszych obciążeń sektora i teoretycznie wiele wskaźników powinno sugerować dalsze pogarszanie się sytuacji. Tymczasem ona nie tyle się poprawia, ile raczej stabilizuje na trudnym poziomie. Branża przez cały czas funkcjonuje pod dużą presją finansową, ale przynajmniej na razie nie obserwujemy gwałtownego pogorszenia się płynności.
A.H.: A jakie inwestycje są dziś dla sektora najpilniejsze? Co w najbliższych latach może okazać się największym wyzwaniem finansowym dla przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych?
K.R.: Coraz wyraźniej widać, iż sektor wod-kan będzie musiał inwestować przede wszystkim w odporność systemów na skutki zmiany klimatu. W wielu regionach pojawiają się problemy związane z dostępnością zasobów wodnych, koniecznością poszukiwania nowych ujęć czy modernizacją istniejących systemów zaopatrzenia.
Drugim ogromnym wyzwaniem są nowe, nieznane wcześniej zanieczyszczenia, przede wszystkim PFAS, czyli tzw. wieczne chemikalia, które zostały uwzględnione w unijnej dyrektywie dotyczącej jakości wody do spożycia. To wymusi rozwój nowych technologii monitoringu i uzdatniania. Na razie ten problem narasta stopniowo, ale w perspektywie kilku lat stanie się jednym z kluczowych kosztów dla branży.
Jednocześnie nad sektorem wisi już kolejna wielka zmiana legislacyjna – nowa dyrektywa ściekowa. I to będzie prawdziwa rewolucja dla gospodarki ściekowej w Europie. mówimy tu o znacznie głębszej transformacji technologicznej i organizacyjnej niż w przypadku przepisów dotyczących jakości wody.
Pojawią się obowiązki związane m.in. z czwartym stopniem oczyszczania ścieków, usuwaniem mikrozanieczyszczeń czy poprawą efektywności energetycznej oczyszczalni. To będą inwestycje liczone w dziesiątkach miliardów złotych. I trzeba jasno powiedzieć: tego nie da się sfinansować wyłącznie z taryf. Branża będzie potrzebowała długofalowego systemu wsparcia i bardzo dużych środków publicznych.
A.H.: Nie masz obaw, iż sektor ponownie znajdzie się w pułapce? Branża ledwo odzyskała częściową stabilność po ostatnich kryzysach kosztowych, a już na horyzoncie pojawia się nowa dyrektywa z ogromnymi wymaganiami inwestycyjnymi. Tymczasem ceny wody w Polsce – szczególnie na tle innych mediów – przez cały czas pozostają relatywnie niskie. Z drugiej strony w części państw europejskich gospodarstwa domowe praktycznie nie płacą bezpośrednio za wodę. Jak to pogodzić?
K. R.: W Europie funkcjonują bardzo różne modele finansowania usług wodociągowo-kanalizacyjnych, dlatego bezpośrednie porównania taryf bywają mylące. W niektórych krajach ceny są znacznie wyższe niż w Polsce – zdarzają się stawki sięgające choćby 11 euro/m3 – ale trzeba pamiętać, iż funkcjonują tam zupełnie inne poziomy dochodów gospodarstw domowych, inne systemy podatkowe i inne mechanizmy wsparcia.
Przykład Irlandii, w której gospodarstwa domowe formalnie nie płacą za wodę, jest raczej wyjątkiem niż standardem i sam w sobie generuje szereg problemów, również w kontekście zgodności z unijnymi regulacjami.
Trzeba jasno powiedzieć: praktycznie nigdzie w Europie sektor wod-kan nie finansuje się wyłącznie z taryf. Od lat mówi się o modelu 3T – tariffs, taxes and transfers – czyli taryfach, środkach publicznych i transferach zewnętrznych. Bez dotacji, preferencyjnych pożyczek czy mechanizmów wsparcia taryfy musiałyby być znacznie wyższe.
Do tego dochodzą różnice systemowe, choćby w podatku VAT. W Polsce na wodę obowiązuje stawka 8 proc., podczas gdy w niektórych krajach jest ona wyższa. To wszystko wpływa na końcowe koszty odbiorców i sprawia, iż proste porównywanie cen między państwami często prowadzi do błędnych wniosków.
A.H.: Gdybyś miała wskazać trzy największe ryzyka i trzy największe szanse dla sektora wodociągowo-kanalizacyjnego w najbliższych latach, co znalazłoby się na tej liście?
K.R.: Największym ryzykiem pozostaje dziś narastająca presja środowiskowa, związana ze zmianą klimatu i zanieczyszczeniem środowiska. Paradoks polega na tym, iż przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne ponoszą konsekwencje procesów, za które same odpowiadają w najmniejszym stopniu. To właśnie ten sektor ma później usuwać zanieczyszczenia i reagować na skutki wieloletnich zaniedbań w polityce środowiskowej.
Drugim dużym wyzwaniem jest rosnąca presja regulacyjna. Przykładem jest choćby nowa dyrektywa ściekowa i związany z nią obowiązek wdrażania czwartego stopnia oczyszczania ścieków. To nie jest technologia na wyrost, ale odpowiedź obronna na realny problem obecności mikrozanieczyszczeń w środowisku.
Trzecim ryzykiem jest kryzys społecznego zaufania do wiedzy naukowej i eksperckiej. W debacie publicznej coraz częściej podważane są fakty, dane czy konieczność wdrażania kosztownych rozwiązań środowiskowych. Bardzo dobrze widać to dziś choćby w dyskusji wokół rozszerzonej odpowiedzialności producenta. Tymczasem bez społecznego zrozumienia tych procesów sektorowi będzie coraz trudniej wprowadzać konieczne zmiany.
Ale obok tych zagrożeń są też ogromne szanse. Branża wod-kan rozwija dziś kompetencje, które jeszcze kilkanaście lat temu wydawały się futurystyczne. Coraz więcej mówi się o gospodarce o obiegu zamkniętym, odzyskiwaniu ze ścieków wody, energii czy surowców i składników nawozowych.
Sektor przestaje być wyłącznie dostawcą usług komunalnych, a zaczyna stawać się nowoczesnym sektorem technologiczno-środowiskowym. I to może być jedna z najważniejszych transformacji najbliższych dekad.

1 godzina temu

















