Twoje wakacje wpływają na wodę. choćby jeżeli wyjeżdżasz tylko na weekend

1 godzina temu
Zdjęcie: wakacje


Śmieci na brzegu są najbardziej widocznym śladem wakacji nad wodą. Ale nie jedynym. Rzeki, jeziora, Bałtyk i strefy przybrzeżne doświadczają także tego, co trudniej zobaczyć od razu: rozdeptane brzegi, detergenty, zniszczone trzcinowiska, spłoszone ptaki i miejsca, które po sezonie wymagają sprzątania, odtworzenia albo przynajmniej czasu, żeby mogły wrócić do równowagi.

Po czyimś zaraz to zabiorę

Zaplanowała poranny spacer nad morzem. Jeszcze przed śniadaniem, zanim plaża wypełni się parawanami, ręcznikami i rozmowami niesionymi przez wiatr. Słońce dopiero wychodziło zza horyzontu, piasek był chłodny, a woda miała ten stalowoniebieski kolor, który przez chwilę pozwala uwierzyć, iż wszystko jest na swoim miejscu.

Szła boso. Powoli, bardziej dla ciszy niż dla ruchu. I wtedy poczuła ból. Coś wbiło się jej w stopę. Nie muszla. Nie kamyk. Kawałek szkła. Mały, ostry fragment po czyjejś wieczornej zabawie, po czyjejś butelce, po czyimś zaraz to zabiorę.

Z wakacyjnego wieczoru jednej osoby został poranny problem kogoś innego. To jedna z najprostszych definicji presji, jaką wywieramy na wodę i jej otoczenie: prywatna wygoda, której skutki zostają na długo. Na plaży, nad jeziorem czy rzeką, w trzcinach, na pomoście, w piasku i w wodzie.

Woda nie jest tylko tłem do zdjęcia

Przyjeżdżamy nad wodę po odpoczynek, ciszę, widok, chłód i poczucie wolności. Rzadziej myślimy o tym, iż brzeg, plaża, roślinność, płycizna i pomost nie są tylko scenografią. Są częścią żywego układu, który reaguje na to, jak z niego korzystamy.

Woda nie jest neutralnym tłem dla zdjęć. Jest środowiskiem życia, naturalnym filtrem, miejscem rozrodu, żerowania i schronienia. To, co dla jednego człowieka trwa godzinę, weekend albo dwa tygodnie, dla jeziora, trzcinowiska czy płytkiej strefy przybrzeżnej może oznaczać presję odczuwaną przez cały sezon, doświadczaną z rąk wielu turystów.

Dlatego zdania, które brzmią jak felietonowa przesada, są w gruncie rzeczy dość precyzyjnym opisem problemu: jezioro nie jest zlewem, plaża nie jest popielniczką, a trzcinowisko nie jest parkingiem dla kajaka.

Skala robi różnicę

Pojedynczy niedopałek w piasku, jedna ścieżka wydeptana do brzegu czy jedno mycie naczyń w jeziorze mogą wydawać się nieistotne. Problem zaczyna się wtedy, gdy podobnie zachowują się tysiące osób przez cały sezon.

Według GUS mieszkańcy Polski odbyli w 2025 r. 54,5 mln krajowych podróży turystycznych. Nie oznacza to, iż każda z nich prowadziła nad wodę, ale dobrze pokazuje skalę sezonowego korzystania z przestrzeni rekreacyjnych. Wody Polskie szacują z kolei, iż każdego roku nad polskie rzeki i zbiorniki wodne trafia kilka tysięcy ton śmieci. Na tym tle dobry stan wód, który zgodnie z Ramową dyrektywą wodną powinien zostać osiągnięty najpóźniej do 2027 r., pozostaje celem bardzo odległym. Większość jednolitych części wód powierzchniowych w Polsce przez cały czas jest w złym stanie.

Śmieci są w tym obrazie najłatwiejsze do zauważenia. Dane z akcji sprzątania pokazują jednak, iż nie chodzi o pojedyncze butelki czy puszki zostawione po weekendzie. W 2025 r. w ramach Operacji Czysta Rzeka zebrano blisko 580 ton odpadów podczas 960 akcji w całej Polsce. Za tymi liczbami stoją worki wynoszone z brzegów rzek, terenów nadrzecznych, wsi, miasteczek i miejsc rekreacyjnych.

Podobny obraz wyłania się z badań południowego wybrzeża Bałtyku. Analiza obejmująca monitoring odpadów plażowych wykazała, iż w latach 2020-2024 dominowały odpady z tworzyw sztucznych, stanowiące 64,3 proc. wszystkich zebranych śmieci. Najczęściej znajdowano niedopałki papierosów, a 53,1 proc. odpadów przypisano turystyce i rekreacji. Niedopałek na plaży bywa traktowany jak drobiazg. W badaniach okazuje się jednym z najbardziej uporczywych znaków ludzkiej obecności nad morzem.

Nie wszystko da się zebrać do worka

Wpływ wakacji na wodę nie zawsze ma kształt butelki albo puszki. Czasem jest nim wydeptany brzeg, zniszczona roślinność, spłoszony ptak, hałas niosący się po jeziorze, detergent spłukany do wody, kajak przeciągnięty przez trzcinowisko albo ognisko rozpalone tam, gdzie brzeg powinien pozostać nienaruszony.

Są też ślady, których nie widać podczas porannego spaceru. Badania opublikowane w 2025 r. w Water Research objęły siedem organicznych filtrów UV w polskich wodach słodkich wykorzystywanych rekreacyjnie. Autorzy wskazali na wyraźny wzorzec sezonowy: stężenia tych substancji były istotnie wyższe w lipcu, czyli w okresie największej aktywności turystycznej. To nie jest argument przeciwko ochronie skóry przed słońcem. To przypomnienie, iż choćby krem z filtrem, spłukiwany z ciała podczas kąpieli, staje się częścią chemicznego śladu naszej obecności nad wodą.

Podobnie działają detergenty, środki myjące, paliwa, smary czy substancje spływające z brzegów, pomostów i łodzi. Woda przyjmuje nie tylko to, co do niej wrzucamy. Przyjmuje także to, co do niej spływa.

Nazwać to, co uchodzi za nic

Właśnie dlatego powstała akcja 10GG – „10 grzechów głównych nieświadomego turysty”. Nie jako lista zakazów, ale jako próba nazwania tego, co nad wodą dzieje się codziennie i często uchodzi za niewinne.

Bo wiele wakacyjnych szkód wydaje się całkiem niewinnymi. Wydeptanie ścieżki wśród nadbrzeżnej roślinności nie wygląda jak dewastacja. Dzikie zejście do wody nie przypomina katastrofy. Umycie naczyń w jeziorze wydaje się drobiazgiem. Hałas nad wodą bywa traktowany jak naturalna część sezonu. Pies puszczony luzem w pobliżu siedlisk ptaków, ognisko przy brzegu, pozostawiona pusta puszka, niedopałek zagrzebany w piasku – każde z tych zachowań można łatwo usprawiedliwić, jeżeli patrzymy tylko na siebie i tylko na jeden dzień.

10GG pokazuje, iż odpowiedzialny wypoczynek nie zaczyna się od wielkich deklaracji. Zaczyna się od prostych decyzji: gdzie schodzimy do wody, co zabieramy z plaży, jak zachowujemy się przy brzegu, czy traktujemy jezioro jak przestrzeń wspólną, czy jak miejsce jednorazowego użytku. W kolejnych odsłonach kampanii eksperci wyjaśnią, dlaczego te z pozoru drobne wybory mają znaczenie dla jakości wody i życia ekosystemów zależnych od wód.

Nie chodzi o zakazanie wakacji nad wodą

Nie chodzi o to, żeby odbierać ludziom euforia ze spędzania wakacji nad wodą. Kontakt z rzeką, jeziorem czy morzem jest jedną z najprzyjemniejszych form odpoczynku. Chodzi raczej o to, żeby zauważyć konsekwencje swoich decyzji i nie szkodzić.

Odpoczynek nad wodą może być lekki, swobodny i zwyczajny. Nie musi zostawiać po sobie śladów, które ktoś inny będzie usuwał po naszym wyjeździe. To różnica między korzystaniem a nadużywaniem. Między obecnością a zawłaszczaniem. Między urlopem, po którym zostaje tylko wspomnienie a urlopem, po którym ekosystem musi dochodzić do siebie.

Plaża, po której można przejść boso

Tegorocznej edycji 10GG będzie towarzyszył konkurs fotograficzny „Twoje wakacje wpływają na wodę”. Nie po to, by pokazać idealne obrazki z urlopu, ale by uchwycić dobre praktyki: porządek zostawiony po pikniku, korzystanie z wyznaczonych zejść, szacunek dla roślinności, plażę, po której rano można przejść boso bez obawy, iż coś wbije się w stopę.

Bo odpowiedzialny wypoczynek nad wodą rzadko bywa spektakularny. Często jest po prostu niewidoczny: nie zostawia śmieci, nie niszczy brzegu, nie przecina trzcin, nie płoszy ptaków, nie zamienia jeziora w zlew ani plaży w popielniczkę.

Wakacje nad wodą nie kończą się wtedy, gdy składamy ręcznik i wracamy do domu. Kończą się dopiero wtedy, gdy po naszym pobycie nie trzeba niczego sprzątać, odtwarzać ani tłumaczyć.

To najprostszy sens hasła: Twoje wakacje wpływają na wodę. Wpływają zawsze. Pytanie tylko – jak bardzo.

Idź do oryginalnego materiału