Mural z AI pod ostrzałem. Architektka poucza krytyków, ale jej argumentacja sama budzi pytania

1 tydzień temu

Dyskusja wokół projektów muralu przygotowywanego w ramach budżetu obywatelskiego w Gnieźnie przybiera coraz ciekawszy obrót. Lidia Dickhardt-Stępniak – architekt i asystentka społeczna Minister Klimatu i Środowiska Pauliny Hennig-Kloski opublikowała wpis, w którym stanęła w obronie wykorzystania sztucznej inteligencji przy tworzeniu projektu. Problem w tym, iż część jej argumentacji jest wyjątkowo nietrafiona, a sposób prowadzenia dyskusji pod postem również budzi kontrowersje. Szczególnie interesujące jest to, iż autorka zarzuca krytykom niezrozumienie nowoczesnych narzędzi, sama przedstawiając porównania, które trudno uznać za trafne.

„AI to narzędzie jak Photoshop czy AutoCAD”

Lidia Dickhardt-Stępniak przekonuje, iż sztuczna inteligencja powinna być traktowana przede wszystkim jako narzędzie wspomagające pracę człowieka. W swoim wpisie porównuje ją m.in. do AutoCAD-a, Archicada, Photoshopa, aparatu fotograficznego czy tabletu graficznego. To właśnie ten fragment zasługuje na szczególną uwagę.

Owszem, zarówno programy graficzne, jak i systemy wykorzystujące AI są narzędziami. Na tym jednak podobieństwo może się kończyć. Photoshop czy AutoCAD nie tworzą samodzielnie koncepcji artystycznej na podstawie polecenia użytkownika. Są przede wszystkim środowiskami pracy, w których człowiek wykonuje konkretne operacje projektowe.

Generatywna sztuczna inteligencja działa inaczej. Na podstawie polecenia może samodzielnie wygenerować obraz, kompozycję, postać, architekturę czy całe otoczenie. Użytkownik może oczywiście dokonywać selekcji, korekt i dalszej obróbki, jednak charakter procesu twórczego jest zupełnie inny niż w przypadku klasycznych programów projektowych.

Dlatego argument, iż „AI jest dokładnie tym samym co AutoCAD czy Photoshop”, jest co najmniej dużym uproszczeniem. Można bronić wykorzystania AI w projektowaniu, ale warto robić to przy pomocy rzeczowych argumentów, a nie poprzez stawianie znaku równości pomiędzy technologiami o zupełnie różnych sposobach działania.

Najciekawszy fragment pojawia się na końcu

W swoim wpisie autorka przekonuje, iż za każdym projektem przez cały czas stoi człowiek. Trudno się z tym generalnie nie zgodzić. Pytanie brzmi jednak nie czy człowiek korzystający z AI jest twórcą, ale w jakim zakresie wykorzystał sztuczną inteligencję i jaki był rzeczywisty udział człowieka w powstaniu konkretnego projektu. To zasadnicza różnica.

Jeżeli projektant przygotowuje własną koncepcję, wykonuje szkice, wykorzystuje AI do stworzenia wizualizacji, następnie dokonuje wielokrotnych korekt i finalnie samodzielnie opracowuje projekt – można mówić o wykorzystaniu AI jako jednego z etapów procesu twórczego. o ile natomiast podstawowym źródłem projektu jest wygenerowany przez AI obraz, a człowiek jedynie wybiera jeden z wygenerowanych wariantów, sytuacja wygląda już inaczej.

W debacie publicznej warto więc mówić wprost o zakresie wykorzystania narzędzia, zamiast sprowadzać całą dyskusję do pytania, czy „komputer zrobił projekt”.

„Hejt dla hejterów” i problem z dyskusją

Sam tytuł wpisu – „Hejt dla Hejterów – Odcinek 2” – również wiele mówi o przyjętej przez autorkę formule komunikacji. Krytyka projektu nie musi być hejtem. Można nie zgadzać się z koncepcją artystyczną, sposobem wykorzystania AI, estetyką projektu czy wydawaniem publicznych pieniędzy na określoną realizację, nie posługując się przy tym żadnymi obraźliwymi określeniami. To szczególnie istotne w przypadku projektów finansowanych z budżetu obywatelskiego. Mieszkańcy mają prawo pytać o sposób ich przygotowania, koszty, autorstwo, wykorzystane technologie oraz kryteria wyboru. Nie każda krytyczna opinia jest hejtem.

Jeszcze ciekawsza jest kwestia komentarzy

Zastrzeżenia budzi również sposób prowadzenia dyskusji pod wpisem. Z informacji przekazanych redakcji wynika, iż część komentarzy krytycznych wobec stanowiska Dickhardt-Stępniak miała być usuwana lub blokowana. o ile rzeczywiście usuwane były komentarze merytoryczne, a nie wypowiedzi zawierające obelgi, groźby czy rzeczywisty hejt, mamy do czynienia z zupełnie innym problemem.

Osoba zabierająca publicznie głos w sprawie dotyczącej miejskiego projektu powinna być przygotowana również na to, iż część odbiorców się z nią nie zgodzi. Moderowanie własnego profilu jest oczywiście prawem jego właściciela. Czym innym jest jednak usuwanie wypowiedzi obraźliwych, a czym innym pozbywanie się niewygodnych argumentów tylko dlatego, iż są krytyczne. Debata publiczna nie polega na tym, iż pozostają w niej wyłącznie komentarze popierające autora wpisu.

Jest jeszcze kwestia warsztatu

Dickhardt-Stępniak przedstawia się jako architektka i sama podkreśla w swoim wpisie znaczenie wiedzy, doświadczenia oraz profesjonalizmu. Tym bardziej warto zwrócić uwagę, iż publikując stanowisko w takiej sprawie, dobrze byłoby zachować równie wysoki poziom argumentacji i precyzji językowej. W tym miejscu należy jednak zachować ostrożność: na podstawie samego stylu wpisu nie można uczciwie stwierdzić, iż został on napisany przez sztuczną inteligencję. Można natomiast oceniać jego treść, konstrukcję argumentów i język. To ważne rozróżnienie. o ile ktoś zarzuca innym korzystanie z AI albo sam się do tego przyznaje, warto dyskutować o faktach i zakresie wykorzystania technologii, a nie próbować „udowadniać” autorstwa AI na podstawie kilku błędów językowych.

Kim jest Lidia Dickhardt-Stępniak?

Lidia Dickhardt-Stępniak jest architektką z Gniezna. Figuruje w wykazie członków Wielkopolskiej Okręgowej Izby Architektów RP, a prowadzone przez nią Studio Projektów Dickhardt zajmuje się działalnością architektoniczną. Jej aktywność publiczna wykracza również poza działalność zawodową. W oficjalnych materiałach Senatu RP Lidia Dickhardt-Stępniak figuruje jako społeczny współpracownik senatora Grzegorza Fedorowicza. Wcześniejsze materiały dotyczące działalności publicznej wskazywały ją także jako osobę reprezentującą Paulinę Hennig-Kloskę podczas wydarzeń w regionie. To sprawia, iż jej publiczne wypowiedzi mogą być oceniane nie tylko jako prywatne komentarze architektki, ale również jako element szerszej aktywności publicznej.

W tej dyskusji nie chodzi wyłącznie o AI

Cała sprawa jest w gruncie rzeczy ciekawsza niż spór o to, czy sztuczna inteligencja jest dobra, czy zła. AI będzie coraz częściej obecna w architekturze, grafice, reklamie, fotografii i projektowaniu. Próba zatrzymania tego procesu jest pozbawiona sensu. Jednocześnie mieszkańcy mają pełne prawo pytać, w jaki sposób powstają projekty finansowane ze środków publicznych. Można być zwolennikiem AI i jednocześnie domagać się transparentności. Można korzystać z AI i jasno informować o tym odbiorców. Można również krytykować projekt bez bycia „hejterem”. I właśnie tego elementu w tej dyskusji najbardziej brakuje.

Nie jest problemem to, iż ktoś korzysta z nowoczesnych narzędzi. Problem pojawia się wtedy, gdy zamiast rzeczowo odpowiedzieć na pytania dotyczące procesu powstawania projektu, próbuje się sprowadzić krytykę do „hejtu”. o ile mural ma być elementem przestrzeni publicznej i powstaje za pieniądze mieszkańców, najważniejsze powinny być transparentność, jakość projektu, jego autorstwo oraz jasne określenie, w jaki sposób wykorzystano AI. Reszta jest już kwestią gustu.

Tym bardziej, iż w przypadku Lidii Dickhardt-Stępniak istnieje również prawomocne rozstrzygnięcie sądu dotyczące jej działalności, a niezależnie od niego toczy się kolejne postępowanie karne, a także cywilne. To są kwestie, których nie należy mieszać z dyskusją o AI ani wykorzystywać jako argumentu przesądzającego o wartości projektu. Mają jednak znaczenie dla oceny wiarygodności osoby, która sama występuje w roli komentatora i poucza innych uczestników publicznej debaty. Prawomocny wyrok jest faktem. Toczące się postępowanie również jest faktem. Chodzi o pobranie pieniędzy za wykonanie projektów, których ostatecznie klienci nigdy nie otrzymali. To zwykłe oszustwo. Mowa o minimum kilkudziesięciu tysiącach złotych. Do tych spraw powrócimy jednak w osobnych artykułach.

Idź do oryginalnego materiału