Przejechaliśmy ponad 4,5 tys. km samochodem, żeby wziąć udział w jedynej takiej imprezie w Europie. Na wodach Atlantyku u zachodnich wybrzeży Francji od 13 do 17 maja 2026 r. odbyła się 15. edycja Vandée Va’a – międzynarodowych wyścigów łodzi polinezyjskich.
Rola polinezyjskich va’a
Va’a spotykane są na obszarze Pacyfiku. To tradycyjne łodzie z bocznym statecznikiem. Kiedyś budowane z wydrążonego pnia drzewa, połączone z pomagającym utrzymać równowagę drewnianym pływakiem, dziś produkowane są najczęściej z kompozytów, które są dużo lżejsze i wytrzymalsze w transporcie. Tego rodzaju łodzie są jednym z bazowych składników kultury polinezyjskiej. Były środkiem komunikacji, narzędziem niezbędnym do zdobywania pokarmu oraz wzmacniały wspólnotowość i tożsamość wyspiarzy. Dziś pływanie na nich to także sport narodowy, którego znaczenie możemy porównać do roli piłki nożnej w życiu Europejczyków.
Łodzie va’a w Europie
Organizatorów Vandée Va’a łączy pragnienie pielęgnowania ducha Polinezji, ducha współpracy na morzu i lądzie oraz szacunku wobec środowiska naturalnego. Pomysł zorganizowania europejskich wyścigów va’a pojawił się w 2008 r. we Francji, w mieście Les Sables-d’Olonne. Impuls dało środowisko miłośników kajakarstwa, marzących o udziale w Hawaiki Nui, słynnych zawodach va’a rozgrywanych na wodach wokół Tahiti. Dzięki współpracy z regionem Vandée udało się zrealizować ten niezwykły zamysł. Pieczę nad realizacją sprawuje Stowarzyszenie SAPOVAYE. Żeby przeprowadzić zawody i towarzyszący zmaganiom sportowców festiwal polinezyjski, co roku w działania Stowarzyszenia angażuje się ok. 300 wolontariuszy.
Jestem prezesem Stowarzyszenia Polska-Polinezja i już od pewnego czasu obserwowałam organizowany w Les Sables-d’Olonne festiwal, który jest wyjątkową okazją do spotkania się z kulturą tamtego obszaru. W tym roku – mimo wzrostu cen paliwa – udało się zorganizować wyprawę z Polski. Zaplanowaliśmy m.in. nocleg w Paryżu, by być nad Atlantykiem w przeddzień rozpoczęcia Festiwalu. Podróż samochodem dała nam większą mobilność na miejscu.
zdj. Jacek JakubikZ Polinezji do Les Sables-d’Olonne
Les Sables-d’Olonne jest niedużym miastem portowym w Kraju Loary. Najbardziej słynie z regat odbywających się dookoła świata bez zawijania do portu – Vandée Globe. Cała gmina o tej samej nazwie liczy ok. 50 tys. mieszkańców. W centralnej części miasta znajduje się tzw. Wielka Plaża, z której startowały ekipy kajakarzy. Miejsce to jest dwa razy na dobę zalewane wodami przypływu. Wokół rozciągają się uliczki starego miasta, typowe dla tego regionu. Wystarczy jednak pojechać dwa-trzy kilometry na północ, co zrobiliśmy od razu pierwszego dnia, i można cieszyć oczy niemal dzikimi brzegami oraz ogromnymi przestrzeniami porośniętymi niską roślinnością, nawykłą do ostrego oceanicznego klimatu. Trzeba przyznać, iż przez te kilka dni pogoda nie rozpieszczała ani zawodników, ani gości.
Wydarzenie ściągnęło do Francji wielu miłośników va’a. Niewątpliwie jednak najbardziej spektakularne wejście miała w tym roku przybyła na otwarcie zawodów Miss Francji 2026 Hinaupoko Devèze, która wyskoczyła z samolotu ze spadochronem i wylądowała na Wielkiej Plaży pośród zgromadzonego tłumu. Tegoroczna miss pochodzi z Archipelagu Markizy w Polinezji Francuskiej, więc jej pojawienie się na Vandée Va’a było znaczące, szczególnie dla migrantów z Polinezji oraz zawodników, którzy przylecieli z Tahiti. Takie pojawienie się na plaży możliwe było dzięki chwilowej poprawie pogody, bo niedługo po powitaniu Devèze, odtańczeniu tradycyjnej Haki oraz sygnałowi do pierwszego wyścigu spadł rzęsisty deszcz.
Podobnie miały wyglądać kolejne dni, choć ten pierwszy niektórzy uczestnicy określali jako najtrudniejszy. Łodzie gwałtownie nabierały wody, a wysokie fale na pełnym oceanie wielokrotnie zagrażały załogom. Wioślarzom dawała się we znaki również temperatura powietrza – 12°C w maju było szczególnie dotkliwe dla drużyn z regionów, gdzie normą jest temperatura 35°C.
Po rozpoczęciu pierwszego wyścigu, gdy oficjalne spotkania były zakończone, a padający deszcz trochę ostudził emocje, miałam okazję porozmawiać z Hinaupoko Devèze. Ucieszyła się usłyszawszy, iż na Vandée Va’a przyjechała także grupa z Polski.
Wyścig łodziami va’a
W tegorocznych wyścigach wzięło udział ok. 200 sportowców, którzy skompletowali 21 ekip kajakowych. Tworzyli załogi męskie, żeńskie i mieszane. Oprócz drużyn z Francji i Polinezji Francuskiej, startowały także grupy z Niemiec, Szwajcarii i Portugalii. Zawodnicy płynęli kajakami V6 z sześcioma wioślarzami. Przez trzy dni rywalizowali na dwóch dystansach. Wyścig L (Long) liczył w sumie 128 km. Wyścig M (Moyen – średni) to dystans 71 km. Podczas tych wielogodzinnych zmagań – obok siły mięśni – szczególnie ważne jest zgranie się członków załogi i synchronizacja ruchów.
W sobotę wieczorem w sali widowiskowej w Les Sables-d’Olonne odbyła się uroczysta gala wręczenia nagród, na którą zostaliśmy zaproszeni przez twórcę i wieloletniego prezesa Vandée Va’a Denysa Remy. Nie zdziwiło nikogo, iż wielkimi tegorocznymi wygranymi byli sportowcy z Polinezji. Zwyciężyła załoga TUAKI HOE, która przyleciała z wyspy Ua Pou w archipelagu Markizy. Miałam okazję poznać tych dzielnych sportowców. Niektórzy z nich przybyli po raz pierwszy do Europy i byli nieco onieśmieleni w sytuacjach publicznych.
zdj. Christophe FaverauFestiwal kultury polinezyjskiej w sercu Europy
Przez całe pięć dni festiwalu mogliśmy oglądać występy artystów reprezentujących kulturę polinezyjską. Nie brakowało muzyków kultywujących folklor Tahiti i innych wysp Pacyfiku. Na scenie miejskiej grali także współcześni twórcy, gdyż nie można zapominać, iż Polinezja to nie tylko skansen i tradycyjna sztuka, ale także artyści idący za trendami muzycznymi XXI w.
Centrum Les Sables-d’Olonne przez te kilka dni zamieniło się w miasteczko polinezyjskie, z kiermaszem rękodzieła, kulinariami, biżuterią, słynnymi czarnymi perłami i strojami w stylu polinezyjskim. Nie brakowało też masażystów oraz tatuażystów, którzy na miejscu proponowali swoje usługi. Popołudniami i wieczorami w wielu miejscach rozpoczynało się spontaniczne świętowanie. Pojawiały się gitary, ukulele i bębny, a tancerzy i osób śpiewających znane powszechnie piosenki w języku tahitańskim nie brakowało.
Podczas festiwalu kulturowego można było również uczestniczyć w warsztatach tematycznych (ja postanowiłam poznać sztukę wyplatania liści pandanusa), a lokalny klub sportowy proponował zajęcia wprowadzające do pływania va’a. Od instruktorów z tego klubu dowiedziałam się, iż w tej chwili kajaki typu va’a wykonywane są najczęściej w Chinach, ale bardziej cenione są te z… Polski. Może to sygnał, iż również nasi reprezentanci mogliby wybrać się kiedyś na zawody Vandée Va’a w Les Salbels-d’Olonne. Niewątpliwie jest to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju.
zdj. główne: Jacek Jakubik

2 godzin temu















