Łęczyńskie Błota – „Atrakcja” pod domem byłego burmistrza Łęcznej. Wcześniej dotarł tam wodociąg, nowy asfalt i chodnik. Przypadek?

1 miesiąc temu

Mieszkańcy Łęcznej przecierają oczy ze zdumienia, a w mieście huczy od plotek. Najnowsza inwestycja – ścieżka dydaktyczna na Łęczyńskich Błotach – powstała nie w mieście, gdzie znajduje się jako takie życie, ale na głuchym odludziu. Tak się „przypadkowo” składa, iż tuż za płotem posesji byłego burmistrza, Teodora Kosiarskiego. Czy to finał wieloletniego procesu dopieszczania tej konkretnej okolicy z pieniędzy podatników?

Gdyby ktoś szukał definicji „szczęśliwego zbiegu okoliczności”, powinien udać się na peryferia Łęcznej. Historia dozbrajania terenu wokół domu byłego włodarza to gotowy scenariusz na podręcznik o lokalnych układach.

Etap 1: Wodociąg za blisko milion

Etap 2: Asfalt i chodnik do nikąd?

Niedługo potem na tym samym odcinku pojawił się nowiutki asfalt i elegancki chodnik. Choć w samej Łęcznej wiele uliczek wciąż tonie w błocie, tutaj standardy nagle stały się iście europejskie.
Artykuł na ten temat, znajdziesz tutaj (LINK)

Etap 3: Ścieżka dydaktyczna „w ogrodzie”

Dzisiaj jesteśmy świadkami kolejnego etapu. Na Łęczyńskich Błotach, niemal za płotem posesji byłego włodarza, powstała ścieżka dydaktyczna. Drewniane kładki, barierki, natura na wyciągnięcie ręki. Pięknie? Być może, ale dla kogo?
Jeśli nie mówi Wam nic nazwa Łęczyńskie Błota, przypomnę aferę sprzed kilku lat, kiedy to Kosiarski, a później Włodarski wydzierżawiali ten teren lokalnemu „dziennikarzowi” Kamilowi Kuligowi, który dzięki temu został rolnikiem i nie musiał płacić wysokiego ZUSu. Zapytacie, jaki interes mieli w tym urzędnicy. Tak się jakoś dziwnie poskładało, iż Kulig przez lata (do dzisiaj) pisze pozytywne (a wręcz ociekające wazeliną) artykuły dotyczące łęczyńskiej władzy. To też pewnie przypadek…
O szczegółach tej transakcji przeczytacie tutaj: (LINK)

Burmistrz rysuje mapki, czyli „atrakcja” widmo

Inwestycja z dala od miasta rodzi kuriozalne problemy. Ścieżka ma przyciągać turystów, ale gmina… zapomniała o jakiejkolwiek infrastrukturze, w tym o parkingu. Sytuacja stała się tak absurdalna, iż Włodarski, zamiast zarządzać miastem, musi rysować ludziom instrukcje i tłumaczyć na migi, jak w ogóle trafić do tej ukrytej atrakcji.

„To wykluczenie starszych ludzi” – grzmią mieszkańcy. Bez samochodu dotarcie tam graniczy z cudem. Seniorzy, którzy chcieliby pospacerować na świeżym powietrzu, zostali odprawieni z kwitkiem. Ta „atrakcja” jest tylko dla mobilnych lub… dla sąsiadów.

Młodzi mieszkańcy Łęcznej kwitują sprawę z goryczą: „Pewnie prędzej czy później tam pójdziemy, bo w tym mieście kompletnie nic się nie dzieje i nie ma żadnych innych atrakcji”. To smutna konstatacja – młodzież pójdzie wszędzie, choćby na bagniste zaplecze posiadłości byłego burmistrza, byle uciec od wszechobecnej nudy.

Wnuki byłego włodarza będą zadowolone

Wiele osób planujących wyprowadzkę za miasto boi się braku wygód. Zastanawiają się, czy dzieci i wnuki będą miały co robić. Rodzina Kosiarskich te dylematy ma już z głowy. Mają wszystko: wodę, drogę, chodnik i prywatny park dydaktyczny za oknem. Wszystko ufundowane przez mieszkańców/podatników.

Finał godny komedii: Parking już jest… płatny!

Gdy wydawało się, iż poziom absurdu osiągnął szczyt, nadeszła dzisiejsza wiadomość. Przy zjeździe do Łęczyńskich Błot, tam gdzie gmina „zapomniała” o miejscu dla aut, nagle pojawił się parking.

Niestety, nie jest on darmowy. Ktoś zwęszył interes na gminnej inwestycji i postanowił kosić pieniądze od zdezorientowanych mieszkańców. Tak oto „atrakcja” pod domem byłego burmistrza staje się symbolem lokalnego układu: publiczne pieniądze na budowę, prywatny zysk z parkowania i wygoda dla wybranych.

Lechu, wydaje mi się, iż mam idealne miejsce na Aquapark

PS. Po cichutku, bez rozgłosu ruszyła największa inwestycja Włodarskiego. Chodzi oczywiście o remont synagogi (która nie należy do miasta) za ok. 14 milionów z kieszeni podatników. To też pewnie przypadek…

Idź do oryginalnego materiału