Dzikie sprawy – odstrzał dzików (nie tylko) w Warszawie

1 godzina temu

Sprawa dzików w polskich miastach była ostatnio bardzo głośna między innymi z powodu wydarzeń w Warszawie. Przypomnijmy, 30 marca 2026 cztery lochy i dwanaście warchlaków zostało zamkniętych na placu zabaw, a potem zabitych przez Lasy Miejskie. Kilka dni później, 5 kwietnia, doszło do podobnego zdarzenia – służby uśmierciły sześć młodych i jednego dorosłego dzika. 24 kwietnia dzik, który dostał choćby imię od mieszkańców – Henio- został wydany służbom przez księdza i zabity niedługo potem. Żadne z tych zwierząt nie było agresywne i nie sprawiało problemów.

W całej Polsce prowadzony jest intensywny odstrzał, który ma zapobiegać roznoszeniu się ASF – afrykańskiego pomoru świń, chorobie wirusowej świń i dzików. W Gdańsku od 2023 roku uśmiercono już blisko 1300 osobników.

W 2024 roku minister klimatu donosił, iż zabito 214 018 dzików z zaplanowanych 112 840 do zabicia, co stanowiło aż 189,6% planu zabijania. A to tylko dane z oficjalnych polowań.

Czemu zabijać?

Lęk przed rozprzestrzenianiem się ASF jest właśnie jednym z podawanych powodów do zabijania dzików przez służby. Wszystkie dane wskazują jednak, iż nie jest to wystarczające wytłumaczenie.

  • Dominika Pawlak, zastępczyni Powiatowego Lekarza Weterynarii w Warszawie podaje, iż nie wykryto żadnych źródeł tej choroby w okolicach stolicy.
  • Z danych Państwowej Rady Ochrony Przyrody (PROP) wynika, iż z wielu uśmierconych dzików, jedynie 0,4 % było zarażonych ASF.
  • Odstrzał został uznany za nieskuteczny w walce z ASF przez Instytut Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk.

Ponadto, PROP podaje również, że: „Zarażenia realizowane są najprawdopodobniej za pośrednictwem człowieka, są efektem niestosowania zasad bioasekuracji przez osoby mające kontakt z trzodą chlewną oraz przez myśliwych mających kontakt z krwią i tkankami zabijanych chorych dzików, a także poprzez spożycie przez trzodę zarażonej paszy oraz niekontrolowany handel świniami”. Jak więc widać, sama obecność dzików z reguły nie jest zagrożeniem epidemiologicznym.

Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy, tłumaczy uśmiercanie dzików potrzebą interwencji: „Populacja dzików rośnie w tempie geometrycznym i musimy coś z tym zrobić, bo bezpieczeństwo jest dla nas najważniejsze. Mamy coraz więcej ataków na ludzi, kiedyś ich albo nie było, albo były bardzo sporadyczne. W momencie, gdy dostajemy informację, iż dziki są na placu zabaw, to musimy interweniować”.

Trzeba jednak zauważyć, iż populacja dzików wcale nie rośnie, kiedy są masowo wybijane.

Główny Urząd Statystyczny podaje, iż w ciągu ostatnich 10 lat populacja dzików zmniejszyła się z blisko 265 tys. do 60 tys.

Ponadto, zasłanianie się przypadkami ataków dzików na ludzi, czymś, co dzieje się niezwykle rzadko i prawie nigdy nie prowadzi do śmierci człowieka, żeby uzasadnić zabijanie zwierząt, które nie stanowiły żadnego zagrożenia, jest po prostu nieuczciwe. Można zgodzić się z Rafałem Trzaskowskim, iż obecność dzików na placu zabaw wymaga interwencji, czemu jednak jedyną rozważaną formą reakcji jest uśmiercanie?

„Dlatego, iż przepisy – to jest rozporządzenia Komisji Europejskiej i ministra rolnictwa – uniemożliwiają nam usypianie i przewożenie dzików poza Warszawę. Jedyną dzisiaj możliwą metodą ograniczenia populacji dzika jest – niestety – uśmiercenie poprzez podanie środków farmakologicznych” – tłumaczył zastępca dyrektora do spraw technicznych Lasów Miejskich Warszawy, Błażej Dałek, po tym, jak populacja dzika została ograniczona do 60 tys. osobników w Polsce. „Co można zrobić? – „Wywoźcie te dziki do lasu” […] – ale to wszystko jest niemożliwe, niezgodne z prawem” – wtóruje i załamuje ręce Aldona Machnowska-Góra, zastępczyni prezydenta Warszawy.

Może jednak nie warto uznawać prawnych technikaliów za wyznacznik moralności? Może należałoby w takim razie apelować o zmiany w prawie, które odpowiadałyby na aktualne wyzwania? Poza tym, choćby pomijając aspekt legalności wywozu dzików, to ani zabieranie ich do lasu, ani zabijanie nie jest jedynym rozwiązaniem problemu.

Tygodnik Spraw Obywatelskich

Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Czy można zabijać z wrażliwością?

Poza próbami uzasadnienia uśmiercania zwierząt, służby starają się także zminimalizować okrucieństwo swoich działań. Lasy Miejskie, instytucja odpowiedzialna za zabijanie dzików, obiecują: „Dołożymy wszelkich starań, aby działania w tym obszarze były realizowane z należytą wrażliwością – z poszanowaniem zarówno społeczności lokalnej, jak i dobrostanu dzikich zwierząt”. Ale czy tak jest w rzeczywistości?

Lasy Miejskie zapewniają o swojej trosce o bezpieczeństwo mieszkańców podczas uśmiercania zwierząt: „W przywołanej […] sprawie zastosowano odłów z uśmierceniem przy użyciu aplikatora pneumatycznego […]. Metoda ta pozwala na skuteczne i bezpieczne przeprowadzenie działań, bez narażania osób postronnych na dodatkowe ryzyko. Miejsce prowadzenia takich czynności jest każdorazowo odpowiednio zabezpieczane przez patrol Policji i/lub Straży Miejskiej”.

Czy zabijanie dzików, często poprzez odstrzał, jest jednak na pewno bezpieczne dla otoczenia?

Karolina Kuszlewicz, adwokatka i działaczka na rzecz ochrony zwierząt, podkreśla że: „Strzelanie do dzików w miastach powoduje straszenie zwierząt innych gatunków […]. Ponadto zagraża samym mieszkańcom, bo używanie broni palnej na terenach zurbanizowanych prędzej czy później skończy się ludzką tragedią. Patrząc na skalę tzw. wypadków powodowanych przez myśliwych jasne jest, iż jest ona wyraźnie większa niż liczba ataków dzików na ludzi”.

Rafał Trzaskowski pociesza, iż poza możliwymi urazami fizycznymi, mieszkańcom nie grozi także trauma psychiczna: „Wydałem jasną dyspozycję Lasom Miejskim, aby podejmowały działania z firmami, które takie decyzję wykonują w sposób humanitarny. Nie na oczach ludzi, tak, aby nikt nie musiał tak drastycznych obrazków oglądać”. Najwyraźniej nie udało się jednak odgrodzić mieszkańców od „drastycznych obrazków”, jak widać po licznych wpisach zasmuconych i wystraszonych mieszkańców w mediach społecznościowych. Na wielu platformach krążą słowa warszawianki: „Przedtem nigdy nie miałam problemów psychicznych, ale odkąd w moim mieście zaczęto masowo zabijać zwierzęta, cierpię na depresję i lęki”.

Widzimy więc, iż uśmiercanie dzików stanowi zagrożenie dla pobliskich zwierząt i ludzi, naraża ich życie i zdrowie. Co jednak z samymi dzikami? Gdzie w tej dyskusji znajduje się kwestia ich dobrostanu? Karol Podgórski, dyrektor Lasów Miejskich w Warszawie zapewnia, że: „To uśmiercenie zawsze odbywa się w obecności lekarza weterynarii, który podaje środek farmakologiczny, jego dawkę i rodzaj”.

Na pewno każdy dzik odetchnąłby z ulgą wiedząc, iż jego zabiciem zajmie się profesjonalista. Może jednak nie trzeba przejmować się dobrobytem istoty, która „nie ma duszy”, jak powiedział ksiądz, który wezwał służby, by zabiły dzika Henia.

Czemu nie zabijać?

Jakie są argumenty przeciwko zabijaniu zwierząt? Można zacząć od kwestii finansów i zasobów – pomyślmy, jak dużo marnuje się ich na nieskuteczną walkę z ASF.

  • Według szacowań Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, odstrzał dzików w latach 2019-2023 kosztował ponad pół miliarda złotych.
  • W samym 2024 roku koszt miał wynieść 55 milionów złotych.
  • OKO Press wylicza, iż biorąc pod uwagę koszty masowego odstrzału tych zwierząt oraz to, jak niewielki procent zabitych dzików był faktycznie zarażony ASF, obecnie zabicie jednego chorego zwierzęcia wynosi ok. 119 tys. zł.

Alternatywy dla uśmiercania, takie jak wywóz zwierząt, zniechęcanie dzików do przebywania w mieście, czy zaprzestanie odstrzału w lasach, są po prostu oszczędniejsze.

Ponadto, służby porządkowe, tj. policja lub straż miejska są angażowane w akcję uśmiercania dzika. Po pierwsze, by zapewnić bezpieczeństwo pobliskim mieszkańcom i zwierzętom. Po drugie, by pacyfikować ludzi, którzy ośmielają się protestować, widząc bezsensowną śmierć świadomych istot. W przypadku dzika Henia świadkowie sytuacji wszczęli bunt – warto zaznaczyć, bez przemocy czy zamieszek. Odpowiedzią na to było najpierw kilkugodzinne pilnowanie zwierzęcia przez policję, a potem przybycie aż 20 funkcjonariuszy. Wspaniałe wykorzystanie czasu i zasobów służb. Przynajmniej ten wysiłek okazał się skuteczny – Henio został zabity.

Kolejnym powodem, by darować życie dzikom jest to, iż pełnią istotną rolę w ekosystemie. Jak podaje organizacja Akcja Demokracja: „Dziki pełnią kluczową rolę w ekosystemie jako tzw. inżynierowie środowiska – spulchniają glebę, ograniczają populacje szkodników (np. korników czy pędraków) oraz usuwają padlinę i resztki organiczne. Obecność tego zwierzęcia wspiera równowagę przyrodniczą i bioróżnorodność”. Prof. Rafał Kowalczyk z Instytutu Badań Ssaków PAN w Białowieży wspomina też, iż padlina dzika pomaga wyżywić wiele mięsożernych gatunków. Usuwanie ważnej części przyrody wpływa na nią negatywnie i często nieodwracalnie.

Tak naprawdę w ogóle nie powinniśmy rozważać nieprzynoszącego korzyści masowego zabijania świadomych istot. A świadomość dzika jest na wysokim poziomie.

„Dziki są jednymi z najbardziej plastycznych i elastycznych poznawczo dużych ssaków Europy. […] Żyją w złożonych strukturach społecznych, w grupach rodzinnych, które wymagają komunikacji i współdziałania. Zwierzęta funkcjonujące w takich ugrupowaniach muszą wykazywać wysokie zdolności poznawcze” – mówi prof. Dagny Krauze-Gryz z SGGW. Śmierć zwierząt, a zwłaszcza tak rozwiniętych, jest po prostu przykra.

Alternatywy

Rozwiązać problem dzików w mieście można, na szczęście, na inne sposoby, bardziej humanitarne, często też tańsze dla miasta. Można wśród nich wymienić na przykład działania edukacyjne – uczenie mieszkańców, by zabezpieczali śmietniki, które przyciągają zwierzęta, by ich nie dokarmiali i, w razie kontaktu z dzikiem – nie prowokowali. Tak można działać na poziomie indywidualnym.

Władze miasta mogą wprowadzić „antydzikową” infrastrukturę – ogrodzenia i bufory. Takie rozwiązanie zastosowano w Barcelonie.

Dr hab. Tomasz Podgórski z Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży omawia to przedsięwzięcie tak: „Po konsultacjach z mieszkańcami zaczęto w tym miejscu wstawiać betonowo-stalowe płoty, bardzo estetycznie zrobione i wkomponowane w miejską architekturę. […]Tanie [to] nie jest. Jednak Hiszpanie tłumaczą, iż bilansuje się, jeżeli zestawić je z kosztami, jakie ponosi miasto na odłowy dzików”.

Kolejnym sposobem zniechęcania dzików do wproszenia się w miasto jest działanie poprzez zieleń miejską.

Gdynia jest często podawana jako przykład skutecznego rozwiązania problemu dzików w miastach, jako iż w ciągu zaledwie kilku lat udało się tam zmniejszyć ilość zgłoszeń dotyczących dzików o aż 70%. Sekret? Między innymi, zieleń miejska: „Gdynia stosuje silnie pachnące rośliny jak hiacynty, czosnki ozdobne, lawendę czy ogniki, które zniechęcają dziki do rycia w rabatach. Współpracuje z ekspertami od urbanistyki wielogatunkowej, by modyfikować zieleń miejską i zmniejszać atrakcyjność terenów dla zwierząt” – pisze Jabłonowskie Forum Samorządowe.

Jednym z narzędzi zapobiegania migracji zwierząt do miast jest zaprzestanie lub przynajmniej ograniczenie polowań, na przykład poprzez zmiany prawne.

Jak podaje Pracownia na rzecz Wszystkich Istot: „Intensywne polowania rozbijają struktury stad i powodują migracje zwierząt. Zdaniem ekspertów to jeden z powodów coraz częstszej obecności dzików w miastach i na osiedlach, gdzie zwierzęta szukają bezpiecznych miejsc”. I faktycznie, właśnie takiego zachowania należałoby się spodziewać po stworzeniach ciągle wypędzanych z lasu strzałami.

Co zrobi Warszawa? Co zrobią inne miasta w Polsce? Czy wybiorą drogę bezmyślnego mordu, na który wydadzą sporo z budżetu? Czy zdecydują się na bezkrwawe rozwiązania? Czas pokaże. My, mieszkańcy, możemy dołożyć swoją cegiełkę, na przykład przez nagłaśnianie sprawy, podpisanie petycji organizacji Akcja Demokracja oraz protesty – kilka już się odbyło, kilka pewnie jeszcze przed nami. Nie traćmy nadziei!

Idź do oryginalnego materiału