Pojawia się jednak pytanie, czy takie rozwiązanie faktycznie pomoże konsumentom i całej gospodarce.
Zdaniem ekonomistów propozycja prezydenta USA może przynieść krótkotrwałą ulgę części zadłużonych osób, ale w dłuższym czasie grozi poważnymi problemami na rynku kredytowym.
Na początku miesiąca Trump napisał w mediach społecznościowych Truth Social, iż firmy wydające karty kredytowe mają czas do 20 stycznia na wprowadzenie limitu. Zapowiedział też, iż jego administracja nie dopuści do dalszego „oszukiwania” Amerykanów oprocentowaniem sięgającym 20–30 procent.
Ponieważ firmy nie zareagowały na te zapowiedzi, Trump wezwał Kongres do uchwalenia ustawy narzucającej limit. Pomysł zyskał poparcie ponad podziałami partyjnymi, ale spotkał się też z ostrą krytyką ze strony wpływowych Republikanów.
Główny ekonomista firmy RSM, Joseph Brusuelas, powiedział w rozmowie z CBC News, iż administracyjne obniżenie stóp procentowych „doprowadzi do ograniczenia dostępności kredytów”. Choć początkowo może to zmniejszyć obciążenia finansowe części gospodarstw domowych, gwałtownie pojawią się negatywne skutki.
Problem polega na tym, iż banki i firmy obsługujące karty kredytowe mogą przestać udzielać pożyczek osobom uznawanym za bardziej ryzykowne – na przykład z niską oceną kredytową – jeżeli nie będą mogły rekompensować ryzyka wyższym oprocentowaniem.
Zwykle instytucje finansowe ustalają oprocentowanie, łącząc stopę bazową banku centralnego z dodatkową marżą, zależną od ryzyka konkretnego klienta.
Jak podkreśla Brusuelas, takie limity – choćby jeżeli są popularne na początku – w dłuższej perspektywie często uderzają właśnie w tych ludzi, którym miały pomóc. Gospodarstwa o niższych dochodach mogą stracić dostęp do kredytu, a to zmusi je do ograniczenia wydatków.
To z kolei może odbić się na całej gospodarce.
„Tak, zadłużenie może się zmniejszyć. Ale ludzie przestaną wydawać pieniądze. Gospodarka zacznie hamować, a gdy to się dzieje, rośnie bezrobocie” – tłumaczy Brusuelas.
„W efekcie najmniej zamożne rodziny stracą dostęp do kredytów, a wraz ze spowolnieniem gospodarczym część osób może choćby stracić pracę”.
Z danych portalu finansowego LendingTree wynika, iż w styczniu średnie oprocentowanie kart kredytowych w USA wynosiło 23,79 procent, a w przypadku części klientów przekraczało choćby 30 procent.
Trump znajduje się pod presją, by spełnić obietnice z kampanii wyborczej z 2024 roku dotyczące obniżenia kosztów życia i walki z rosnącym zadłużeniem gospodarstw domowych. Jednym z elementów tych zapowiedzi był właśnie limit oprocentowania kart kredytowych.
Najnowszy sondaż instytutu Angus Reid pokazuje, iż wielu Republikanów spoza twardego elektoratu MAGA jest niezadowolonych z działań administracji w sprawie kosztów utrzymania w pierwszym roku rządów.
Według badania Uniwersytetu Vanderbilt amerykański sektor bankowy, który dużą część dochodów czerpie z odsetek, mógłby stracić miliardy dolarów w wyniku wprowadzenia 10-procentowego limitu. Branża finansowa stanowczo sprzeciwia się temu pomysłowi.
Szef JPMorganChase, Jamie Dimon, powiedział w zeszłym tygodniu podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, iż jego bank poradziłby sobie z ewentualnymi stratami, ale ostrzegł, iż takie rozwiązanie doprowadziłoby do „katastrofy gospodarczej”.
„Odebrałoby dostęp do kredytów choćby 80 procentom Amerykanów” – stwierdził Dimon, dodając, iż najbardziej ucierpiałyby gospodarstwa domowe i małe firmy, a nie duże korporacje finansowe.
Amerykańskie Stowarzyszenie Bankierów oceniło w styczniowym oświadczeniu, iż limit zmusiłby konsumentów do korzystania z mniej regulowanych i droższych źródeł finansowania.
Zdaniem Patricka Sojki, założyciela Rewards Canada, wprowadzenie takiego limitu mogłoby też poważnie wpłynąć na programy lojalnościowe kart kredytowych w USA.
Programy te są często finansowane z odsetek, dlatego – jak zauważa – firmy mogłyby ograniczyć bonusy, jeżeli ich dochody spadną.
„Karty oferowałyby mniejsze korzyści, co byłoby szczególnie dotkliwe, bo amerykański rynek kart kredytowych jest najbardziej dochodowy na świecie” – podkreśla Sojka. Dodaje, iż karty premium, takie jak American Express, Chase czy Capital One, dziś oferują wyjątkowo hojne nagrody.
Co ciekawe, pomysł Trumpa popierają także dwie postępowe postacie Partii Demokratycznej: senator Elizabeth Warren z Massachusetts i senator Bernie Sanders z Vermont.
W niedawnym wywiadzie dla CNBC Warren ujawniła, iż Trump zadzwonił do niej, by porozmawiać o limicie oprocentowania – rozwiązaniu, które od dawna popiera – po tym, jak publicznie skrytykowała go za podejście do kwestii kosztów kredytów.
Warren od lat domaga się wprowadzenia górnego limitu odsetek. W liście do Biura Ochrony Finansowej Konsumentów napisała, iż klienci płacą znacznie więcej, niż wynikałoby to z realnego ryzyka niespłacenia kredytów.
Zwróciła też uwagę, iż różnica między stopą funduszy federalnych a oprocentowaniem kart kredytowych jest zbyt duża i w 2024 roku miała sięgnąć 16,4 punktu procentowego.
W ubiegłym roku Sanders wspólnie z republikańskim senatorem Joshem Hawleyem przedstawił projekt ustawy zakładający 10-procentowy limit oprocentowania kart kredytowych na pięć lat.
„Gdy wielkie instytucje finansowe pobierają ponad 25 procent odsetek, nie jest to już udzielanie kredytów, ale lichwa” – argumentował wówczas Sanders.
Na początku miesiąca Hawley wykorzystał wypowiedzi Trumpa, by ponownie naciskać na przyjęcie ustawy.
Nie wszyscy Republikanie z otoczenia Trumpa są jednak przekonani do tego pomysłu. Przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson ostrzegł, iż administracja powinna podchodzić do niego bardzo ostrożnie.
„Chcąc obniżyć koszty, nie możemy doprowadzić do niezamierzonych, negatywnych skutków” – powiedział dziennikarzom.













