Biomasa agro i jej marginalne znaczenie w KPEiK

1 godzina temu

Biomasa agro powinna i może być jednym z istotnych elementów polskiej transformacji energetycznej, szczególnie w obszarze ciepłownictwa systemowego, lokalnej kogeneracji oraz stabilnych źródeł OZE. Tymczasem w dokumentach KPEiK jej rola pozostaje wyraźnie niedoszacowana.

W praktyce biomasa rolnicza oraz plantacje roślin energetycznych traktowane są jako uzupełnienie struktury wytwarzania energii, a nie jako strategiczny zasób krajowy, który może ograniczać import paliw, wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne i tworzyć dodatkowe dochody dla rolnictwa i krajowego przemysłu maszynowego.

Z danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska dotyczących zużycia biomasy w elektroenergetyce i ciepłownictwie systemowym wynika, iż w 2024 r. łączne wykorzystanie biomasy wyniosło ok. 74 PJ. Dominującą pozycję miała biomasa drzewna, odpowiadająca za ok. 2/3 całkowitego zużycia.

Z oficjalnych statystyk wynika, iż wolumeny dotyczące tylko zasobów krajowej słomy, możliwej do zastosowania do celów energetycznych, zależnie od roku, szacowane są na 6-10 mln t/rok

Biomasa agro, obejmująca m.in. pozostałości z produkcji rolnej i potencjalnie biomasę z upraw roślin energetycznych, stanowiła jedynie niewielki ułamek tego wolumenu. Według przedstawionych danych wykorzystanie biomasy rolniczej wyniosło ok. 5,5 PJ, co po przeliczeniu na paliwo o wartości opałowej zbliżonej do pelletu oznacza ok. 370 tys. t. Jest to poziom symboliczny wobec realnego potencjału, który można szacować co najmniej na kilka mln t rocznie, czyli kilkadziesiąt do ponad 100 PJ energii.

– Szacowany potencjał w Polsce, przy zorganizowanej adekwatnie polityce rozwoju, może być porównywalny z ilością energii elektrycznej wytwarzanej rocznie w największej elektrowni w kraju, czyli Bełchatów, zużywającej ok. 30 mln t węgla brunatnego, obciążonego opłatami w systemie ETS – komentuje dr Jerzy Majcher.

Biomasa agro? W KPEiK niesłusznie marginalna

Tak niskie wykorzystanie biomasy agro nie wynika z braku zasobów, ale raczej z braku konsekwentnej polityki państwa. Polska posiada znaczący potencjał odłogowych gruntów V i VI klasy, które mogłyby zostać wykorzystane pod wieloletnie uprawy energetyczne, bez konkurowania z produkcją żywności i przy zachowaniu kryteriów zrównoważonego rozwoju wynikających z regulacji unijnych. Przy założeniu plonu ok. 10 t suchej masy z hektara, już 1 mln ha odpowiednio dobranych gruntów mógłby dawać ok. 10 mln t biomasy rocznie, czyli ok. 150 PJ energii. To wielkość wielokrotnie wyższa niż obecne wykorzystanie biomasy agro oraz znacznie większa niż poziomy przewidywane w scenariuszach KPEiK dla upraw energetycznych.

Szczególnie problematyczne jest to, iż w KPEiK rozwój plantacji roślin energetycznych pozostaje bardzo ograniczony. Z przedstawionych założeń wynika, iż w 2030 r. areał takich upraw mógłby wynosić jedynie ok. 120–150 tys. ha, a w 2040 r. od ok. 90 do 150 tys. ha, zależnie od scenariusza. W scenariuszu WAM przewidywany jest choćby spadek powierzchni upraw energetycznych.

Jest to trudne do uzasadnienia, ponieważ plantacje tego typu zakłada się zwykle na 15–20 lat, a więc wymagają one stabilnej, długoterminowej perspektywy. Bilans emisyjny CO2 w przypadku wegetacji tych roślin wynosi w szacowanej proporcji „wsad do pochłaniania” jak 1:4, zatem zysk ekologiczny jest bezdyskusyjny.

Rolnik nie zdecyduje się jednak na taką inwestycję, jeżeli nie będzie miał pewności odbioru surowca, wsparcia na etapie założenia plantacji oraz dostępu do lokalnej infrastruktury zbioru, magazynowania i transportu – komentuje Józef Sołtys z PTH Intermark, jeden z inicjatorów Narodowego programu dla biomasy agro.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Biomasa:

Tekst: Oprac. Jolanta Kamińska
Zdjęcie: Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału