Szczyt hipokryzji u schyłku kapitalizmu. MŚ w Ameryce to FIFA w pigułce [KOMENTARZ]

1 godzina temu

Piłkarskie mistrzostwa świata w Ameryce Północnej to współczesność w pigułce: zrobić jak najwięcej, by zarobić jak najwięcej, nie licząc się z niczym. Ale szacunek dla FIFA: przynajmniej już prawie nie udaje, iż chodzi o coś innego.

W 2022 r. FIFA przedstawiała mistrzostwa świata w Katarze jako pierwsze neutralne klimatycznie, a odwołań do potrzeby ochrony klimatu było wtedy pełno. Dwa lata później do grona głównych sponsorów organizacji dołączył największy truciciel świata: saudyjski koncern Aramco. Podczas mundialu w USA, Kanadzie i Meksuku klimatowi przydzielono najgorsze krzesełka na stadionie. Miejsca VIP otrzymała maksymalizacja.

Oto historia skrojona na miarę współczesności.

  • Czytaj także: Mundial 2026 w ogniu upałów. Czy letnie MŚ będziemy rozgrywać zimą?

MŚ w Ameryce i emisje CO2? Jest większy problem

Szacowany ślad węglowy, który pozostawi po sobie trwający mundial, to 9 mln ton dwutlenku węgla (a dokładniej wszystkich gazów cieplarnianych w przeliczeniu na CO2). Oznacza to, iż będzie niemal dwukrotnie większy niż średni ślad czterech ostatnich mistrzostw świata (4,7 mln ton). To najważniejszy wniosek z analizy, którą przeprowadziły wspólnie inicjatywy Cool Down Sport for Climate Action Network, Scientists for Global Responsibility (SGR) oraz Environmental Defense Fund (EDF).

Jeśli porównamy to z globalną skalą emisji, trudno jednak uznać, iż turniej ten doprowadzi do katastrofy klimatycznej. 9 mln ton to mniej niż 0,02 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych w 2024 r., które wyniosły 53,2 mld.

W mojej ocenie to nie same emisje są więc największym problemem. O wiele bardziej uwiera mnie to, skąd się wezmą – a dokładniej jak bardzo destrukcyjne podejście reprezentują.

  • Czytaj także: Nowa analiza przed Mundialem. Upał może dać się we znaki

Mistrzostwa świata w maksymalizacji

Celem nr 1 dla FIFA jest maksymalizacja zysków. Wszelkie kolejne mają być mu podporządkowane.

W pierwszym mundialu w Urugwaju w 1930 r. brało udział 13 reprezentacji, a przez kolejnych kilka dekad – 16. Potem turniej rozrósł się do 24, następnie 32, a od tego roku – 48 drużyn. W porównaniu z poprzednim turniejem liczba spotkań została zwiększona o – uwaga – 62,5 proc.

Do tego po raz pierwszy w historii piłkarze będą walczyć o złoto w trzech krajach. Dwa z nich (USA i Kanada) są ponad dwukrotnie większe niż Unia Europejska, a trzeci (Meksyk) jest od niej o połowę mniejszy. Że między 16 rozrzuconymi po kontynencie miastami-gospodarzami będzie trzeba przemieszczać się głównie samolotami? Mało istotne.

Jak podaje Carbon Market Watch, takie podejście oznacza, iż jeden mecz będzie źródłem emisji w przedziale 44-72 tys. ton. Czyli tyle, ile w roku emituje między 6,3 a 10,3 tys. osób w Polsce. „Wszyscy kochamy piłkę nożną, ale czy naprawdę musimy oglądać 104 mecze, żeby ustalić, kto jest mistrzem?” – pyta retorycznie Gavon Mair z Carbon Market Watch.

Upały na meczu, czyli zysk dla FIFA

Oczywiście rozrost turnieju można tłumaczyć „inkluzywnością” czy innymi PR-owymi hasłami, co FIFA zresztą robi. Bądźmy jednak szczerzy: im większa ekspozycja, tym większe zyski. Organizowanie turnieju w trzech wielkich krajach na raz oznacza możliwość rozkręcania boomu na piłkę w trzech wielkich krajach na raz – i pozyskiwania pieniędzy od kibiców w trzech wielkich krajach na raz.

Ironią losu jest więc fakt, iż zmiana klimatu… przysłuży się maksymalizacji zysków.

Z powodu przewidywanych upałów organizatorzy turnieju zadecydowali, iż w każdej połowie meczu zostanie zorganizowana trzyminutowa przerwa na nawodnienie. I to bez względu na czy, panujące warunki pogodowe będą to uzasadniać, czy nie. Takie rozwiązanie wprowadzono po raz pierwszy w historii mundialu.

„Ku zaskoczeniu nikogo, FIFA orzekła również, iż nadawcy telewizyjni mogą wypełnić 2 min. i 10 sek. każdej przerwy reklamami, pod warunkiem, iż nie pojawią się w ciągu 20 sekund od gwizdka sędziego i skończą 30 sekund przed wznowieniem gry” – pisze w komentarzu dla „The Guardian” Jules Boykoff, profesorem nauk politycznych na Pacific University i były zawodowy piłkarz.

Sponsorwashing na całego

A czyje reklamy będą podczas turnieju eksponowane najczęściej? No cóż, głównymi sponsorami są Adidas, Visa, HYUNDAI, KIA, Coca-Cola, Lenovo, Qatar Airways i Aramco.

Trudno znaleźć eksperta, który którąkolwiek z tych firm uznałby za etyczną. Tylko jedna ma cokolwiek wspólnego ze sportem. Najwięcej łączy je zaś destrukcyjny wpływ na naszą planetę. Koncerny paliwowe, linie lotnicze i koncerny samochodowe nie tylko odpowiadają za największe emisje gazów cieplarnianych, ale i od dekad blokują progres na poziomie legislacji.

„Wysokoemisyjne korporacje wykorzystują umowy sponsorskie związane ze sportem i innymi aktywnościami kulturalnymi, aby promować swoją markę i, co kluczowe, zwiększyć sprzedaż swoich zanieczyszczających produktów. Pionierem tej działalności komercyjnej był przemysł tytoniowy, który przez dziesięciolecia wykorzystywał sport jako billboard do promowania swoich śmiercionośnych produktów” – piszą eksperci z New Weather Institute i SGR, którzy w 2025 r. opublikowali raport „Dirty Tackle”.

W dokumencie tym przyjrzano się globalnemu śladowi węglowemu piłki nożnej. Oszacowano go na 64-66 mln ton (ok. 20 proc. emisji Polski i 0,12 proc. światowych). Za najważniejsze źródło uznano właśnie umowy sponsorskie, którym przypisano aż 75 proc. emisji.

„Cała ta wysokoemisyjna inwestycja w piłkę nożną pomaga jeszcze bardziej normalizować zachowania i style życia, które destabilizują system klimatyczny, zagrażają naszemu społeczeństwu i naturalnym ekosystemom. Wysiłki mające na celu ograniczenie podróży lotniczych, paliwożernych SUV-ów, konsumpcji produktów zwierzęcych i licznych innych działań o wysokim zanieczyszczeniu są podważane przez tę „kolonizację” przestrzeni kulturowej” – podkreślają autorzy raportu.

Aramco: kochamy sport i paliwa

Ostatnią duża korporacją, która dołączyła do grona głównych sponsorów FIFA, jest Aramco. To państwowy koncern paliwowy z Arabii Saudyjskiej, a więc kraju regularnie oskarżanego o łamanie praw człowieka. Sam koncern odpowiada zaś za ok. 4-5 proc. światowych emisji CO2 z paliw kopalnych w ostatnich latach.

Co więcej, Aramco jest też najbardziej trującym planetę podmiotem w historii. Licząc od 1854 do 2022 r. odpowiadał on za 3,6 proc. globalnych emisji. Żaden indywidualny podmiot państwowy nie wyemitował w tym czasie więcej.

„Posiadanie Saudi Aramco jako głównego światowego sponsora mistrzostw świata całkowicie podważa wszelką wiarygodność, jaką FIFA ma lub mogła mieć w kwestii zrównoważonego rozwoju” – podsumowuje Madeleine Orr, adiunkt ekologii sportu na Uniwersytecie w Toronto.

Jak zauważa „Los Angeles Times”, ostatni finał mundialu oglądało blisko 1,5 miliarda ludzi. Taka ekspozycja może więc pomóc Aramco, by pokazać swoje „troskliwe” oblicze. Choć koncert zarabia krocie na paliwach kopalnych, to jednak część pieniędzy przeznacza na odnawialne źródła energii. Idealny przekaz na reklamę. Że chodzi o skromny ułamek, a OZE służą przede wszystkim ułatwianiu wydobywania paliw? Szczegół, który w reklamie pojawiać się nie musi.

  • Czytaj także: Smog uderzy w piłkarzy na mundialu? Najtrudniej może być w jednym kraju

FIFA przestała udawać

Plus tego wszystkiego jest taki, iż FIFA przynajmniej przestała udawać.

W 2021 r. organizacja przyjęła strategię, w której zobowiązała się do ograniczenia emisji o połowę do 2030 r. i osiągnięcia neutralności klimatycznej do roku 2040.

„Nie ma wątpliwości, iż jesteśmy w środku kryzysu klimatycznego” – stwierdził już w pierwszym zdaniu Gianni Infantino, prezes FIFA. „Zmiana klimatu i jej wpływ to bez wątpienia jedno z najpilniejszych wyzwań naszych czasów, jeżeli nie najważniejsze, i wymaga od nas natychmiastowych i trwałych działań klimatycznych” – przekonywał dalej.

A potem zapewniał, jak to FIFA wykorzysta swą pozycję, by być przywódcą w działaniach na rzecz klimatu.

Co prawda strategia ta wciąż obowiązuje, ale leży schowana na samym dnie najbardziej pojemnej szuflady. FIFA nie deklaruje też, iż obecny mundial jest neutralny klimatycznie, a do problemu emisji odnosi się tylko wtedy, gdy wywołają go dziennikarze (i to też nie zawsze).

Przerwa na reklamy w środku kryzysu

Infantino ma rację. Jesteśmy w środku kryzysu klimatycznego. Choć znaczna część mediów, polityków i społeczeństwa odwróciła od niego oczy, nie oznacza to, iż globalne ocieplenie zostało powstrzymane. Na tym, by się rozkręcało, zarabia się zbyt dużo pieniędzy.

Z jednej strony mamy więc postępujący kryzys klimatyczny, który zignorowano dla zysków. Z drugiej strony ta sama przyczyna leży u podstaw postępującego rozkładu demokracji, a także podupadającej wiary w równe i sprawiedliwe społeczeństwa. Zyski dla najbogatszych, kryzysy dla reszty.

FIFA, podobnie jak wiele innych podmiotów zawdzięczającym wysokim emisjom swój sukces, nie pomoże więc w tym, by jakikolwiek kryzys rozwiązać. Chętnie zrobi jednak miejsce dla sponsorów z branży paliwowej, gdy z powodu tego kryzysu w środku pierwszej połowy meczu trzeba będzie zrobić przerwę na reklamy.

Ach, przepraszam – przerwę na nawodnienie.

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Rawpixel.com

Idź do oryginalnego materiału