Poseł Lewicy Andrzej Szejna został w Sejmie zapytany o zegarek, który miał na ręku. — To jest Omega? — dopytywał dziennikarz telewizji wPolsce24, a parlamentarzysta potwierdził to skinieniem głowy. Gdy jednak reporter zwrócił uwagę, iż tak kosztowny czasomierz powinien być wykazany w oświadczeniu majątkowym, polityk niespodziewanie zmienił narrację. — Muszę sobie przypomnieć, co to za zegarek — stwierdził.
Dziennikarz wPolsce24, relacjonując wydarzenia z Sejmu, zwrócił uwagę na zegarek noszony przez Andrzeja Szejnę. — To jest Omega? — zapytał, na co poseł odpowiedział z uśmiechem, potwierdzając przypuszczenie.
Dobry nastrój polityka gwałtownie jednak minął, gdy reporter zauważył, iż zegarek nie figuruje w jego oświadczeniu majątkowym. — Takie zegarki są dość drogie, panie ministrze — zaznaczył przedstawiciel stacji.
— To jest zegarek, który jest… Muszę sobie przypomnieć, co to za zegarek — próbował wyjaśniać Szejna. Gdy dziennikarz ponownie podkreślił, iż „zegarki marki Omega są drogie i powinny być uwzględnione w oświadczeniu majątkowym”, poseł nagle oznajmił, iż jego czasomierz „to nie jest Omega”.
Reporter poprosił następnie o możliwość obejrzenia zegarka z bliska. Szejna zignorował jednak tę prośbę, dwukrotnie powtarzając z uśmiechem, iż „to nie jest Omega”.
Jak ustalono, zegarek noszony przez polityka Lewicy jest wart blisko 40 tysięcy złotych. Zgodnie z przepisami, w corocznych oświadczeniach majątkowych posłowie powinni wykazywać wszystkie przedmioty o wartości przekraczającej 10 tysięcy złotych. W przypadku Andrzeja Szejny takiego zegarka w dokumentach jednak nie uwzględniono.













