Żadnej akceptacji ze strony mieszkańców nie będzie

2 godzin temu

W maju do redakcji “Gazety Lubońskiej” zaczęło napływać od mieszkańców wiele sygnałów dotyczących konsultacji wokół planowanej biokompostowni w rejonie Kocich Dołów. Czytelnicy zwracali uwagę nie tylko na niewielkie nagłośnienie spotkań informacyjnych, ale także na ich – jak podkreślają – mało transparentny i trudny do zrozumienia przebieg. Wśród mieszkańców narasta poczucie dezorientacji, braku konkretnych odpowiedzi i obaw o rzeczywisty wpływ inwestycji na środowisko oraz komfort życia. Dlatego poprosiliśmy o komentarz Aleksandrę Suczilin, prezes Stowarzyszenia Ochrony Kocich Dołów, która opowiada o najważniejszych zastrzeżeniach mieszkańców wobec planowanej inwestycji oraz o tym, dlaczego – jej zdaniem – dotychczasowe działania miasta trudno nazwać prawdziwym dialogiem.

Gazeta Lubońska: Jak stowarzyszenie ocenia dotychczasową komunikację władz Lubonia z mieszkańcami w sprawie planowanej kompostowni – czy rzeczywiście można mówić o dialogu czy raczej o jednostronnym przekazie?

Aleksandra Suczilin: Niestety o żadnym dialogu nie ma mowy – od samego początku mamy do czynienia z jednostronnym przekazem i działaniami PR-owymi. Władze miasta starają się „sprzedać” nam gotową decyzję, powtarzając ogólnikowe obietnice, iż to inwestycja dla naszego wspólnego dobra. Brakuje rzetelnej dyskusji, w której wysłuchano by głosów za i przeciw, w której zdanie mieszkańców miałoby znaczenie.

Jako mieszkańcy i członkowie stowarzyszenia czujemy się postawieni przed faktem dokonanym. Sama idea nowoczesnej gospodarki odpadami jest jak najbardziej słuszna, jednak lokalizacja tej konkretnej inwestycji budzi ogromne wątpliwości. To smutne, iż miasto zamiast autentycznej wymiany zdań i poszukiwania kompromisu, skupia się na marketingu politycznym, ignorując realne obawy mieszkańców.

Na kwietniowym (20 kwietnia br.) spotkaniu w odpowiedzi na nurtujące nas pytania odnośnie do konkretnych przedsięwzięć, planów, rodzaju kompostowni, sposobu jej wybudowania, kosztów, zapobiegania niechcianym zapachom, przeciwdziałania namnażaniu gryzoni, pytania o zabezpieczenie przed powodziami, zabezpieczenie wód gruntowych i mieszkańców przed spadkiem cen nieruchomości – nie padały żadne odpowiedzi, tylko stwierdzenia, iż wszystko będzie okej. Na spotkaniu padło pytanie o zapach – jeden z radnych stwierdził, iż nie będzie śmierdzieć, bo tak. Jest to przytłaczające. To wszystko niestety składa się na całość, jak władze naszego miasta traktują nas jako społeczeństwo, które powinni reprezentować. Z przekazanych mi relacji wynika brak przygotowania do tematu.

Gazeta Lubońska: Jakie są najważniejsze obawy stowarzyszenia związane z lokalizacją inwestycji w rejonie Kocich Dołów, szczególnie w kontekście bliskości Wielkopolskiego Parku Narodowego?

Aleksandra Suczilin: Naszą główną obawą jest nieodwracalna degradacja środowiska i przyrody. Rejon Kocich Dołów to unikalny, zielony bufor bezpieczeństwa. Otulina parku narodowego również temu celowi powinna służyć. Wprowadzenie na tych terenach ciężkiego przemysłu przetwórczego, jakim jest kompostownia, zniszczy bezcenny walor przyrodniczy tego miejsca. Boimy się hałasu, zanieczyszczenia powietrza, rzeki i starorzecza, wód gruntowych, boimy się o dziko żyjące zwierzęta mieszkające w lesie i nad Kocimi Dołami oraz faktu, iż inwestycja ta całkowicie zamknie drogę do rekreacyjnego i edukacyjnego wykorzystywania tego terenu przez przyszłe pokolenia Lubonian. A mogło być inaczej, mogliśmy zacząć tworzyć coś trudnego, ale odpowiedzialnego – wszędzie jest nowa deweloperka, nowe mieszkania, tłok, nowe inwestycje. Jesteśmy pod Poznaniem – taki teren to unikalny skarb.

Gazeta Lubońska: W jaki sposób, według Pani, planowana kompostownia może wpłynąć na lokalne środowisko – w tym na jakość wód i ekosystem starorzecza Warty?

Aleksandra Suczilin: Wpływ na ekosystem wodny może być katastrofalny. Inwestycja ma być zrealizowana pomiędzy rzeką Wartą a starorzeczem Kocie Doły, czyli w dolinie rzecznej. Istnieje ogromne ryzyko, iż w przypadku jakiejkolwiek awarii, podtopień czy nieszczelności infrastruktury, toksyczne odcieki trafią do wód gruntowych i powierzchniowych. Starorzecze to delikatny ekosystem, ostoja wielu gatunków zwierząt. Zanieczyszczenie tych wód doprowadzi do ich eutrofizacji (zarastania i zamierania życia) oraz bezpowrotnego zniszczenia lokalnej bioróżnorodności. Tereny te są ponadto ściśle powiązane z mokradłami Kocie Dołki. W dobie naukowych ostrzeżeń i walki z suszami, nieodpowiedzialne jest narażanie naturalnej regulacji systemu wodnego na jego unicestwienie.

Gazeta Lubońska: Mieszkańcy wskazują na ryzyko uciążliwych zapachów, zwiększonego ruchu ciężarówek czy pojawienia się gryzoni. Które z tych zagrożeń uważa Pani za najbardziej realne i dlaczego?

Aleksandra Suczilin: Wszystkie te zagrożenia są realne, ale za najbardziej dotkliwe i pewne uważamy uciążliwości zapachowe (odór) oraz drastyczny wzrost ruchu ciężarowego. Doświadczenia z innych miast pokazują, iż choćby najnowocześniejsze systemy filtracji zawodzą podczas otwierania hal czy wyładunku surowca. Z kolei transport ton bioodpadów oznacza dziesiątki ciężarówek dziennie przejeżdżających przez lokalne, często nieprzystosowane do tego drogi. To bezpośrednio uderzy w komfort życia mieszkańców, wygeneruje potężny hałas i pogorszy bezpieczeństwo na ulicach.

Za przykład można podać nowoczesny zakład mieszczący się w Suchym Lesie, o którym często się słyszy w prasie i na łamach mediów. Jest prowadzony według najnowszych technologii, a nikt nie potrafi zapanować nad odorem. W przypadku Suchego Lasu zabudowa mieszkaniowa od zakładu zaczyna się w promieniu aż 1 kilometra, u nas miałoby to być około 500 metrów dla mieszkańców Dolnego Lasku i Czapur.

W Luboniu już istnieje problem odoru z pobliskiego zakładu, rozprzestrzeniający się nie tylko na mieszkańców Kocich Dołów, ale dużo dalej na zachodnią stronę miasta i wieś Czapury. Pomimo licznych zgłoszeń mieszkańcy są odsyłani do badań, które wykazują brak obecnych zanieczyszczeń. Jesteśmy bezsilni, a miasto nie pomaga nam w rozwiązaniu tego problemu. I tak samo będzie z jakimkolwiek nowym projektem tej skali w naszym sąsiedztwie – w razie problemów zostaniemy pozostawieni sami sobie.

Gazeta Lubońska: Czy Pani zdaniem, miasto przedstawiło wystarczające i wiarygodne dane dotyczące wpływu inwestycji na zdrowie mieszkańców oraz wartość okolicznych nieruchomości?

Aleksandra Suczilin: Nie, ponieważ nie przedstawiło absolutnie nic. Miasto unika przedstawienia rzetelnych, niezależnych ekspertyz dotyczących wpływu na zdrowie (np. w kwestii rozprzestrzeniania się bioaerozoli czy zarodników grzybów). Temat spadku wartości nieruchomości w sąsiedztwie kompostowni jest przez władze całkowicie przemilczany, a przecież dla wielu ludzi dom w rejonie Kocich Dołów to dorobek całego życia lub rodzinna spuścizna. Brak transparentnych danych w tych dwóch kluczowych obszarach tylko potęguje nasz brak zaufania do zapewnień magistratu.

Gazeta Lubońska: Jakie konkretne działania lub gwarancje ze strony władz miasta byłyby dla Pani warunkiem rozpoczęcia rzeczywistego dialogu i ewentualnej akceptacji tej inwestycji?

Aleksandra Suczilin: Przede wszystkim powołanie niezależnego zespołu eksperckiego złożonego z biologów, ekologów, hydrologów i geologów, który obiektywnie oceni alternatywne, mniej wrażliwe przyrodniczo lokalizacje w regionie. Przygotowania i przedstawienia dokumentów, które nie będą wyłącznie obietnicą.

Ponadto przeprowadzenie transparentnych, otwartych debat z mieszkańcami, a nie zamkniętych spotkań informacyjnych. Dopóki miasto nie powie wprost, dlaczego upiera się przy niszczeniu rejonu Kocich Dołów i nie wykaże dobrej woli do zmiany tej nietrafionej lokalizacji, żadnej akceptacji ze strony mieszkańców nie będzie.

Miło by również było mieć zapewnienie o przyszłych projektach czy decyzjach, które ochronią Kocie Doły i zapewnią spokojny teren do rekreacji dla przyszłych pokoleń oraz realną ochronę okolicznego środowiska i przyrody.

Beata Spychała

Działka pod planowaną biokompostownię, w tej chwili teren sortowni odpadów, przy ul. Chemików w Luboniu fot. Rafał Wojtyniak
Idź do oryginalnego materiału