Coraz więcej wskazuje na to, iż rozpoczynające się właśnie El Niño będzie najsilniejszym od co najmniej 150 lat. Co gorsza, dotychczasowy rekord może zostać bardzo znacznie pobity. To cykliczne i naturalne zjawisko, nakładając się na spowodowaną przez człowieka zmianę klimatu, prawdopodobnie spowoduje również rekordowy wzrost średniej temperatury Ziemi.
W najbliższym czasie możemy spodziewać się też ekstremalnych zjawisk pogodowych, które w wielu częściach świata będą miały dewastujący wpływ na gospodarkę, a zwłaszcza rolnictwo. Przypomnijmy, iż El Niño to powtarzająca się co kilka lat jedna z faz tzw. cyklu ENSO (El Niño–Southern Oscillation), obejmującego okresowe zmiany temperatury powierzchni oceanu w równikowej części Pacyfiku. Konsekwencje, które za sobą niesie, odczuwa niemal cały świat.
- Czytaj także: 40 st. C, a miasta jak nagrzane pułapki. W Europie „gotuje” się też morze
Zagrożenie coraz bardziej wyraźne i pewne
W największym skrócie, globalnie El Niño prowadzi do wzrostu średniej temperatury Ziemi. Lokalnie wpływa natomiast na pogodę. W jednych częściach świata powoduje rekordowe susze i fale upałów, w innych zaś ogromne opady, a w konsekwencji powodzie. To oczywiście może mieć bardzo poważne konsekwencje choćby dla produkcji żywności i bezpieczeństwa żywnościowego.
Od wielu tygodni dochodzą do nas ostrzeżenia przed kolejną odsłoną El Niño, które właśnie się rozpoczyna w rejonie tropikalnego Oceanu Spokojnego i potrwa przynajmniej do kwietnia 2027 – i które tym razem ma być wyjątkowo silne.
W miarę upływu czasu naukowcy mają jednak coraz więcej danych i coraz większą pewność, iż nadchodzące El Niño faktycznie będzie rekordowe. Co więcej, ma szansę bardzo znacznie pobić dotychczasowy rekord. Jak bardzo? W trakcie El Niño rośnie temperatura wód powierzchniowych położonej w pobliżu równika części Oceanu Spokojnego. Dotychczasowy rekord (a adekwatnie rekordy, jeden z lat 2015–2016, drugi z lat 70. XIX wieku) przekładał się na wzrost o ok. 2,75 st. C. Tym razem spodziewamy się, iż temperatura wód powierzchniowych wzrośnie choćby o 3,6 st. C.
Niech was nie zmylą te pozornie małe liczby. Zważywszy na wysokie ciepło adekwatne wody i ogromną ilość wody w oceanach, wzrost temperatury powierzchni morza o 2-3 st. C oznacza, iż z oceanu do atmosfery przepływa ogromna ilość energii cieplnej – ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Przed nami rekordy temperatur. Pogoda wpływa na gospodarkę
Jedną z nich jest dodatkowe podbicie średniej temperatury globu – i tak rekordowo wysokiej z powodu zmiany klimatu wynikającej z działalności człowieka. Kombinacja El Niño i antropogenicznego globalnego ocieplenia sprawi, iż w 2027 roku wzrost średniej temperatury Ziemi może osiągnąć 1,7 st. C (w porównaniu z epoką przed-przemysłową). Istnieje zresztą spore prawdopodobieństwo, iż już w ciągu najbliższych kilku miesięcy El Niño podniesie średnią globalną temperaturę na tyle, by także obecny rok okazał się najgorętszym w historii pomiarów.
Znów, niech Was nie zmyli podana wyżej wartość – niecałe dwa stopnie. Mówimy bowiem o wzroście średniej temperatury naszej planety. Ale lądy ogrzewają się szybciej niż oceany. I na przykład średnia temperatura na terytorium naszego kraju wzrosła już o około 3 st. C. Skutki widać gołym okiem. Przypomnijmy, iż w Porozumieniu Paryskim z 2015 roku mówi się – nie bez powodu – o konieczności ograniczenia wzrostu średniej temperatury Ziemi do 1,5 st. C.
Jednym ze skutków dotychczasowego poziomu ocieplenia była choćby fala upałów, która w tym roku dotknęła Zachodnią Europę i na chwilę zawitała też do naszego kraju. To również gigantyczne pożary, trawiące tego lata lasy Francji i Hiszpanii.
W najbliższych miesiącach to jednak raczej nie Europa, a kraje Globalnego Południa, będą najbardziej dotknięte przez anomalie pogodowe. A charakterystyczne dla El Niño fale upałów, susze, powodzie i pożary lasów będą miały również poważne konsekwencje gospodarcze i społeczne.
Oszacowano, iż zjawiska El Niño z lat 1982–1983 i 1997–1998 doprowadziły do globalnych strat dochodów sięgających odpowiednio 4,1 oraz 5,7 biliona dolarów. jeżeli te szacunki i metodologia, na jakiej się opierają, są wiarygodne, to najbliższe takie zjawisko w okresie 2026/2027 może do 2032 roku kosztować światową gospodarkę choćby 10 bilionów dolarów.
Anomalia temperatury globalnej według miesiąca kalendarzowego dla wszystkich roku od 1850 r.. Źródło: berkeleyearth.orgCzy światu grozi głód?
Tak naprawdę mówimy tu o czymś dużo poważniejszym niż pieniądze, straty – choćby i bardzo znaczne – w gospodarce czy załamujące się wskaźniki ekonomiczne. Istnieją uzasadnione obawy, iż dużej części świata grozi głód.
Możecie powiedzieć, iż nie ma co panikować, skoro przy ostatnim silnym El Niño (2015/2016) do żadnej tragedii nie doszło. Jednak po pierwsze, dziś – dekadę później – świat jest zauważalnie cieplejszy, więc jakikolwiek dodatkowy wzrost temperatury jest tym bardziej niebezpieczny. Po drugie, jak już prawie na pewno wiemy, zaczynające się właśnie El Niño będzie znacznie silniejsze niż to dziesięć lat temu.
Po trzecie, dziś istotną rolę odgrywa też czynnik, którego dekadę temu nie było. Zakończona niedawno wojna na Bliskim Wschodzie wciąż ma wpływ na globalną produkcję żywności. A to ze względu na zaburzenie łańcuchów dostaw nawozów azotowych (przede wszystkim mocznika) oraz podstawowego surowca do produkcji mocznika – gazu ziemnego. To oczywiście przełożyło się w wielu częściach świata na mniejszą dostępność i wyższe ceny nawozów. To z kolei zmniejsza ich użycie i prowadzi do spadku plonów.
Warto tu przypomnieć, iż w latach 1876–1878 wyjątkowo silne El Niño było jednym z głównych czynników, które doprowadziły do jednej z największych klęsk głodu w historii ludzkości. Według niektórych szacunków życie straciło ponad 50 milionów ludzi, co stanowiło 3 do 4 procent ówczesnej globalnej populacji. O skali tragedii zadecydowała jednak nie tylko pogoda (susze), ale też uwarunkowania społeczne i polityczne. jeżeli nigdy o tej klęsce głodu nie słyszeliście, to być może jest tak z bardzo prozaicznego powodu: najbardziej dotknięte zostały wtedy Chiny, Indie i Brazylia, zaś Europa nie ucierpiała.
Ucierpi nie tylko rolnictwo
Skutki obecnego El Niño nie ograniczą się jednak oczywiście do bezpośredniego wywoływania problemów społecznych i gospodarczych, choćby przez wpływ na produkcję żywności. Zjawisko to odbije się także na ekosystemach lądowych i oceanach, między innymi osłabiając ich zdolność do pochłaniania dwutlenku węgla z atmosfery. A to bardzo zła wiadomość. Oznacza bowiem, iż przy podobnych globalnych emisjach rok do roku (ok. 37 mld ton CO2 ze spalania paliw kopalnych, plus kilka miliardów ton związanych m. in. z wylesianiem), znacznie więcej dwutlenku węgla pozostanie w atmosferze. To z kolei oznacza szybsze tempo zmiany klimatu. Nie jest to bynajmniej scenariusz hipotetyczny. Z dokładnie taką sytuacją mieliśmy do czynienia w latach 2023-2024.
Co gorsza, jest to przykład tzw. dodatniego sprzężenia zwrotnego: im cieplej, tym szybciej przyrasta stężenie dwutlenku węgla w atmosferze, a im szybciej ono przyrasta, tym szybciej ociepla się nasza planeta.
Podwyższona temperatura wód stanowi również poważne zagrożenie dla raf koralowych, które pod wpływem długotrwałego stresu cieplnego ulegają bieleniu. jeżeli podwyższona temperatura wody utrzymuje się zaś wystarczająco długo, może doprowadzić do masowego obumierania koralowców.
El Niño wpływa na klimat. A czy zmiana klimatu wpływa na El Niño?
Jednak tegoroczne El Niño – które pojawiło się zaledwie dwa lata po poprzednim – ma jeszcze inny, bardzo niepokojący aspekt. Mianowicie może świadczyć o trwałej zmianie charakteru cyklu ENSO. Oznaczałoby to, iż wskutek wywołanej przez człowieka zmiany klimatu epizody El Niño będą stawały się coraz częstsze i silniejsze, kosztem fazy neutralnej ENSO oraz jego chłodnej fazy La Niña. Innymi słowy: naukowcy od dawna wiedzą, iż El Niño nasila skutki globalnego ocieplenia. Pytanie brzmi jednak, czy zależność ta działa już również w drugą stronę. Póki co, jeszcze tego nie wiemy.
Niemniej, wiele modeli klimatycznych przewiduje, iż postępujące globalne ocieplenie spowodowane działalnością człowieka doprowadzi w XXI wieku do zmiany średniego stanu układu ENSO. W rezultacie, El Niño będzie występować częściej i osiągać większą intensywność. Wciąż jednak trwa dyskusja, czy pierwsze oznaki tej tendencji są już widoczne w danych klimatycznych.
„Nowa normalność”, czyli co?
Szybciej, niż większość z nas sądzi, destabilizacja ziemskiego systemu klimatycznego może wywrócić naszą cywilizację jak domek z kart. A jednak wciąż tak wielu ludzi tego wszystkiego nie widzi i nie wie, albo wiedzieć (i widzieć) nie chce. Tak na poziomie jednostek, jak i na poziomie całych społeczeństw, zwykle żyjemy i zachowujemy się tak, jakby to wszystko, o czym właśnie przeczytaliście, działo się na innej planecie.
Ekstremalne zjawiska pogodowe, jakie w najbliższych miesiącach najpewniej przyniesie zmiana klimatu spotęgowana przez El Niño, pozwolą nam boleśnie przekonać się, czym jest „nowa normalność” klimatyczna. To, co dziś wciąż wydaje się wyjątkowe, stanie się codziennością.
Oby to, co najpewniej stanie się w ciągu najbliższych miesięcy, okazało się wreszcie dzwonkiem alarmowym wystarczająco głośnym, byśmy zaczęli traktować zmianę klimatu z należytą powagą. I abyśmy zaczęli rzeczywiście robić coś, by ratować przyszłość naszych dzieci.
- Czytaj także: To może być najsilniejsze El Niño w historii. Skutki odczujemy wszyscy
–
Zdjęcie tytułowe: Jolanta Wojcicka/Shutterstock

1 godzina temu









![Większość Polaków wykorzystuje urlop na prace remontowe [RAPORT]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2022/07/paint-brush-g102fd61b4_1280.jpg)



