- Grenlandia potrzebuje Stanów Zjednoczonych - mówił agencji AFP Jeff Landry. Jak dodał specjalny wysłannik Donalda Trumpa, który zakończył swoją pierwszą wizytę na wyspie, USA chcą "ponownie odcisnąć swoje piętno" na ziemi zależnej dziś od Danii. Odniósł się również do tematu zwiększenia tam amerykańskiej obecności.
USA nie odpuszczają Grenlandii. "Czas znów odcisnąć swoje piętno"

- Myślę, iż nadszedł czas, aby Stany Zjednoczone ponownie odcisnęły swoje piętno na Grenlandii - powiedział agencji AFP Jeff Landry. Na koniec swojego pierwszej pierwszej wizyty dodał, iż "wyspa potrzebuje Stanów Zjednoczonych".
Specjalny wysłannik USA, mianowany w grudniu zeszłego roku, od niedzieli przebywał na Grenlandii. W czwartkowym "The Guardian" napisano, iż nie został jednak oficjalnie zaproszony, a jego obecność wywołała kontrowersje na wyspie.
Podsycił je fakt, iż towarzyszył Landry'emu amerykański lekarz, który przybył tam, aby "ocenić potrzeby medyczne" w Grenlandii, o czym powiedział duńskiej stacji telewizyjnej TV2. W lutym Dania i zależna od niej Grenlandia odrzuciły ofertę Donalda Trumpa dotyczącą wysłania okrętu szpitalnego.
Jego załoga miałaby "zająć się wieloma chorymi osobami, które nie są tam objęte opieką". Minister zdrowia Grenlandii Anna Wangenheim skrytykowała decyzję o przyjeździe lekarza. - Nie jesteśmy królikami doświadczalnymi w geopolitycznym projekcie - powiedziała.
USA nie odpuszcza Grenlandii. "Wyspa potrzebuje Stanów Zjednoczonych"
- Myślę, iż widzicie, jak prezydent USA mówi o zwiększeniu operacji związanych z bezpieczeństwem narodowym i ponownym zaludnieniu niektórych baz w Grenlandii - stwierdził Landry. Zdaniem "Guardiana" chodzi o niedawne doniesienia medialne sugerowały, iż Amerykanie zamierzają otworzyć trzy nowe bazy na południu autonomicznego terytorium.
ZOBACZ: Tajne bazy USA na Grenlandii? Media: realizowane są rozmowy
Jak przypomniała gazeta, Donald Trump wielokrotnie argumentował, iż Stany Zjednoczone muszą kontrolować Grenlandię z uwagi na kwestie bezpieczeństwa narodowego. Jego zdaniem w przeciwnym razie wyspa może wpaść w ręce Chin lub Rosji.
Grenlandzki premier Jens-Frederik Nielsen zapewnił na wtorkowej konferencji prasowej, iż przedstawił Landry'emu stanowisko Grenlandii w sporze z Trumpem. - Powtórzyliśmy, iż nie jesteśmy na sprzedaż, to nie podlega negocjacjom - zaznaczył. Nielsen przyznał jednak, iż "nie sądzi, aby dążenia uległy zmianie".
Grenlandia. "Nadszedł czas, by USA odcisnęły swoje piętno na wyspie"
"Grenlandia leży na najkrótszej trasie dla rakiet między Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Uważa się również, iż posiada ona niewykorzystane złoża minerałów ziem rzadkich i może stać się kluczowym atutem w miarę topnienia lodów polarnych i pojawiania się nowych szlaków żeglugowych" - podała brytyjski dziennik.
W szczytowym okresie zimnej wojny USA miały w Grenlandii 17 obiektów wojskowych. Z biegiem lat większość z nich została jednak zamknięta i w tej chwili Amerykanie dysponują tylko jedną - bazą Pituffik.
ZOBACZ: USA z propozycją dla Kuby. "Realna możliwość wyboru"
Pakt obronny z 1951 roku, zaktualizowany w 2004 roku, już teraz pozwala Waszyngtonowi na zwiększenie obecności wojskowej i rozbudowę obiektów wojskowych na wyspie, pod warunkiem uprzedniego poinformowania o tym Danii i Grenlandii. W styczniu Trump wycofał się z groźby przejęcia Grenlandii, a w celu rozpatrzenia jego obaw powołano grupę roboczą złożoną z przedstawicieli USA, Danii i Grenlandii.

1 godzina temu









