Prawie 500 interpelacji w tej kadencji, zarzuty o paraliżowanie pracy urzędu i sprawdzanie pism detektorem AI. Sebastian Bulak od miesięcy jest w centrum sporu o to, gdzie kończy się prawo radnego do kontroli miasta, a zaczyna nadmierne obciążanie urzędników. Teraz postanowił użyć przeciwko magistratowi jego własnej broni. Poprosił o opinię Wydział Prawny UMŁ. I właśnie ona może mocno skomplikować dotychczasową argumentację urzędu...
Bulak pyta o wydatki, umowy, miejskie spółki, inwestycje, delegacje, czy koszty Łódź Summer Festival. I coraz częściej słyszy, iż przygotowanie odpowiedzi wymaga zaangażowania wielu pracowników, więc jej nie otrzyma.
Tak było chociażby przy interpelacji obejmującej 38 szczegółowych pytań o wydatki na sprzątanie, ochronę i catering. W oficjalnej odpowiedzi sekretarz miasta Wojciech Rosicki napisał, iż pytania mają charakter zbliżony do „kompleksowego opracowania o charakterze audytowym”, a ich obsługa mogłaby utrudnić realizację innych zadań. Ostatecznie magistrat poinformował, iż „nie jest w stanie udzielić odpowiedzi” w przewidzianym trybie i terminie.
Bulak podkreśla, iż podobny schemat widzi od lat. Jako kolejny przykład podaje pytania o nieobecności Hanny Zdanowskiej.
- Od 2023 roku pytam, ile dni prezydent Hanna Zdanowska spędza na delegacjach i za każdym razem dostaję w zasadzie tę samą odpowiedź: iż nie da się tego policzyć, bo dane są w różnych komórkach, trzeba zaangażować kilka wydziałów, a przygotowanie zestawienia byłoby zbyt pracochłonne. No to jak to w końcu jest? jeżeli pytania są proste, można odpowiedzieć, ale kiedy zaczynam pytać o konkretne dokumenty i koszty, nagle okazuje się, iż trzeba zaangażować za dużo ludzi. Przecież właśnie po to są interpelacje
- mówi radny.
Najpierw „za dużo roboty”, potem AI
Spór wszedł na jeszcze inny poziom latem tego roku. Urząd zaczął sprawdzać część interpelacji radnych internetowym detektorem treści generowanych przez AI. W przypadku pism Bulaka w oficjalnej korespondencji pojawiały się wyniki wskazujące m.in. 75, 82 czy 87 proc. prawdopodobieństwa użycia sztucznej inteligencji. Magistrat nie miał przy tym ustalonego progu, który przesądzałby o dalszym sposobie potraktowania pisma.
Wojciech Rosicki odmówił odpowiedzi na kilka interpelacji Bulaka, wskazując właśnie na wykorzystanie AI. Temat z miejsca podchwycił przewodniczący Rady Miejskiej Bartosz Domaszewicz. Przygotował choćby projekt apelu zakładającego m.in. zasadę „jedna interpelacja - jedna sprawa” i możliwość pozostawienia niektórych pism bez biegu oraz oznaczanie dokumentów przygotowanych z wykorzystaniem narzędzi generatywnych.
Domaszewicz przekonywał, iż nie chodzi o walkę ze sztuczną inteligencją, ale ostro oceniał skalę produkowania interpelacji przez niektórych radnych.
- Odkąd radni zaczęli prowadzić głupawy wyścig na to, kto napisze ich 400, 800 albo 900, a przy użyciu sztucznej inteligencji mogą zrobić to znacznie szybciej i łatwiej, waga tych interpelacji spadła
- argumentował.
Bulak odbiera tę serię działań zupełnie inaczej. Jego zdaniem urząd na kolejne sposoby próbuje ograniczać jego dociekliwość.
- Jestem radnym opozycji. Nie mam za sobą całego aparatu urzędu i nie mogę zadzwonić do dyrektora wydziału i powiedzieć: „proszę mi przygotować zestawienie”. Moim narzędziem są interpelacje, zapytania, komisje i dokumenty. Dlatego tak pilnuję prawa do informacji, bo bez niej żadnej realnej kontroli nie ma
- twierdzi Sebastian Bulak.
Zapytał prawników miasta
W końcu radny postanowił sprawdzić, czy argumentacja urzędu znajduje potwierdzenie... w samym urzędzie.
19 sierpnia zwrócił się do przewodniczącego Rady Miejskiej o sporządzenie opinii prawnej dotyczącej zasad udzielania odpowiedzi na interpelacje. Dokument przygotował Wydział Prawny UMŁ. I właśnie tu pojawia się paradoks. Prawnicy magistratu napisali wprost:
„Przepisy ustawy o samorządzie gminnym nie przewidują możliwości nieudzielenia odpowiedzi na interpelację w przypadku, gdy nakład pracy wymagany do jej sporządzenia może utrudniać wykonywanie przez urząd gminy jego zadań bieżących.”
Czyli sam fakt, iż odpowiedź wymaga dużych nakładów pracy nie daje podstaw do całkowitej odmowy odpowiedzi.
Opinia zaznacza jednak, iż magistrat nie zawsze musi zmieścić się w 14 dniach. Termin może zostać przekroczony, o ile uzasadnia to charakter, zakres albo złożoność tematu.
- Jako radny mam ustawowe prawo kontrolować działania miasta i zadawać pytania w imieniu mieszkańców. Sama opinia prawna magistratu jasno pokazuje, iż takie podejście nie może być wygodną wymówką do uchylania się od odpowiedzi.
- kwituje radny.
Teraz radny chce, by magistrat wrócił do wszystkich jego wcześniejszych interpelacji, w których nie dostał pełnych odpowiedzi. Właśnie złożył w tej sprawie interpelację...
https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/awantura-o-interpelacje-w-lodzi-chca-nam-kneblowac-usta-poszlo-o-jednego-radnego-pis/NkBHaIkwi2yKVa2z5O4d
35 minut temu














