Prezydent Aleksander Miszalski płaci dziś za błędy urzędników. Tak jak wcześniej Jacek Majchrowski

1 miesiąc temu

Od lat w Krakowie narasta społeczna frustracja związana z komunikacją i sposobem zarządzania miastem. Co istotne – coraz częściej nie jest ona kierowana wobec konkretnych decyzji politycznych obecnego prezydenta, ale wobec skutków wieloletnich zaniedbań, chaosu decyzyjnego i błędów urzędniczych. Dziś ich polityczną cenę płaci Aleksander Miszalski. Wcześniej zapłacił ją Jacek Majchrowski.

Zmęczenie zmianami bez sensu

Przez ostatnie lata mieszkańcy Krakowa byli poddawani nieustannym, często niespójnym zmianom organizacji ruchu. Nowe pasy, likwidacje skrętów, zwężenia jezdni, eksperymenty z ruchem jednokierunkowym, buspasy – wszystko to wprowadzane było fragmentarycznie, bez całościowej wizji i bez realnych konsultacji społecznych. Efekt? Korki większe niż przed „usprawnieniami”, chaos informacyjny i poczucie, iż miasto testuje rozwiązania na żywym organizmie, a przedewszystkim, iż się w tym wszystkim nie liczy z ludźmi. A mieszkańców trzeba po prostu szanować.

Przykłady? Dziesiątki

Mieszkańcy Nowej Huta wielokrotnie alarmowali o problemach po zmianach na głównych arteriach przelotowych, gdzie buspasy i zwężenia wprowadzano bez zapewnienia realnych alternatyw i po latach spokojnej jazdy w korkach stanęła Andresa, Okulickiego, Obrońców Krzyża, Okulickiego, rondo Hipokratesa, Al. Solidarności, Jana Pawła a w ślad za nimi dziesiątki osiedlowych uliczek.

W 2019 roku na osiedlu podwawelskim wprowadzono nową organizację ruchu. Obejmowała ona m.in. wprowadzenie ruchu jednokierunkowego na wielu ulicach osiedla. Zmiany zostały wdrożone bez wcześniejszego uprzedzenia mieszkańców oraz bez przeprowadzenia realnych konsultacji społecznych, co spotkało się z wyraźnym niezadowoleniem kierowców i lokalnej społeczności osiedla. Załamani mieszkańcy wskazywali, iż nowe rozwiązania nie przełożyły się na poprawę bezpieczeństwa ani komfortu życia, a w praktyce utrudniły codzienne poruszanie się po osiedlu, wzrósł poziom hałasu, smród spalin, obniżyło się bezpieczeństwo. Prosili o zmiany, korekty – bez skutku. Frustracja pozostała. Dietla tu też mieszkańcy przegrali z urzędnikami ale frustracja pozostała.

Latami trwała batalia o likwidację buspasa na ul. Mikołajczyka. Powstał w 2023 r. i na dwa lata zakorkował cześć Nowej Huty . Zarząd Dróg Miasta Krakowa usunął pas ruchu przeznaczony wyłącznie dla autobusów na odcinku od przystanku „Dunikowskiego” w kierunku ronda Piastowskiego dopiero po stanowczych protestach mieszkańców i radnych z Bieńczyc i Mistrzejowic, którzy wskazywali, iż po wprowadzeniu buspasa pogorszyła się płynność ruchu, wydłużyły się korki, a także wzrosły hałas i zanieczyszczenie powietrza, ale frustracja pozostała.

Ul. Królewska, zmiany geometrii jezdni i oznaczeń pionowych wywołały gwałtowny sprzeciw mieszkańców i kierowców sęk w tym, iż o tych zmianach dowiedzieli się po remoncie jezdni. W dalszym ciągu mieszkańcy alarmują, iż te zmiany sparaliżowały ruch na Królewskiej w godzinach szczytu, a Lea, Kazimierza Wielkiego i inne mniejsze uliczki po wprowadzeniu ruchu jednokierunkowego są nieprzejezdne, nie ma realnych objazdów. Jest smród, hałas i pozostała frustracja.

Kazimierz i Podgórze – Ul. Grzegórzecka, Plac Wolnica, Szeroka, Krakowska, Miodowa, Kalwaryjska, Limanowskiego, Warneńczyka, Na zjeździe… pozostała frustracja i tak można bez końca. Co zostało – NIEMOC i FRUSTRACJA…. GNIEW

I tak wprowadzane na siłę zmiany w układzie komunikacyjnym stają się od wielu lat przyczyną napięć społecznych wywoływanych decyzjami urzędników, które są wprowadzane bez odpowiedniej informacji, dialogu z mieszkańcami oraz jasnego uzasadnienia podejmowanych decyzji.

Strefa Czystego Transportu – fatalne wdrożenie

Kulminacją problemów stało się wprowadzenie Strefy Czystego Transportu. Sama idea ograniczania ruchu najbardziej emisyjnych pojazdów ma poparcie dużej części krakowian. Problemem nie jest „co”, ale „jak”.

STC została wprowadzona bez rzetelnej, długofalowej kampanii informacyjnej. Mieszkańcy i osoby dojeżdżające do miasta przez wiele miesięcy nie wiedziały, czy i na jakich zasadach będą mogli poruszać się po Krakowie. Zamiast spokojnego tłumaczenia – pojawiły się emocjonalne komunikaty, sprzeczne interpretacje przepisów i wrażenie, iż urząd reaguje dopiero wtedy, gdy wybucha kryzys.

To właśnie na tym etapie wyraźnie zabrakło dialogu. A jego brak zawsze wypełniają plotki, dezinformacja i gniew.

Urzędnik znika, prezydent zostaje

Za politykę transportową i komunikacyjną w Krakowie odpowiada kilka podmiotów; Wydział Gospodarki Komunalnej i Infrastruktury na którego czele stoi dyrektor Piotr Szymański, Miejski Inżynier Ruchu Michał Mikołajczyk (to kluczowy, ale mało widoczny decydent, który zatwierdza wszystkie istotne zmiany w organizacji ruchu, mające bezpośredni wpływ na codzienne życie mieszkańców), Zarząd Dróg Miasta Krakowa, którego dyrektorem od niedawna jest sprawny urzędnik Jarosław Tabor (w tym przypadku pozytywne zmiany widać było od razu po objęciu funkcji), a także Zarząd Transportu Publicznego, na którego czele stoi znany wszystkim kierowcą w Krakowie dyrektor Łukasz Franek. Dziś oni wszyscy są praktycznie nieobecni w debacie publicznej. Nie tłumaczą decyzji, nie biorą na siebie ciężaru krytyki, nie wychodzą do mieszkańców. Instytucje – jak to często bywa – rozpłynęła się w anonimowości.

Tymczasem gniew społeczny nie znosi próżni. Skoro nie ma urzędnika, który wyjaśnia i bierze odpowiedzialność, całość emocji spada na prezydenta miasta. Tak było w końcówce rządów Jacka Majchrowskiego i to była główna przyczyna, dlaczego nie wystartował na kolejną kadencje. Po prostu za późno się zorientował w jakie maliny wsadzili go urzędnicy i nie było już czasu w zmiany decyzji. I dokładnie ten sam mechanizm obserwujemy dziś wobec Aleksandra Miszalskiego, który dwoi się i troi. Organizuje „ławeczki dialogu”, próbuje się spotykać z mieszkańcami i co? I nic – frustracja narasta. Bo musi tłumaczyć fatalne decyzje urzędników.

Systemowy problem, nie personalny

Diagnoza systemowa brzmi tak – Kraków od lat ma problem z kulturą zarządzania, decyzje zapadają w wąskim gronie urzędniczym, konsultacje społeczne są pozorne lub spóźnione, komunikacja z mieszkańcami jest reaktywna, a nie wyprzedzająca, odpowiedzialność polityczna i urzędnicza nie idą w parze.
W tak skonstruowanym systemie każdy kolejny prezydent będzie „twarzą” cudzych błędów.

Czas na zmianę podejścia

Jeśli Aleksander Miszalski ma nie powtórzyć losu swojego poprzednika, konieczna jest zasadnicza zmiana filozofii zarządzania miastem. Mniej eksperymentów bez zaplecza, więcej rozmowy. Mniej komunikatów pisanych pod urząd, więcej języka zrozumiałego dla mieszkańców. I wreszcie – realna odpowiedzialność urzędnicza, a nie chowanie się za strukturą.

Bo Kraków nie jest poligonem doświadczalnym. A mieszkańcy – coraz bardziej zmęczeni – jasno dają do zrozumienia, iż frustracja też ma swoje granice. Pytanie jak duże…

Kazimierz Krakowski

Idź do oryginalnego materiału