To koniec 800 plus? Współtwórca programu chce drastycznych zmian

1 godzina temu

Wprowadzone w pierwszej połowie 2016 roku świadczenie, które z czasem ewoluowało z wersji 500 plus do obecnego 800 plus, miało jedno najważniejsze zadanie: odwrócić negatywne trendy demograficzne i realnie wpłynąć na wzrost liczby narodzin w Polsce. Pieniądze trafiające do rodziców i opiekunów miały służyć zabezpieczeniu potrzeb nieletnich, rozwijaniu ich pasji oraz podnoszeniu komfortu życia.

Jednak po latach funkcjonowania programu pojawiają się głosy o potrzebie jego całkowitego przeorganizowania. Bartosz Marczuk, były wiceminister rodziny i współtwórca popularnego świadczenia, w rozmowie z „Rzeczpospolitą” otwarcie przyznał, iż mimo ewidentnej poprawy sytuacji materialnej wielu rodzin, program ostatecznie nie przyniósł oczekiwanego skoku demograficznego ani wyższego przyrostu naturalnego.

Bon mieszkaniowy zamiast gotówki. Pieniądze miałyby być „znaczone”

W opinii Bartosza Marczuka dotychczasowy model wypłacania środków wymaga gruntownej przebudowy. Zamiast regularnych przelewów rzędu 800 zł miesięcznie, które mogą zostać spożytkowane na dowolne cele bieżące, państwo powinno zaoferować rodzinom specjalny bon mieszkaniowy.

Zasada działania takiego instrumentu opierałaby się na tzw. pieniądzach „znaczonych”. Oznaczałoby to, iż beneficjenci mogliby spożytkować przyznane fundusze wyłącznie na ściśle określone cele związane z posiadaniem lub zakupem nieruchomości. Takie rozwiązanie pomogłoby rodzinom w unikaniu zaciągania wysokich kredytów hipotecznych, dając im alternatywę w postaci finansowego wsparcia na wkład własny, prace remontowe czy zakup materiałów budowlanych.

– Po raz pierwszy nie wysyłalibyśmy gremialnie ludzi do banków, tylko dalibyśmy im „znaczone” pieniądze, które mogliby przeznaczyć na wkład własny przy kupnie mieszkania, albo na remont nieruchomości, albo na materiały budowlane w markecie – tłumaczył Bartosz Marczuk.

Nawet 100 tysięcy złotych na trzecie dziecko

Według koncepcji byłego wiceministra nowe rozwiązanie powinno być wymiernie skorelowane z polityką prorodzinną i wsparciem tych, którzy chcą powiększyć rodzinę, ale powstrzymują ich bariery bytowe. Marczuk zauważa, iż gotowość do posiadania większej liczby potomstwa w społeczeństwie przez cały czas istnieje, jednak napotyka na twarde przeszkody ekonomiczne.

– Ludzie co do zasady chcą mieć więcej dzieci, niż mają, tylko jest wiele powodów, które im to utrudniają. Jednym z nich jest sytuacja życiowo-materialna – wskazał ekspert.

W ramach proponowanego mechanizmu na konkretne wsparcie mogłyby liczyć przede wszystkim rodziny wielodzietne oraz te, które z różnych przyczyn zrezygnowały z posiadania trzeciego lub kolejnego dziecka. Bon mieszkaniowy w wysokości sięgającej do 100 tysięcy złotych przysługiwałby rodzicom za urodzenie trzeciej pociechy.

Kto zapłaci za zmiany? Powrót kryterium dochodowego

Tak ambitny program musiałby pociągnąć za sobą ogromne koszty dla budżetu państwa. Szacunki wskazują, iż realizacja pomysłu z bonami mieszkaniowymi kosztowałaby około 20 miliardów złotych rocznie.

Aby sfinansować tak szeroko zakrojoną reformę bez nadwyrężania finansów publicznych, konieczne byłoby – zdaniem współtwórcy programu – przywrócenie kryterium dochodowego w odniesieniu do pierwszego dziecka. W praktyce oznaczałoby to, iż zamożniejsze gospodarstwa domowe otrzymywałyby podstawowe świadczenie dopiero od drugiego i każdego kolejnego dziecka, podczas gdy najbogatsi traciliby do niego prawo na najstarszą pociechę.

Idź do oryginalnego materiału