Szokujący poniedziałek – jak Iran wywołuje zamieszanie na rynkach

5 godzin temu

W środku wojny Iran próbuje budować zaufanie – ale najwyraźniej bezskutecznie. Rzecznik irańskiej armii zaprzeczył doniesieniom o zablokowaniu przez jego kraj Cieśniny Ormuz. „Nie zablokowaliśmy Cieśniny Ormuz” – powiedział

W środku wojny Iran próbuje budować zaufanie – ale najwyraźniej bezskutecznie. Rzecznik irańskiej armii zaprzeczył doniesieniom o zablokowaniu przez jego kraj Cieśniny Ormuz. „Nie zablokowaliśmy Cieśniny Ormuz” – powiedział Abolfazl Shekarchi w państwowej telewizji. Oświadczył, iż wszystkie statki mają prawo przepływać – z wyjątkiem jednostek amerykańskich i izraelskich. „Nie mają tam żadnego interesu” – powiedział Shekarchi. Jednocześnie przyznał, iż nie można zagwarantować, iż wszystkie statki nie napotkają problemów.

Ostatnia część oświadczenia jest kluczowa. Rzeczywiście, dzięki kontroli nad Cieśniną Ormuz, Iran posiada znaczącą kartę przetargową w wojnie z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. Prawie żaden cywilny tankowiec nie odważa się w tej chwili przepłynąć przez cieśninę, przez którą w czasie pokoju transportowana jest zdecydowana większość eksportu ropy naftowej i gazu z regionu Zatoki Perskiej. Według amerykańskich obserwatorów wojennych, ruch statków na tym kluczowym dla międzynarodowego handlu energią szlaku uległ zmniejszeniu o około 90 procent. Tak długo, jak pozwolą na to możliwości militarne Iranu, będzie on przez cały czas podejmował próby zakłócania żeglugi w tym miejscu, napisał w analizie sytuacji Amerykański Instytut Studiów Wojennych (ISW). Działania w Cieśninie Ormuz są częścią irańskiej strategii, mającej na celu przerzucenie kosztów wojny również na państwa Zatoki Perskiej.

W rzeczywistości jednak miliony konsumentów na całym świecie pośrednio płacą teraz rachunek. W ciągu weekendu sytuacja na rynku ropy naftowej dramatycznie się zaostrzyła, co spowodowało gwałtowny wzrost cen ropy, które rosły już od początku wojny. Cena baryłki (159 litrów) ropy Brent z Morza Północnego wzrosła w nocy z poniedziałku na wtorek aż o 29 procent, przekraczając granicę 100 dolarów i osiągając prawie 120 dolarów . Choć nie udało się utrzymać tego poziomu, to i tak była o 15 procent wyższa niż w piątek, osiągając rano 107 dolarów.

Spowodowało to wzrost ceny benchmarku dla większości gatunków ropy naftowej sprzedawanych na świecie do najwyższego poziomu od lata 2022 r. Od początku wojny z Iranem, która miała miejsce nieco ponad tydzień temu, wzrost wyniósł prawie 50 procent.

Jakby tego było mało, cena gazu rośnie niemal pionowo . Na giełdzie w Amsterdamie cena referencyjnego kontraktu terminowego na gaz ziemny TTF z dostawą w ciągu jednego miesiąca wzrosła o około 30 procent do 69,50 euro za megawatogodzinę (MWh) na początku sesji w poniedziałek. Na początku sesji cena nieznacznie spadła do 61,80 euro. przez cały czas jest to około 16 procent więcej niż w piątek.

Konsekwencje: niepewność na rynkach finansowych i wśród konsumentów. Ceny paliw na stacjach benzynowych rosną od kilku dni. A ceny akcji na giełdach gwałtownie spadają.

Po tym, jak giełdy w Azji załamały się na początku tygodnia, również w Niemczech gwałtownie spadły. Oprócz zawirowań na rynku ropy naftowej, uwaga skupia się również na mianowaniu przez Iran Mudżtaby Chameneiego (56), syna zamordowanego ajatollaha Alego Chameneiego, nowym przywódcą. Szybkie zakończenie wojny i normalizacja produkcji ropy naftowej w regionie pozostają zatem wysoce nieprawdopodobne.

Wiodący niemiecki indeks giełdowy, DAX, spadł początkowo o 2,7% do 22 964 punktów w poniedziałek rano. W pewnym momencie indeks osiągnął dziesięciomiesięczne minimum na poziomie 22 927 punktów. Później indeks odrobił straty i przekroczył granicę 23 000 punktów.

Obawy inwestorów giełdowych są oczywiste: jeżeli wojna się przedłuży, ceny ropy i gazu prawdopodobnie utrzymają się na wysokim poziomie, a choćby wzrosną. To prawdopodobnie podniesie globalną inflację i koszty produkcji, co ostatecznie utrudni wzrost gospodarczy.

Blokada morska w Cieśninie Ormuz to nie jedyny powód wzrostu cen ropy naftowej i gazu. Istotną rolę odgrywają również ataki Iranu na państwa sąsiednie i ich instalacje naftowe i gazowe. Kilka dni temu Katar ogłosił stan „siły wyższej”. Deklaracja ta prawnie zwalnia umawiającą się stronę z obowiązku dostaw. Katar jest jednym z największych producentów skroplonego gazu ziemnego (LNG) i pokrywa około jednej piątej światowego zapotrzebowania. Eksport LNG z tego arabskiego kraju został wstrzymany na około tydzień w wyniku wojny z Iranem.

Minister energii Kataru Saad al-Kaabi (59) ostrzegł w wywiadzie dla „Financial Times” przed poważnymi konsekwencjami wojny dla dostaw surowców energetycznych z regionu. Obawiał się, iż wszystkie państwa wydobywające ropę naftową w Zatoce Perskiej mogą wstrzymać produkcję w ciągu kilku tygodni. Według ministra, mogłoby to doprowadzić do wzrostu ceny ropy choćby do 150 dolarów amerykańskich.

Tymczasem Bahrajn stał się kolejnym krajem produkującym ropę naftową, który poszedł w jego ślady. Po kolejnym irańskim ataku na rafinerię w tym kraju, państwowa spółka naftowo-gazowa Bapco Energies również ogłosiła stan „siły wyższej” dla swoich dostaw. Chociaż Bahrajn jest najmniejszym producentem ropy naftowej wśród państw Zatoki Perskiej, jest członkiem sojuszu naftowego OPEC+. To małe królestwo czerpie dochody z ropy naftowej z dwóch złóż na terenie kraju.

Główny watażka w Zatoce Perskiej, prezydent USA Donald Trump (79), stara się bagatelizować gwałtowne wzrosty cen. „Krótkoterminowe ceny ropy naftowej, które gwałtownie spadną po zakończeniu irańskiego zagrożenia nuklearnego, to bardzo niska cena za bezpieczeństwo i pokój USA i świata” – napisał w poniedziałek wieczorem na swojej platformie Truth Social. „Tylko głupcy mogliby sądzić inaczej!”

Trump może obserwować rozwój sytuacji na rynku ropy naftowej z względnym spokojem. Podczas gdy ceny ropy naftowej, gazu i paliw również rosną w USA, kraj ten stał się w tej chwili największym producentem ropy naftowej na świecie, a zatem gospodarka amerykańska również korzysta na tym rozwoju.

Inni jednak traktują tę sprawę poważniej. „Świat doświadcza w tej chwili największej przerwy w produkcji ropy naftowej w historii, a także ogromnego wstrząsu na globalnych rynkach gazu” – pisze ekspert branżowy i autor Daniel Yergin (79) w artykule gościnnym dla Financial Times zatytułowanym „Czy to horror dla globalnego zaopatrzenia w energię?”. Yergin ostrzega jednak, iż jeszcze do tego nie doszło. W końcu główne kraje konsumenckie, takie jak Chiny, a także zachodnie kraje uprzemysłowione, zgromadziły znaczne rezerwy.

To właśnie te rezerwy mogą teraz być faktycznie potrzebne krajom, a dyskusja na ten temat maiało się odbyć w poniedziałek. Ministrowie finansów państw G7 zamierzają wykorzystać w tym celu wcześniej uzgodnione wirtualne spotkanie. „Możliwe jest sięgnięcie po rezerwy strategiczne” – poinformowały źródła rządowe we Francji. „Financial Times” poinformował, iż Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) ma koordynować działania.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) wymaga od swoich członków utrzymywania rezerw ropy naftowej odpowiadających co najmniej 90-dniowemu importowi netto. Ma to na celu złagodzenie skutków szoków cenowych lub niedoborów podaży, takich jak te wynikające z przedłużającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Francja zwołała w zeszłym tygodniu spotkanie ministrów finansów i prezesów banków centralnych państw G7. Francuski minister finansów Roland Lescure (59) powiedział: „W konflikcie, który w tej chwili ogranicza się do jednego regionu, ale ma globalne reperkusje, musimy oczywiście skoordynować nasze działania”. Wydarzenia minionego weekendu potwierdziły jego rację.

Idź do oryginalnego materiału