Śnięcie ryb w Stańkowie. Katastrofa ekologiczna czy tylko incydent?

wschodni24.pl 2 godzin temu

W zbiorniku wodnym w Stańkowie (gmina Chełm) doszło do masowego śnięcia ryb. Sprawa stała się tematem gorącej debaty podczas posiedzenia Komisji Rodziny, Zdrowia i Ochrony Środowiska Rady Miasta Chełm. W centrum sporu znalazła się ocena skali zdarzenia – jedni mówią o poważnej katastrofie ekologicznej, inni – o jednorazowej awarii bez długofalowych skutków.

Według radnego powiatowego Marcina Łopackiego, związanego z Wodami Polskimi, sytuacja jest dramatyczna. – Nie możemy mówić o incydencie. To była klasyczna katastrofa ekologiczna – podkreślał podczas komisji. W jego ocenie z rzeki i zbiornika Stańków zniknęło blisko 10 ton ryb, a zanieczyszczenie wody trwało znacznie dłużej, niż twierdzi zarządca miejskiej oczyszczalni. – Woda była czarna, gęsta, śmierdząca. Rzeka poniżej wylotu jest martwa, a sam Stańków przypominał zupę – relacjonował.

Zdaniem Łopackiego, ścieki zawierały tzw. osad czynny, co miało skutkować natychmiastowym zdewastowaniem środowiska wodnego. Radny przekazał, iż zdjęcia i nagrania dokumentujące zdarzenie zostały już złożone do prokuratury. – Tłumaczenia o „przydusze” są próbą zatuszowania skali problemu. Nie ma na to zgody – grzmiał.

Odmienne stanowisko zaprezentował prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej, Jakub Oleszczuk. Jak tłumaczył, źródłem problemu była awaria sondy radarowej w kolektorze burzowym. Urządzenie nie zareagowało prawidłowo podczas gwałtownej ulewy, co doprowadziło do przelania się mieszanki ścieków do rzeki. – Po kilkunastu minutach sytuacja została opanowana. manualnie uruchomiono pompy, by zatrzymać dalszy wyciek – mówił prezes.

Oleszczuk zaznaczył, iż wszystkie parametry oczyszczonych ścieków były zgodne z normami. – Mówimy o jednorazowym incydencie, nie o systemowym zagrożeniu. Zbiornik Stańków od dawna jest zamulony, a jego głębokość użytkowa nie przekracza półtora metra. W takich warunkach przy dużym napływie wód opadowych problemy są nieuniknione – dodał.

Do sprawy odniósł się także przewodniczący komisji, radny Łukasz Krzywicki. – Oczekujemy pełnej transparentności ze strony MPGK. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co się wydarzyło, i czy zagrożenie zostało trwale usunięte – zaznaczył.

Sytuacja w Stańkowie budzi duże emocje zarówno wśród radnych, jak i mieszkańców. Czy doszło do poważnej katastrofy, czy może była to jednorazowa awaria? Na ostateczne wnioski trzeba będzie poczekać do zakończenia postępowań prowadzonych przez adekwatne instytucje, w tym Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska oraz prokuraturę.

Idź do oryginalnego materiału