Zima wraca do Europy? Pogodowy rollercoaster nad Polską

1 dzień temu

Polskę pokrył śnieg, a temperatury nocami spadają choćby do -15 st. C. Nagły atak zimy, od której się odzwyczailiśmy, budzi różne emocje. Czy naprawdę czeka nas ochłodzenie w dobie globalnego ocieplenia i o co tak naprawdę chodzi?

Z odpowiedzią przychodzi bardzo realny scenariusz zaniku Atlantyckiej Południowej Cyrkulacji Wymiennej (AMOC). Badania pokazują, iż może się to stać szybciej, niż myślimy. Globalna temperatura dwa lata temu przekroczyła poziom 1,5 st. C względem epoki przedprzemysłowej. To było sytuacja chwilowa, ale nie ma miesiąca, by gdzieś nie padały rekordy ciepła. Miało to oczywiście swoje konsekwencje, które szeroko opisywaliśmy. Globalne ocieplenie nie ustanie choćby po szybkiej dekarbonizacji światowej gospodarki. Klimat przez tysiące lat pozostanie cieplejszy niż w XX wieku, a to będzie rodziło dalsze problemy.

Nie jesteśmy Syberią

Jednym z takich problemów, który powinien nas szczególnie niepokoić, jest AMOC, czyli atlantycka część cyrkulacji termohalinowej – globalnego „pasa”, który rozprowadza ogromne masy wód morskich po całym świecie. Dzięki temu na Ziemi nie występują tak silne różnice temperatur. Obszary równikowe nie nagrzewają się do skrajnych wartości, a regiony położone bliżej biegunów nie stają się przesadnie zimne. To właśnie dlatego Europa ma znacznie łagodniejszy klimat niż wschodnia Syberia, mimo podobnej szerokości geograficznej. I to właśnie ta zależność może stać się powodem do poważnych obaw.

Schemat cyrkulacji oceanicznej na Atlantyku AMOC. Prądy powierzchniowe są pokazane kolorem czerwonym, głębinowe niebieskim, pokrywa lodowa zimą białym. Źródło: Nature

Czeka nas scenariusz rodem z filmu „Pojutrze”?

Niedawne badania opublikowane w Nature Geoscience, sugerują, iż przy wzroście globalnej temperatury o 2 st. C AMOC może osłabnąć choćby o jedną trzecią w porównaniu z ubiegłym stuleciem. Oznacza to, iż poważne osłabienie tego systemu może nastąpić już w połowie XXI wieku.

Są to oczywiście wyniki modelowe, ale naukowcy coraz częściej wskazują konkretne ramy czasowe. Kluczowym elementem analiz jest tempo topnienia lodowców Grenlandii i Antarktydy. Jednym z czynników decydujących o sile AMOC jest ilość wody roztopowej trafiającej do Atlantyku. To właśnie dalsze ocieplenie stref polarnych będzie determinować tempo tego procesu.

– Społeczność naukowa jest przez cały czas bardzo podzielona w tej kwestii. Pierwszym aspektem jest to, iż uzyskanie dokładnych szacunków dodatkowego topnienia i zrzutu lodu jest trudne. Poza tym istniało również przekonanie, iż strumień zrzutu byłby zbyt mały, aby wpłynąć na system – zauważa Laurie Menviel, paleoklimatolożka z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii w Sydney, cytowana w Live Science.

Eksperci nie są w stanie dokładnie przewidzieć, jak gwałtownie będą topnieć lodowce. Po drodze mogą uruchomić się mechanizmy spowalniające, takie jak wzrost zachmurzenia w strefach polarnych, który latem ogranicza topnienie lodu. Mimo to perspektywa poważnego osłabienia AMOC pozostaje realna.

Możliwe jest, iż cyrkulacja zacznie gwałtownie zanikać dopiero w świecie cieplejszym o 3–4 st. C, gdy topnienie osiągnie odpowiednią skalę. Przykładem jest zdarzenie z początku holocenu, kiedy ogromne ilości wody z jeziora Agassiz przelały się do Atlantyku. W wyniku pęknięcia lądolodu plejstoceńskiego około 9500 kmł wody trafiło do oceanu w ciągu kilkunastu miesięcy, prowadząc do zatrzymania AMOC i ochłodzenia zwanego Młodszy Dryas.

Obecne tempo utraty lodu z lądolodów jest wielokrotnie mniejsze – stanowi mniej niż 10 proc. tamtej objętości. Choć wraz z ocieplaniem klimatu tempo to będzie rosło, jednak wciąż pozostanie znacznie słabsze niż podczas wydarzeń sprzed tysięcy lat.

Południowo-zachodnia Europa ma powody do obaw?

Należy się więc martwić o tę nieodległą perspektywę, na co zwraca uwagę jeden z naukowców.

– Powiedziałbym jednak, iż większość ludzi uważa, iż wywołanie prawdziwego wyłączenia (AMOC – przyp. red.) wymagałoby znacznego globalnego ocieplenia – rzędu 3 lub 4 stopni. Moglibyśmy całkiem dobrze zminimalizować to ryzyko, ograniczając ocieplenie do poniżej 2 stopni – mówi prof. Stefan Rahmstorf z Uniwersytetu Poczdamskiego, cytowany przez Centrum Adaptacji Klimatycznej. – Ale jeżeli przez cały czas będziemy podążać obecną ścieżką i zmierzać w kierunku trzech lub więcej stopni, wówczas stanie się to naprawdę poważnym zmartwieniem – ostrzega.

Co by się wtedy stało? Badania wskazują na wyraźne ochłodzenie klimatu w Europie i Ameryce Północnej.

Zmiany temperatur po zaniku AMOC. Źródło: The Conversation

Regiony pozostające pod wpływem Golfsztromu, czyli Prądu Zatokowego, mogłyby doświadczyć gwałtownego spadku temperatur w krótkim czasie. Szczególnie ucierpiałaby północno-zachodnia Europa. Brak dopływu ciepła spowodowałby ekspansję arktycznego lodu morskiego. Zamarzłaby Islandia, a lód morski mógłby sięgnąć choćby południowych wybrzeży Norwegii. Bałtyk zamarzałby podobnie jak dziś Morze Ochockie czy Zatoka Hudsona.

Ilustracja. Globalne zmiany temperatur i opadów po zaniku AMOC. Źródło: The Conversation.

Symulacje pokazują, iż na półkuli południowej zrobiłoby się cieplej, ale zmieniłyby się również opady. W Europie Środkowej klimat stałby się bardziej suchy – niższe temperatury oznaczałyby więcej mrozów i mniej opadów.

Co się tak naprawdę stanie?

Dzisiejsza sytuacja różni się jednak zasadniczo od tej sprzed tysięcy lat. Klimat się ociepla, a oceany akumulują ogromne ilości ciepła. Dlatego część naukowców uważa, iż analogie do wspomnianego wyżej ochłodzenia są nietrafione. Niektórzy sugerują nawet, iż w Europie nie doszłoby do ochłodzenia, a globalne ocieplenie jedynie uległoby spowolnieniu. Wskazują na to m.in. badania z 2017 roku.

Zmiana średnich temperatur na świecie w sytuacji załamania AMOC przy podwojeniu dwutlenku węgla w atmosferze. Źródło: Science Advances

Z badań wynika, iż klimat i tak będzie cieplejszy w dużej części Europy.

– Do scenariusza należy podejść z dużym dystansem, bo modelowanie tego procesu jest obarczone ogromnymi niepewnościami, niemniej jest to jedna z możliwości – mówi dla SmogLabu Piotr Abramczyk, mgr Meteorologii Stosowanej na Uniwersytecie w Reading.

Polskę czeka klimatyczna zawierucha

Jeśli faktycznie tak by się stało, co ilustruje powyższa mapa, to Polska będzie miała ogromny problem.

– Z jednej strony ktoś mógłby powiedzieć, iż akurat dla obszaru Polski zmiana temperatury byłaby bliska zeru, więc kilka uległoby zmianie. Błąd. Zwróćmy uwagę, jak bardzo chłodniejsze są obszary na północ i północny zachód od Polski, a jak wiele cieplejsze obszary na południe. Za każdym razem jeżeli mielibyśmy zmianę kierunku napływu mas powietrza dostawaliśmy albo dużo cieplejsze albo dużo chłodniejsze powietrze niż dotychczas – wyjaśnia Abramczyk.

Jeśli AMOC zniknie, to nasz kraj czeka pogodowy rollercoaster.

– Można więc powiedzieć iż bylibyśmy targani ekstremami temperaturowymi. Co więcej, gdy mamy do czynienia z tak dużymi gradientami temperatury, zjawiska atmosferyczne zwykle znacznie przybierają na gwałtowności. Jak wyglądałoby rolnictwo, uprawa roślin, czy w ogóle nasze życie w takim klimacie? Trudno sobie wyobrazić. Na pewno zmiany nie byłyby korzystne. Dlatego lepiej w ogóle nie dopuścić do takiej sytuacji – ostrzega polski naukowiec.

Zdjęcie tytułowe: Hubert Bułgajewski

Idź do oryginalnego materiału