Coraz głośnej wokół Dawida Kacprzyka, 28-letniego lekarza i radnego KO, który bez specjalizacji zarobił w ciągu roku 1,6 mln zł. Jak wynika z doniesień medialnych, na oddziale ratunkowym Warszawskiego Szpitala Południowego, którego koordynatorem był młody medyk, miała powstać szybsza i bardziej komfortowa ścieżka przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin.
Salonik dla VIP-ów i badania w parę minut. Media: SOR Kacprzyka z przywilejami dla polityków KO

Sprawę opisał portal Zero.pl, wskazując m.in., iż podczas gdy inni pacjenci musieli czekać po 4-5 godzin na przyjęcie, politycy mieli wykonywane badania już po 10 minutach od rejestracji.
Przedstawiciele KO i ich rodziny nie musieli też przebywać w publicznej poczekalni, gdyż wydzielono dla nich specjalny salonik z fotelami, kanapą i telewizorem, a pakiet badań był niestandardowy, dużo szerszy niż ten, na jaki mogą liczyć zwykli pacjenci.
Badania wykonane w kilkanaście minut. "Przypadek nie wymagał interwencji szpitalnej"
W publikacji podano przykład niewymienionej z nazwiska wpływowej polityk KO, która należy do warszawskich struktur partii. 10 września ub.r. miała ona przyjechać o godz. 7:16 do Warszawskiego Szpitala Południowego, mimo iż pomiędzy jej mieszkaniem a tą placówką są jeszcze trzy inne szpitale.
Rozpoznanie lekarza przyjmującego pacjentkę: "zmęczenie i złe samopoczucie". Badania zostały przeprowadzone już o godz. 7:30.
ZOBACZ: Posłanka opuściła Polskę 2050, teraz grzmi o autorytaryzmie. "Spodziewam się kolejnych wyjść"
- Zajmowaliśmy się możliwie jak najszybciej znajomą Dawida Kacprzyka, zamiast pacjentami naprawdę potrzebującymi pomocy. Jej przypadek w ogóle nie wymagał interwencji szpitalnej. W ostateczności powinna być przyjęta w ostatniej kolejności, a nie pierwszej - powiedział medyk, cytowany przez portal.
Polityk dostała zalecenie by powtórzyć badania po miesiącu, co zrobiła 13 października. Została przyjęta na SOR-ze o 11:16, kilka minut później zostały zlecone badania. Ponownie dokonano tego samego rozpoznania i szybkiego działania. "We wskazaniach skierowanie do dalszego leczenia w lecznictwie ambulatoryjnym. Krótko mówiąc: kolejne wizyty już powinny być w przychodni, a nie w szpitalu" - opisuje portal, który bez skutku próbował skontaktować się z polityk.
Opisano również przypadek "ważnego funkcjonariusza państwowego" z KO, który wybrał się na SOR zrządzany przez Kacprzyka 14 lutego br., mimo, iż miał po drodze dwa inne szpitale. Rozpoznano u niego uszkodzenie kolana, a niezbędne badania wykonano w ciągu godziny i siedmiu minut. Koszt takiego zabiegu w prywatnej placówce oscyluje w granicach 600-800 zł. Polityk odmówił komentarza w tej sprawie.
W publikacji wskazano, iż redakcja dysponuje również "kilkoma przypadkami leczenia rodzin polityków Koalicji Obywatelskiej", które łączy bardzo krótki czas od przyjęcia do zlecenia i wykonania badań.
Sprawa Dawida Kacprzyka. Zarobił 1,6 mln zł w ciągu roku
Naczelna Izba Lekarska złożyła w poniedziałek zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w sprawie radnego warszawskiej dzielnicy Ursus Dawida Kacprzyka, który w trakcie specjalizacji miał zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł, pracując w miejskim Szpitalu Południowym. Zarzut dotyczy opuszczenia dyżuru medycznego. Z medialnych doniesień wynika, iż grafik lekarza pokrywał się z występami w TVP, czy w Senacie.
ZOBACZ: Fala donosów do skarbówki. 70 proc. zgłoszeń ma jeden powód
Lekarz, o którym mowa, jest w trakcie specjalizacji z anestezjologii. Są dwa tryby realizowania specjalizacji: rezydencki i pozarezydencki. Lekarz rezydent jest zatrudniony przez szpital, w którym odbywa specjalizację i szpital wypłaca medykowi wynagrodzenie. Wysokość wynagrodzenia jest odgórnie ustalona i pokrywa je Ministerstwo Zdrowia.
Lekarze w trakcie specjalizacji w trybie pozarezydenckim są zatrudniani przez szpital na zasadach rynkowych. Przewodniczący Porozumienia Rezydentów Sebastian Goncerz zauważył, iż zwykle zarabiają mniej niż rezydenci, bo szpital może im zapłacić także najniższą krajową.


1 godzina temu











