Referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Były radny wywołuje dyskusję o podpisach

2 godzin temu

Ten wpis byłego radnego Łukasza Wantucha wywoła dyskusję, może choćby burzę. Chodzi o podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. A adekwatnie o informację, którą przekazał mu znajomy, iż podpisał się pod wnioskiem o referendum 17 razy i za każdym razem podał zły numer Pesel.

– Zadzwonił do mnie znajomy z pytaniem: „Podpisałeś się pod referendum?” „Oczywiście, iż nie”- odpowiedziałem. „Bo ja się podpisałem. 17 razy. Za każdym razem z błędnym PESEL-em” – relacjonuje były radny na swoim Facebooku.

I snuje scenariusze liczenia głosów: „Referendum na pewno odbędzie się, ale ciekawi mnie jedna rzecz. PKW liczy do 58 tysięcy ważnych podpisów i tyle. Ale ile będzie tych nieważnych do tego czasu? Mamy full, czyli 58 tysięcy ważnych, ale „dobiliśmy” do 68 tysięcy podpisów ogólnie. To będzie zła wiadomość dla prezydenta i dobra dla organizatorów. Ale może też okazać się, iż liczmy głosy powyżej 100 tysięcy i przez cały czas nie ma wymaganych 58 tysięcy ważnych. To też jest możliwe”.

Pod postem już wywiązała się dyskusja. Jeden z wątków dotyczy… przestępczych działań znajomego Łukasza Wantucha. Radny PiS Michał Drewnicki przytacza zapisy Kodeksu wyborczego: „Art. 248. [Naruszenia przy przebiegu wyborów]. Kto w związku z wyborami do Sejmu, do Senatu, wyborem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, wyborami do Parlamentu Europejskiego, wyborami organów samorządu terytorialnego lub referendum dopuszcza się nadużycia w sporządzaniu list z podpisami obywateli zgłaszających kandydatów w wyborach lub inicjujących referendum – podlega karze więzienia do lat 3.” Radny sugeruje byłemu radnemu, by przekazał koledze, iż popełnił przestępstwo. A inny internauta pyta, czy nie należałoby tego faktu (17 podpisów jednej osoby) zgłosić na policję.

(GEG)

Idź do oryginalnego materiału