Referendum Gliwice – to hasło od pewnego czasu krąży w internecie, szczególnie w komentarzach zamieszczanych przez osoby i profile związane z tzw. opozycją. Inicjatorzy akcji, którzy chcą doprowadzić do odwołania prezydent Gliwic, rozpoczęli zbiórkę podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum. Aby głosowanie mogło się odbyć, muszą zebrać około 13 tysięcy podpisów mieszkańców.
Na zebranie wymaganej liczby podpisów komitet ma 60 dni. jeżeli uda się osiągnąć wymagany próg, referendum zostanie przeprowadzone. Organizacja takiego głosowania oznacza jednak również konkretne koszty dla samorządu.
Referendum Gliwice. Miasto może wydać około miliona złotych
Przeprowadzenie referendum to wydatek, który pokrywa budżet miasta. Szacuje się, iż jeżeli referendum w Gliwicach dojdzie do skutku, jego organizacja będzie kosztowała około 1 mln zł. Środki zostaną przeznaczone między innymi na przygotowanie lokali wyborczych, wynagrodzenia członków komisji oraz obsługę całego procesu głosowania.
Na razie nie wiadomo, czy inicjatorom uda się zebrać wymaganą liczbę podpisów. Dopiero po ich weryfikacji będzie można mówić o wyznaczeniu terminu referendum.
Kampania wokół referendum już trwa
Dyskusja na temat odwołania prezydent Gliwic trwa od dłuższego czasu. Od pewnego czasu w różnych częściach miasta pojawiały się banery z antyprezydenckimi hasłami. Były one zawieszane nielegalnie. Oczywiście, nikt oficjalnie nie przyznał się do ich wywieszania, ale komentarze internautów jasno wskazują, iż mieszkańcy domyślają się kto jest za to odpowiedzialny.
Teraz działania przeciwników władz miasta weszły w formalny etap. Rozpoczęła się zbiórka podpisów, która pokaże, czy inicjatywa cieszy się wystarczającym poparciem mieszkańców.
Co dalej z referendum w Gliwicach?
Najbliższe tygodnie będą najważniejsze dla powodzenia całej inicjatywy. o ile komitet zbierze około 13 tysięcy ważnych podpisów, mieszkańcy zostaną wezwani do udziału w głosowaniu. W przeciwnym razie referendum Gliwice nie zostanie przeprowadzone.
Wcześniej chcieli odwołać Frankiewicza
Referendum w Gliwicach to nie jest inicjatywa nowa. Już dwukrotnie chciano odwołać Zygmunta Frankiewicza, który był prezydentem Gliwic przez niemal 30 lat. Wówczas Frankiewicz, który w tej chwili jest senatorem wielokrotnie posługiwał się określeniami takimi jak „hucpa”, „awantura” czy „kpina ze zdrowego rozsądku” w kontekście organizowanych przeciwko niemu referendów lokalnych zmierzających do jego odwołania. Internauci wskazują również, iż w akcję próby odwołania Kuczyńskiej-Budki zamieszany jest Adam Neumann, środowisko PiS oraz np. syn radnej, która startowała z list KO, ale postanowiła odejść do innego klubu radnych.
„Nie udało się w wyborach”
“Można było przypuszczać, iż moi przeciwnicy w wyborach prezydenckich z 2010 r. nie zaakceptowali przegranej w demokratycznych wyborach, pomimo mojej dużej przewagi. Nie udało się przejąć władzy w zwyczajnej wyborczej procedurze, to sięga się po kosztowne narzędzia nadzwyczajne. To są drwiny z wyborców” – mówił w 2012 roku Zygmunt Frankiewicz, gdy organizowano referendum w sprawie jego odwołania.
“Nie ma żadnych wątpliwości, iż organizowanie w Gliwicach referendum to najzwyklejsze polityczne awanturnictwo. To, co inicjatorzy referendum wymieniają jako rzekome powody, dla których należałoby odwołać prezydenta miasta jest po prostu próbą pospolitego oszustwa. Jestem przekonany o mądrości Gliwiczan. Nie mam wątpliwości, iż Gliwiczanie dobrze potrafią rozeznać rzeczywiste intencje organizatorów tej politycznej awantury i nie dadzą się w nią wciągnąć” – pisał w oświadczeniu Frankiewicz.

1 godzina temu










