Kompletna porażka prawna i wizerunkowa Beaty Moskal-Słaniewskiej. Prokuratura w Kłodzku odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie rzekomego „ataku interesanta przy użyciu kamer miniaturowych”. Zmuszony decyzją śledczych Ratusz musiał ujawnić treść dokumentu, który obnaża zdumiewającą sprzeczność.
TEGO NIE PRZECZYTASZ W „MEDIACH” SAMORZĄDOWYCH
Całkowitym fiaskiem zakończyła się próba uderzenia w lokalnego przedsiębiorcę i niezależne media przez prezydent Świdnicy Beatę Moskal-Słaniewską. Jak dowiedziała się redakcja Swidnica24.pl, Prokuratura Rejonowa w Kłodzku wydała oficjalne postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia w sprawie styczniowych wydarzeń w Wydziale Gospodarki Przestrzennej i Architektury. Oznacza to, iż śledczy uznali zarzuty Ratusza za całkowicie bezpodstawne. Zepchnięci do defensywy urzędnicy zostali zmuszeni do ujawnienia treści zawiadomienia, które przez miesiące ukrywali przed opinią publiczną. Analiza dokumentu ukazuje zdumiewający obraz: prokuraturze urzędnicy opowiadali o hakerskim ataku przy użyciu… noktowizorów, podczas gdy w samym urzędzie w popłochu wymieniali 130 zamków w meblach biurowych i karali dyscyplinarnie własnych pracowników.
Przypomnijmy: w styczniu bieżącego roku lokalny przedsiębiorca, właściciel Agencji Nieruchomości Świdnica (a zarazem wydawca portalu Swidnica24.pl) Marek Kowalski, udał się do Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Architektury Urzędu Miejskiego, aby w ramach prowadzonej działalności załatwić sprawy zawodowe. To, co zastał na miejscu w godzinach pracy urzędu, wprawiło go w osłupienie. Drzwi do oficjalnych pomieszczeń stały otworem, a w środku nie było ani jednego urzędnika. Na biurkach i na szafkach leżały całkowicie niezabezpieczone dokumenty zawierające wrażliwe dane mieszkańców Świdnicy. Przedsiębiorca udokumentował ten fakt dzięki telefonu, a nagranie trafiło na łamy portalu Swidnica24.pl, wywołując ogromne poruszenie.
Reakcja Prezydent Świdnicy Beaty Moskal-Słaniewskiej była natychmiastowa, ale zamiast uderzenia się w pierś, postawiła na atak. W przestrzeni publicznej głosiła, iż złożyła zawiadomienie do prokuratury, próbując zdyskredytować przedsiębiorcę i misję portalu informacyjnego.
Paniczna autokontrola i kapitulacja Ratusza
Gdy w trybie dostępu do informacji publicznej redakcja poprosiła o udostępnienie kopii tego zawiadomienia, Ratusz zasłonił się „tajemnicą śledztwa” i 1 czerwca wydał oficjalną odmowę. Redakcja nie odpuściła i złożyła formalne odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.
Wtedy nastąpił nagły zwrot akcji. Jak wynika z oficjalnego dokumentu z 19 czerwca 2026 r., podpisanego przez prezydent miasta, magistrat w trybie autokontroli nagle uchylił własną decyzję odmowną i wydał żądane dokumenty. Powód? Urzędnicy zostali zapędzeni w kozi róg, ponieważ Prokuratura Rejonowa w Kłodzku już 2 czerwca 2026 r. oficjalnie wydała postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia, uznając argumenty Ratusza za wyssane z palca. Tym samym legła w gruzach dotychczasowa linia obrony urzędników o rzekomej „tajemnicy śledztwa”.
Oficjalna wersja dla prokuratury: Interesant jak James Bond?
Zestawienie treści zawiadomienia z faktami obnaża głęboką hipokryzję władz miasta. Prezydent Miasta Beta Moskal-Słaniewska usilnie próbowała przekonać śledczych, iż wejście interesanta przez otwarte przez robotników drzwi w godzinach pracy urzędu stanowiło wyrafinowane „przełamanie zabezpieczeń” (art. 267 k.k.).
Chcąc za wszelką cenę dopasować stan faktyczny do przepisów o hackingu i szpiegostwie, urzędnicy w oficjalnym piśmie zasugerowali, iż Marek Kowalski mógł posłużyć się… sprzętem specjalistycznym! W zawiadomieniu czytamy, iż do uzyskania dostępu do informacji mogło dojść m.in. przez: „(…) urządzenie wizualne (…), jak profesjonalne kamery miniaturowe, termowizyjne, noktowizyjne, internetowe…”
Wizja lokalnego przedsiębiorcy z kamerą termowizyjną i noktowizorem, który w środku dnia przychodzi do otwartego wydziału Urzędu Miasta załatwić sprawy biznesowe, brzmi jak scenariusz filmu science-fiction. Szczególnie, iż na stronie 2 tego samego dokumentu Prezydent przyznaje, iż urzędnicy masowo poszli tego dnia na pracę zdalną, a „robotnicy budowlani (…) pozostawili otwarte (niezamknięte na klucz) drzwi”.
Prezydent podaje link, ale „nie wie”, kto wszedł
Szczytem urzędniczej groteski w zawiadomieniu podpisanym przez Beatę Moskal-Słaniewską jest jednak fakt, iż pismo z 24 lutego uparcie mówi o rzekomym „niezidentyfikowanym redaktorze” lub „nieustalonej osobie”, która miała wtargnąć do urzędu. Urzędnicy próbowali stworzyć przed prokuraturą wrażenie, iż do Ratusza wkradł się zamaskowany, obcy agent.
Tymczasem… kilka linijek dalej w tym samym piśmie Beata Moskal-Słaniewska podaje prokuraturze dokładny link do artykułu na Swidnica24.pl. Wystarczyło jedno kliknięcie, aby urzędnicy (którzy ten link sami wkleili!) przeczytali, iż 15 stycznia w urzędzie przebywał wydawca portalu i mieszkaniec miasta załatwiający swoje sprawy.
Dlaczego Ratusz udawał przed prokuraturą, iż nie wie, o kogo chodzi, jednocześnie podając link z jasną odpowiedzią? Odpowiedź wydaje się prosta: przyznanie, iż do otwartego przez robotników wydziału po prostu wszedł klient, zepsułoby misterną narrację o „tajemniczym włamywaczu”. Prokuratura Rejonowa w Kłodzku nie dała się jednak nabrać na tę finezyjną grę i bez najmniejszego problemu wezwała na przesłuchanie bezpośrednio Marka Kowalskiego, błyskawicznie obalając fantazje urzędników.
Wersja rzeczywista: Panika w urzędzie, kary i… 130 nowych zamków
Podczas gdy prokuraturze wmawiano historię o noktowizorach i nieznanych sprawcach, wewnątrz samego urzędu wybuchła prawdziwa panika, będąca bezpośrednim skutkiem publikacji Swidnica24.pl. Jak wynika z oficjalnej korespondencji rzeczniczki prasowej Ratusza, Urząd Miejski de facto w pełni przyznał się do winy i rażących zaniedbań.
Rzeczniczka magistratu potwierdziła, iż po opublikowaniu filmu z niechronionymi dokumentami w urzędzie natychmiast wdrożono procedury naprawcze oraz masowe szkolenia z zakresu ochrony danych osobowych (RODO). Co najbardziej wymowne, Ratusz podjął decyzję o wymianie aż 130 zamków w szafach, szafkach i biurkach na terenie całego urzędu, a także wyciągnięto konsekwencje służbowe i ukarano urzędników, którzy pozostawili dokumentację bez żadnego nadzoru.
Pojawia się więc fundamentalne pytanie: skoro – jak twierdzi Ratusz w zawiadomieniu do prokuratury – zabezpieczenia były prawidłowe, a nieuprawniona osoba musiała używać „miniaturowych kamer i noktowizorów”, to dlaczego w popłochu wymieniono 130 zamków w meblach biurowych i ukarano dyscyplinarnie własnych pracowników? Odpowiedź jest oczywista – zabezpieczeń nie było, a urzędnicy doskonale o tym wiedzieli.
Zwrot akcji: Wydawca Swidnica24.pl składa doniesienie na urzędników
Oficjalne odrzucenie absurdalnego zawiadomienia przez Prokuraturę Rejonową w Kłodzku diametralnie zmienia układ sił. Sprawa nie kończy się jednak na oczyszczeniu Marka Kowalskiego z wyssanych z palca zarzutów. Do Prokuratury Rejonowej w Świdnicy (Prokuratura Okręgowa przekazała do niezależnego zbadania śledczym z Kłodzka) trafiło już oficjalne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez urzędników świdnickiego Ratusza, na czele z prezydent Beatą Moskal-Słaniewską, która na mocy ustawy o samorządzie terytorialnym jest kierownikiem urzędu. W złożonym zawiadomieniu wskazano na możliwość popełnienia czynów zabronionych z kilku konkretnych artykułów Kodeksu karnego:
Art. 231 § 1 k.k. (Niedopełnienie obowiązków służbowych): Dotyczy rażącego braku nadzoru i porzucenia dokumentów z danymi wrażliwymi mieszkańców Świdnicy sam na sam z pracownikami zewnętrznej firmy budowlanej – do czego Ratusz sam oficjalnie przyznał się w pismach.
Art. 234 k.k. (Fałszywe oskarżenie): Dotyczy świadomego i intencjonalnego kierowania przeciwko przedsiębiorcy i wydawcy portalu fałszywych zarzutów o rzekome „przełamywanie zabezpieczeń”, podczas gdy urzędnicy doskonale wiedzieli, iż drzwi były otwarte na oścież.
Art. 212 § 2 k.k. (Zniesławienie dzięki środków masowego przekazu): Dotyczy publicznego naruszania dobrego imienia, wiarygodności biznesowej i dziennikarskiej Marka Kowalskiego poprzez rzucanie oskarżeń w oficjalnych komunikatach.
Śledczy z Kłodzka zbadają teraz, czy zaangażowanie miejskich prawników i aparatu urzędniczego w tworzenie teorii o „hakerskim ataku interesanta” nie było wyłącznie próbą zatuszowania własnej odpowiedzialności za gigantyczny brak ochrony danych w Urzędzie Miejskim w Świdnicy. Niezależnie od frontu karnego, wydawca portalu rozważa również wytoczenie prezydent Świdnicy osobistego powództwa cywilnego o naruszenie dóbr osobistych.
Do tematu będziemy wracać.
/red./

1 godzina temu
![Na żywo z ratusza. Radni podejmą dziś najważniejsze decyzje w roku [TRANSMISJA NA ŻYWO]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/absolutorium_niewiadomski.png)












