Do 15 lat więzienia za pseudomedyczne praktyki, które doprowadziły do śmierci pacjenta – to jedna z propozycji zawartych w prezydenckim projekcie tzw. lex szarlatan, który został opublikowany na stronie internetowej głowy państwa. Propozycja legislacyjna została opublikowana dzień po ogłoszeniu przez prezydenta Karola Nawrockiego decyzji w sprawie rządowej nowelizacji Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (RPP). Prezydent skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Oznacza to, iż przepisy, które według rządu miały pomóc w walce z pseudomedycznymi praktykami, nie będą obowiązywały, dopóki Trybunał nie wypowie się na temat jej zgodności z Konstytucją.
Wątpliwości prezydenta wzbudziły m.in. zapisane w nowelizacji mechanizmy dotyczące kar, w tym "pozbawienie obywateli realnego prawa do sprawiedliwego procesu i skutecznej obrony. Ustawa pozwala na wykonanie kar i blokad przed prawomocnym wyrokiem sądu, przez co następcza kontrola sądowa staje się iluzoryczna – przedsiębiorca może zbankrutować, zanim doczeka się sądu" - zaznaczył prezydent.
Politycy o "lex szarlatan"
Na temat ten dyskutowali w Polskim Radiu RDC politycy – goście Agnieszki Gozdyry w audycji "Bez ogródek". Urszula Demkow z Polski 2050 uważa, iż skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego to bardzo zły krok.
– Już chyba lepiej by było, gdyby ją zawetował i można by było ją wprowadzić szybko. Po prostu nanieść jakieś poprawki i ją procedować z ewentualnymi poprawkami. Trybunał nie jest instytucją, która słynie z szybkości pracy, więc ta ustawa się tam będzie kisić na wieczne nigdy – mówiła. Dodała też, iż ustawa była dobrze skonstruowana. – Ta ustawa dawała bardzo duże uprawnienia Rzecznikowi Praw Pacjenta, z czego ja jako lekarz nie powinnam się cieszyć, dlatego iż Rzecznik Praw Pacjenta jest po to, żeby patrzeć na ręce tym, którzy leczą. Czyli między innymi, żeby patrzeć na ręce lekarza. A tutaj akurat jest taka sytuacja, iż środowisko lekarskie bardzo by chciało, żeby rzecznik miał tutaj większe uprawnienia, żeby mógł nie tylko piętnować tych, którzy doprowadzili do śmierci albo do jakiejś ciężkich uszczerbków na zdrowiu u tych osób, które leczyły niezgodnie z zasadami sztuki medycznej, ale także żeby można było takim sytuacjom zapobiegać. I to było istotą tej ustawy, żeby już jak ktoś się ogłasza "leczę raka z sokiem z buraka", to żeby można było taką osobę ukarać, bo burak jest zdrowy, ale raka nie leczy. Wobec tego obawiamy się bardzo, iż dalej będą pewne osoby padały ofiarą takich praktyk. Oczywiście, iż ja rozumiem też argument, iż może to uderzać w producentów ziół, w tych, którzy sprzedają suplementy, ale ja jako lekarz i przez dwa lata jako polityk uważam, iż każda legislacja, każda jedna, która przechodzi przez parlament i jest podpisywana przez prezydenta, powinna przede wszystkim mieć na celu dobro pacjenta, dobro człowieka. Stawiamy dobro pacjenta, ponad wszystko – tłumaczyła.
Michał Nieznański z Konfederacji uważa, iż ustawa byłaby zagrożeniem dla innych potrzebnych działalności.
– Fizjoterapeuci chociażby mogliby być pod tą ustawę podciągnięci, bo decydować o tym miałby Rzecznik Praw Pacjenta. Miałby być tam sędzią, prokuratorem i oskarżycielem w jednej osobie. I katem. Mógłby podciągnąć pod to ziołolecznictwo również, a są firmy, które tym się zajmują i są legalnie działającymi na terenie Polski – mówił.
"Będziemy mieli kolejne ofiary"
Hanna Gill-Piątek z Koalicji Obywatelskiej stwierdziła, iż prezydencka decyzja jest zagrożeniem dla zdrowia publicznego. Jej zdaniem były inne rozwiązania w przypadku zastrzeżeń.
– Można też do pewnych artykułów mieć zastrzeżenie, ale dróg jest wiele. Państwo jest po to, żeby chronić bezpieczeństwo i zdrowie obywateli. I ta ustawa była po to. Jesteśmy zdumieni tym, iż pan prezydent igra z tym, iż ludzie codziennie są narażani na tego typu niebezpieczeństwo. Nazwijmy to wprost. Są takie zamknięte grupy, gdzie zaleca się na przykład leczenie autyzmu dzieci rozcieńczonym Domestosem. Funkcjonują w Polsce. o ile my się nie weźmiemy porządnie za tego typu szaleństwa, to będziemy mieli po prostu kolejne ofiary tego typu działań – mówiła.
Podobne zdanie ma Magda Zdyra z Lewicy.
– Jeśli prezydent i ministrowie prezydenta mieli jakieś zastrzeżenia, to mogli wziąć udział w procesie legislacyjnym. Była komisja zdrowia, na której była ta ustawa opracowywana. Żaden z ministrów pana prezydenta się nie pojawił, nie było żadnych uwag do tej ustawy. A to wtedy był ten moment, żeby taka ustawa, jak tu wszyscy się zgadzamy, bardzo potrzebna, powinna wejść w życie, bo teraz państwo nie mogą umywać rąk i zostawiać obywateli samych sobie. Pamiętajmy o tym, iż ofiarami szarlatanów nie padają zdrowi ludzie, którzy szukają jakichś tam ciekawostek, dotyczących medycyny alternatywnej, tylko zdesperowani ludzie, chorzy i ich rodziny – wyjaśniała.
"Prezydencka ustawa choćby Jerzego Ziębę będzie chronić"
Adam Kościelak z partii Razem uważa, iż lepsze byłoby weto albo kontrola następcza, a nie prewencyjna.
– To jest wylewanie dziecka z kąpielą i to jest krzywdzące dla wszystkich ludzi, którzy mogą być ofiarami tych szarlatanów. choćby jakby weszła ta ustawa pana prezydenta, która jest słaba, dlatego iż działa na Kodeksie karnym, gdzie jest domniemanie niewinności praktycznie każdego. Nawet Jerzego Ziębę będzie chronić, bo to jest tak napisane. Trzeba wykazać, iż ktoś to robi w celu oszustwa. To jest bardzo trudne dla prokuratura do wykazania. Zresztą prokuratorzy choćby na istniejącym Kodeksie karnym, gdyby się uparli, mogliby to przyciskać, tylko iż prokuratorzy są dosyć zachowawczy i nie chcą przegrywać takich spraw, bo to są głośne medialne sprawy – mówił.
Prezydent tak naprawdę zaprosił koalicję rządzącą do dialogu legislacyjnego – zwracał uwagę Karol Karski z PiS.
– Pan prezydent zgłosił swój projekt, który trzeba czytać w kontekście całego systemu prawa karnego. On się wpisuje w inne przepisy. Ten Rzecznik Praw Pacjenta tak mocno wyposażony w uprawnienia na podstawie ustawy przyjętej przez większość parlamentarną jest urzędnikiem Ministerstwa Zdrowia. W ustawie prezydenckiej mamy do czynienia z penalizacją tego typu działań – wskazał.
Prezydencki projekt o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta określa wysokość kar za nakłanianie "do niepodjęcia albo zaprzestania postępowania leczniczego lub diagnostycznego zleconego przez uprawnioną osobę wykonującą zawód medyczny".
Projekt przewiduje karę do trzech lat więzienia, jeżeli na skutek działań osoby nieposiadającej uprawnień medycznych osoba, która zaprzestanie lub nie podejmie leczenia zaleconego przez lekarza, będzie narażona na "bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu".
W projekcie nowelizacji przewidziano też karę od roku do 10 lat pozbawienia wolności, jeżeli na skutek działania sprawcy dojdzie do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a od 3 do 15 lat więzienia - gdy dojdzie do śmierci.
Przepisy miałyby wejść w życie po trzech miesiącach od ogłoszenia.

1 godzina temu











