Był oficerem trzech epok — carskiej Rosji rozdzieranej rewolucją, odradzającej się Rzeczypospolitej i wreszcie leśnej Polski Podziemnej, która nie złożyła broni po 1945 roku. Urodzony na Litwie Kowieńskiej szlachcic herbu Rawicz, weteran Kurlandii i wojny polsko-bolszewickiej, jako komendant Okręgu Białystok Narodowego Zjednoczenia Wojskowego poprowadził największe walki podziemia na Podlasiu. Poległ z bronią w ręku 1 lipca 1948 roku, wierny dewizie „Bóg · Honor · Ojczyzna” do ostatniego naboju.
Z dworku na Litwie w wir wielkiej wojny
Władysław Żwański przyszedł na świat 9 lipca 1898 roku w majątku Widziszki koło Wiłkomierza na Litwie Kowieńskiej, w rodzinie szlacheckiej herbu Rawicz. Był synem Jana i Joanny z Juszkiewiczów, posiadaczy niedużej własności rolnej. To ziemiańskie, przesiąknięte tradycją niepodległościową gniazdo ukształtowało człowieka, dla którego pojęcia honoru i służby Ojczyźnie nigdy nie były pustym frazesem, ale treścią całego życia.
Naukę rozpoczął w 1908 roku w prywatnym gimnazjum w Wiłkomierzu, następnie kontynuował ją w II Szkole Realnej w Petersburgu, gdzie w 1915 roku uzyskał maturę. Był to czas, gdy imperium carów chyliło się ku upadkowi, a Wielka Wojna przetaczała się przez ziemie dawnej Rzeczypospolitej. Po ukończeniu nauki wyjechał do Rostowa nad Donem, dokąd przeniosła się jego rodzina.
Fot./skan: „Głos znad Narwi” G┼éos-znad-Narwi-B┼ü─śKITW sierpniu 1915 roku młody Żwański został powołany do służby w armii rosyjskiej. Przeszkolenie rekruckie odbył w 178. rezerwowym batalionie piechoty w Starej Russie, a z racji posiadanego wykształcenia skierowano go na kurs oficerski do I Szkoły Chorążych w Oranienbaumie, który ukończył latem 1916 roku. Od czerwca 1917 roku walczył na froncie w Kurlandii — początkowo jako młodszy oficer 11. kompanii 14. Syberyjskiego Pułku Strzeleckiego (4. Syberyjska Dywizja Strzelecka), później w 38. Batalionie Śmierci, oddziale uderzeniowym 38. Dywizji Piechoty.
Krzyż świętego Jerzego i droga do Polski
Odwaga chorążego Żwańskiego została zauważona. Za męstwo w boju odznaczono go Krzyżem św. Jerzego IV stopnia z laurem — wyróżnieniem nadawanym przez zebrania żołnierskie najdzielniejszym oficerom — oraz Orderem św. Stanisława III stopnia z mieczami i kokardą. W grudniu 1917 roku, w następstwie porewolucyjnego rozkładu armii rosyjskiej, został zdemobilizowany w stopniu chorążego.
Jednak nie była to dla niego pora spoczynku. Jeszcze w mundurze carskiej armii rozpoczął działalność niepodległościową — od listopada 1917 roku należał do Związku Wojskowych Polaków. Na początku stycznia 1918 roku przybył do Połocka, gdzie po zajęciu miasta przez Niemców działał w strukturach konspiracyjnych. Zagrożony aresztowaniem, jesienią 1918 roku wrócił do rodziny w Rostowie nad Donem.
Wieść o formowaniu na Kubaniu oddziałów Wojska Polskiego wyrwała go do czynu. W końcu listopada 1918 roku dotarł do Noworosyjska i zgłosił się do stacji zbornej Samodzielnej Brygady Strzelców Polskich. W styczniu 1919 roku był już w Odessie, wcielony do formującej się 4. Dywizji Strzelców pod dowództwem gen. Lucjana Żeligowskiego. W szeregach 14. pułku strzelców — w kompanii oficerskiej zwanej Legią Rycerską i jako dowódca plutonu — bił się z bolszewikami pod Tyraspolem i nad Dniestrem. 30 czerwca 1919 roku, wraz z dywizją, powrócił wreszcie do wolnej Polski.
Fot./skan: „Głos znad Narwi” G┼éos-znad-Narwi-B┼ü─śKITŻołnierz Drugiej Rzeczypospolitej
W odrodzonej Rzeczypospolitej Żwański pozostał wierny mundurowi. Służył w 14., a następnie w 71. Pułku Piechoty w Zambrowie — na Podlasiu, w ziemi, która stać się miała areną jego ostatniej i najtrudniejszej walki. Międzywojenne dwudziestolecie to dla niego lata spokojnej służby garnizonowej, budowania fundamentów zawodowego oficera i zakorzenienia w regionie, którego mieszkańców poznał, pokochał i którym później przewodził w konspiracji.
Gdy we wrześniu 1939 roku na Polskę runęły dwa totalitaryzmy, doświadczony oficer nie zawahał się ani chwili. Wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, a wraz z rozwojem struktur Polski Podziemnej związał się z Armią Krajową oraz z Narodowymi Siłami Zbrojnymi. Konspiracja stała się jego naturalnym żywiołem — łączył wojskowy profesjonalizm z żarliwym patriotyzmem obozu narodowego, dla którego walka o Polskę była nierozerwalnie spleciona z wiernością Bogu i wierze ojców.
Komendant Okręgu Białystok — „Chrobry”
Zakończenie wojny w 1945 roku nie przyniosło Podlasiu wolności. Miejsce niemieckiego okupanta zajął sowiecki, a wraz z nim aparat terroru — Urząd Bezpieczeństwa i Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dla żołnierzy takich jak Żwański złożenie broni oznaczałoby zdradę wszystkiego, o co walczyli. Wybrali las.
Od kwietnia 1946 roku Władysław Żwański, występujący pod pseudonimem „Błękit”, objął dowództwo Okręgu Białystok Narodowego Zjednoczenia Wojskowego — struktury oznaczanej kolejno kryptonimami „XIII”, „Chrobry” i „XV”. Było to jedno z najsilniejszych zgrupowań niepodległościowego podziemia w całej powojennej Polsce. Pod jego komendą oddziały NZW rozwinęły działalność, która przeszła do historii jako największe walki podziemia antykomunistycznego na Podlasiu.
To w okresie jego dowództwa doszło do słynnych bitew pod Brzozowem-Antoniami oraz pod Liwem. Wśród podległych mu dowódców znajdował się kpt. Romuald Rajs „Bury”, przedwojenny oficer i weteran 3. oraz 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, który po rozwiązaniu AK kontynuował walkę w szeregach NZW. To właśnie dowodzona przez „Burego” 3. Wileńska Brygada — nosząca również kryptonim „Chrobry”, licząca około 150 ludzi i będąca największym zwartym oddziałem podziemia na Podlasiu — stoczyła w kwietniu 1946 roku boje pod Brzozowem-Antoniami i Liwem, wpisując się w kartę walk Okręgu prowadzonego przez „Błękita”.
Fot./skan: „Głos znad Narwi” G┼éos-znad-Narwi-B┼ü─śKITW szeregach białostockiego NZW służyli oficerowie tej samej próby — jak por. Tadeusz Narkiewicz „Ciemny”, urodzony w 1926 roku w Łapach, mimo młodego wieku jeden z najzdolniejszych komendantów podziemia, dowodzący powiatami „Łaba Południowa”, „Podhale” i „Mazur” na obszarze Łomży i Wysokiego Mazowieckiego. Organizowali oni nie tylko akcje bojowe przeciw komunistycznemu aparatowi, ale także partyzancką „żandarmerię”, tępiącą dezerterów i pospolite bandytyzowanie się — dbając o to, by miano żołnierza podziemia pozostało czyste. Było to wojsko z prawdziwego zdarzenia, z dyscypliną, strukturą i etosem, a nie luźna leśna partyzantka.
Ostatni bój w Dąbrowie-Tworkach
Nad podlaskim podziemiem zaciskała się jednak coraz ciaśniejsza pętla. Grupy operacyjne UB i KBW, wspierane siecią agentury, systematycznie tropiły dowódców Wyklętych. Los większości z nich był tragiczny: „Ciemny” zginął w obławie w Czochaniu-Górze we wrześniu 1947 roku, oddając ostatni strzał, a „Bury” — aresztowany w 1948 roku — został po pokazowym procesie zamordowany strzałem w tył głowy 30 grudnia tego samego roku.
Władysław Żwański nie doczekał kajdan ani sowieckiego sądu. Wybrał śmierć żołnierza. 1 lipca 1948 roku, osaczony w Dąbrowie-Tworkach przez grupę operacyjną UB-KBW, poległ w wymianie ognia. Do końca pozostał tym, kim był przez trzy dekady służby pod trzema sztandarami — oficerem, który nie umiał się poddać.
Pamięć
Życie ppłk. Władysława Żwańskiego „Błękita” to niemal kompletna epopeja polskiego losu w pierwszej połowie XX wieku: szlacheckie gniazdo na Kresach, front Wielkiej Wojny, cud nad Dniestrem, spokojna służba w garnizonie zambrowskim, wreszcie leśny bój z sowieckim zniewoleniem. Człowiek, który za młodu zdobył carski Krzyż św. Jerzego, oddał życie za Polskę wolną, o którą walczył pół wieku wcześniej pod Tyraspolem.
Przez dziesięciolecia komunistycznego kłamstwa jego imię — jak imiona tysięcy Żołnierzy Wyklętych — skazywano na zapomnienie i hańbę. Dziś przywracamy je pamięci narodowej z należną czcią. „Błękit” i jego podkomendni z Okręgu Białystok stanęli w obronie tego, co najświętsze: Boga, honoru i niepodległej Ojczyzny. Ich wierność do ostatniego naboju pozostaje wezwaniem i testamentem dla kolejnych pokoleń znad Narwi.














