Powstał szpital dla władzy. Kolejki zostają dla plebsu

2 godzin temu

Przez lata Polakom powtarzano, iż publiczna służba zdrowia jest dla wszystkich. Wszyscy płacą składki, wszyscy mają takie same prawa, a o kolejności przyjęć decyduje wyłącznie stan zdrowia pacjenta. Brzmi pięknie – niemal tak pięknie jak obietnice wyborcze kliki PO-PiS. Problem w tym, iż rzeczywistość po raz kolejny postanowiła brutalnie zweryfikować propagandowe opowieści. Podobnie jak za czasów komunistycznej nomenklatury, elity Tuska uważają się bowiem za obywateli wyższej kategorii.

Powstał szpital dla władzy, bez kolejek, z usługami premium. Według ustaleń portalu Zero w Warszawskim Szpitalu Południowym mogła funkcjonować specjalna ścieżka obsługi dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin. Zwykły obywatel? Kilka godzin oczekiwania na SOR-ze, często w tłoku, hałasie i niepewności. Partyjny VIP? Badania już po kilku lub kilkunastu minutach. W końcu trudno oczekiwać, by przedstawiciel elity musiał doświadczać takich samych niedogodności jak podatnik finansujący cały system.

Jeszcze ciekawiej wygląda kwestia warunków oczekiwania. Gdy zwykli pacjenci siedzieli stłoczeni w poczekalniach, wybrani mieli korzystać z osobnego pomieszczenia wyposażonego w kanapę, fotele i telewizor. Można odnieść wrażenie, iż ktoś pomylił publiczny szpital z salonikiem VIP na lotnisku. Być może zabrakło już tylko ekspresu do kawy i czerwonego dywanu.

Szczególną uwagę zwracają informacje dotyczące wykonywania całych pakietów badań w tempie, które dla przeciętnego pacjenta wydaje się wręcz niewiarygodne. Polacy od lat słyszą o brakach kadrowych, przeciążeniu personelu i ograniczonych możliwościach systemu. Jak się jednak okazuje, kiedy pojawia się odpowiednio ważne nazwisko, ograniczenia te potrafią znikać z zadziwiającą skutecznością.

To właśnie takie historie najlepiej pokazują różnicę między politycznymi deklaracjami a rzeczywistością. Oficjalnie mówi się o równości, solidarności i trosce o obywatela. Nieoficjalnie – jeżeli wierzyć ujawnionym dokumentom – jedni czekają godzinami, a inni przechodzą przez procedury niemal ekspresowo. Jedni siedzą w zatłoczonej poczekalni, inni odpoczywają w wydzielonym pokoju. Jedni są pacjentami, inni najwyraźniej pacjentami specjalnej troski.

Szczególnie niewygodny dla władz jest fakt, iż szpital nie zaprzeczył jednoznacznie opublikowanym informacjom. Zamiast stanowczego dementi pojawiły się ostrzeżenia dotyczące ochrony danych medycznych. To trochę tak, jakby na pytanie o treść zarzutów odpowiedzieć wyłącznie uwagą, iż ktoś nie powinien zaglądać do dokumentów.

Jeżeli ustalenia portalu zostaną potwierdzone przez odpowiednie instytucje, będziemy mieli do czynienia nie tylko z kompromitacją konkretnego szpitala, ale również z symbolem pewnego sposobu myślenia o państwie. Państwie, w którym rządzący chętnie mówią o równości, ale sami korzystają z przywilejów niedostępnych dla zwykłych obywateli. Państwie, w którym kolejki są dobre dla społeczeństwa, ale już niekoniecznie dla politycznych elit.

Od miesięcy przedstawiciele obozu Donalda Tuska przekonują Polaków, iż przywracają standardy, transparentność i normalność. jeżeli jednak informacje o uprzywilejowanym traktowaniu polityków okażą się prawdziwe, wielu obywateli może dojść do wniosku, iż jedyną przywróconą normą jest stara zasada znana z różnych epok i systemów: są równi i są równiejsi. Oczywiście rachunek za ten komfort, jak zwykle, płacą wszyscy pozostali.

Polecamy również: Oferował pocałunek 11-latkowi. Twierdzi, iż dyskryminowano go

Idź do oryginalnego materiału