Pomniki pruskich elit na Śląsku. Kroczek mówi o znakowaniu terenu

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Pomniki pruskich elit na Śląsku. Kroczek mówi o znakowaniu terenu


Dr Wacław Jan Kroczek 18 sierpnia 2026 r. ostrzegł przed upamiętnianiem niemieckich polityków i przemysłowców w Bytomiu, Rybniku i Świętochłowicach. Najgłośniejszy przykład to ławeczka Guida Henckela von Donnersmarcka za 139 tys. zł z budżetu obywatelskiego. Spór dotyczy tego, kto kształtuje pamięć Górnego Śląska.

Pamięć nie jest dekoracją miasta

Na Śląsku wraca spór o pomniki i lokalną pamięć historyczną. Jak relacjonuje Kresy.pl, dr Wacław Jan Kroczek wskazał na Bytom, Rybnik i Świętochłowice jako miasta, w których honorowane są postacie związane z dawną niemiecką obecnością polityczną i gospodarczą w regionie. Publicysta nazwał to „niemieckim znakowaniem terenu”.

To mocna ocena, ale sprawa zasługuje na poważną rozmowę. Pomnik nie jest zwykłą ławką, rzeźbą ani elementem małej architektury. Pomnik mówi mieszkańcom, kogo wspólnota stawia za wzór i czyją opowieść uznaje za własną. W regionie, który przeszedł przez germanizację, powstania śląskie, podział graniczny, okupację i komunistyczne manipulowanie tożsamością, takie decyzje nie są neutralne.

Śląsk jest częścią polskiego doświadczenia historycznego, a jego dzieje nie mogą być wyjmowane z narodowego kontekstu. Dlatego każda próba budowania pamięci bez polskiej perspektywy musi budzić sprzeciw. Właśnie w tym sensie obecny spór przypomina starsze dyskusje o tym, jak germanizacja uderzała w polskie życie publiczne i jak długo trzeba było odbudowywać własną świadomość narodową.

Donnersmarck za 139 tys. zł

Najbardziej konkretnym przykładem jest Świętochłowice. 10 sierpnia 2026 r. odsłonięto tam ławeczkę Guida Henckela von Donnersmarcka przy ul. Katowickiej. Według portalu Dzieje.pl, była to inicjatywa zrealizowana w ramach lokalnego budżetu obywatelskiego, a szacowany koszt projektu wyniósł 139 tys. zł. Radio eM podało, iż pomysł zgłosiła nauczycielka i regionalistka Monika Kassner, a ławeczkę odsłonięto w 196. rocznicę urodzin przemysłowca.

Donnersmarck był jednym z najbogatszych przedsiębiorców Cesarstwa Niemieckiego i wielkim magnatem przemysłowym Górnego Śląska. Pomysłodawcy podkreślają jego związki z rozwojem lokalnej infrastruktury i zakładów. To część prawdy. Druga część brzmi mniej wygodnie: był przedstawicielem pruskiego świata władzy, kapitału i niemieckiej dominacji kulturowej. Miasto ma prawo opowiadać o takiej postaci, ale czym innym jest tablica informacyjna lub muzealna ekspozycja, a czym innym pomnik w przestrzeni publicznej.

Kroczek zwraca uwagę właśnie na tę różnicę. Nie każde znaczenie historyczne oznacza godność pomnika. Naród, który chce zachować pamięć, musi umieć odróżnić opis dziejów od honoru. Muzeum może pokazywać całość historii. Pomnik wybiera stronę.

Rybnik, Bytom i polityka symboli

W Rybniku wcześniej upamiętniono Otto Günthera, burmistrza z przełomu XIX i XX wieku. Lokalne media przedstawiały go jako samorządowca, który modernizował miasto. Kroczek widzi w tym jednak część szerszego wzoru: honorowania niemieckich polityków z epoki, w której polskość na Górnym Śląsku musiała walczyć o język, szkołę, Kościół, stowarzyszenia i prawo do własnego głosu.

Bytom pojawia się w tej debacie jako kolejny punkt na mapie pamięci spornego Śląska. To miasto z ciężką historią, w którym ścierały się polskie i niemieckie wpływy, a po I wojnie światowej sprawa przynależności narodowej regionu nie była akademicką dyskusją, ale konfliktem o państwo i przyszłość rodzin. W takim miejscu polityka symboli waży więcej niż w folderze turystycznym.

Nie chodzi o wymazywanie niemieckiej warstwy historii. To byłaby droga fałszu. Chodzi o proporcje i hierarchię. Polskie miasta mogą badać skomplikowane dzieje regionu, ale nie powinny bezrefleksyjnie wynosić na cokół postaci związanych z porządkiem, przeciw któremu pokolenia Polaków musiały bronić swojej tożsamości. Dziennik Narodowy pisał już, iż podobne spory o symbole wracają także przy niemieckich śladach w przestrzeni publicznej Wrocławia.

Potrzebny audyt pamięci

Kroczek podniósł również wątek budżetów obywatelskich i pytał o przejrzystość głosowań. To nie pozostało dowód nadużycia. To postulat kontroli. o ile za publiczne pieniądze stawia się pomnik postaci politycznie i historycznie spornej, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, kto zgłosił projekt, jak głosowano, jak promowano inicjatywę i czy władze miasta rozumiały wagę symbolu.

Samorząd nie jest właścicielem pamięci. Jest jej depozytariuszem. Ma obowiązek słuchać mieszkańców, historyków i środowisk patriotycznych, a nie traktować polską wrażliwość jak przeszkodę w regionalnej narracji. Górny Śląsk nie potrzebuje ani fałszywego niemieckiego sentymentalizmu, ani propagandy udającej, iż konfliktu o polskość nigdy nie było.

Stawką jest ciągłość narodowa. jeżeli polskie miasta będą stawiały pomniki ludziom związanym z dawną dominacją pruską, a własnych obrońców pamięci zostawiały na marginesie, młodsze pokolenie dostanie jasny sygnał: historia ma należeć do tych, którzy lepiej opakują projekt i wygrają głosowanie. Na to zgody być nie powinno.

Źródło: Kresy.pl, Dzieje.pl, Radio eM.

Źródło: Kresy.pl

Idź do oryginalnego materiału