I tura wyborów w Krakowie. Bez sensacji, ale z zaskoczeniami
W tym roku wszystko w krakowskiej polityce było zaskakujące. Nagłe ogłoszenie inicjatywy referendalnej, sukces referendum, długie czekanie na datę wyborów i wiele innych rzeczy. Ale same wybory nie zaskoczyły. Prawie.
Pierwsze zaskoczenie jest takie, iż główni pretendenci do fotela prezydenckiego, czyli Łukasz Gibała i Monika Piątkowska, zdobyli według badań exit poll dużo lepsze rezultaty, niż zapowiadały to przedwyborcze sondaże. Potwierdzili swoją pozycję liderów i to bardziej, niż się spodziewano. Dla Gibały jest to jednak plus bardziej dodatni, bo do zdobycia bezwzględnej większości, a więc prezydentury, brakuje mu ok. 15 punktów procentowych i ma rezerwę, dzięki której może tę różnicę nadrobić.
Analogicznie Monika Piątkowska ma więcej do nadrobienia (ok. 25 punktów procentowych) i mniej wyborców innych kandydatów, wśród których mogłaby zdobyć brakujące głosy. Relacje ze sztabu kandydatki pełne były oficjalnego entuzjazmu, jednak w pierwszym wystąpieniu po ogłoszeniu wyników Piątkowska przez wszystkie przypadki odmieniała przymiotniki „ciężki” i „trudny”. Może to nowa strategia motywująca, ale po takiej przemowie energicznie działać w kampanii trudno albo przynajmniej ciężko.
Uderzył też brak w otoczeniu kandydatki najważniejszych małopolskich polityków Koalicji Obywatelskiej. Ich skrzętne poukrywanie z tyłu sali albo choćby nieobecność na wieczorze wyborczym miały podkreślać, iż kandydatka jest, jak nazwa jej komitetu, ponad podziałami. Łatwiej jednak uwierzyć, iż politycy ci znają bardzo dobrze drugą część powiedzenia, które zaczyna się od słów „sukces ma wielu ojców”. Pierwszy sondaż przed drugą turą mówi, iż Łukasz Gibała wygrywa, zdobywając 57%, więc mogą mieć rację.
Zaskoczenie jest też w PiS i jest to zaskoczenie dla tej partii pozytywne. Jej kandydat, Michał Drewnicki, cieszył się w sondażach poparciem oscylującym od 9 do 14%. Ostatecznie zdobył ok. 19% i trzecie miejsce, którego przedwyborcze sondaże mu nie dawały. To rodzaj sukcesu, który pokazuje, jak stabilny jest wciąż elektorat Prawa i Sprawiedliwości. Co by się nie działo, kandydaci tej partii mają swój żelazny elektorat. I gdy na poziomie ogólnopolskim PiS ma ok. 20%, to w Krakowie kandydat tej partii dostaje porównywalny odsetek głosów, choć nie od dziś wiadomo, iż duże miasta głosują na PiS mniej chętnie.
Drewnicki obronił więc pozycję Prawa i Sprawiedliwości, stając się przy tym języczkiem u wagi, bo bez elektoratu, który poparł go w niedzielę, ani Gibała, ani Piątkowska nie zostaną prezydentami Krakowa. Skuteczne pozyskanie elektoratu Drewnickiego przez Monikę Piątkowską wydaje się być działaniem ze sfery science fiction, ale Łukasz Gibała też nie będzie miał łatwo, opowiadając tym wyborcom, iż jest tradycjonalistą i prawicowcem, bo wszyscy wiedzą, iż nie jest. Skorzysta jednak najpewniej na wojnie plemiennej KO–PiS, w której obie strony są gotowe wybrać kogokolwiek, byleby dopiec głównemu przeciwnikowi.
Tak jak Michałowi Drewnickiemu udało się wskoczyć na trzecie miejsce w pojedynku o prezydenturę Krakowa, tak Darii Gosek-Popiołek nie udało się obronić miejsca trzeciego, czwartego, a zdaniem jednego z powyborczych sondaży także i piątego. Na przedostatnim lub trzecim od końca miejscu kończy wyścig kandydatka, która na jego początku aspirowała do drugiej tury. Wynik na poziomie od 4,5 do 6% jest porażką kampanii Gosek-Popiołek, ale też porażką Lewicy.
Do Krakowa zjechali w niedzielę Włodzimierz Czarzasty i Magdalena Biejat, którzy mieli wesprzeć kandydatkę, wsparcie jednak nic nie dało. Głośny konflikt w małopolskiej Lewicy dawał o sobie znać z coraz większą siłą, do tego stopnia, iż jeszcze w dniu rejestracji list nie było wiadomo, czy kandydatka zebrała potrzebne podpisy. Skoro więc partyjni koledzy nie pomogli Gosek-Popiołek przy rejestracji kandydatury, tym bardziej nie pomogli jej w kampanii, która traciła na wyrazistości, co miało odzwierciedlenie w sondażach, a potem w niedzielnych wynikach. jeżeli krakowskie wybory mają być prognostykiem przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi, to liderzy Lewicy naprawdę mają się czego obawiać. o ile po pierwszej turze wskazywać największych przegranych, to Daria Gosek-Popiołek zdecydowanie wygrywa ten niechciany ranking.
Wygrywa go jednak nie tylko przez brak pomocy ze strony działaczy Lewicy, ale też przez dużą aktywność drugiej z lewicowych kandydatek, Aleksandry Owcy. Owca prowadziła bardzo dynamiczną kampanię, przy wsparciu ogólnopolskich liderów swojej partii, na czele z Adrianem Zandbergiem. Wynik exit poll w granicach 7–8% wcale nie musi być odczytywany jako porażka, bo tak jak Lewica jest w sondażach nad progiem wyborczym, a Razem jest pod nim, tak w krakowskich wyborach kandydatki tych partii mają dokładnie odwrotne wyniki.
Kampania Aleksandry Owcy zdaje się wpisywać w strategię partii Razem, którą wcale nie jest funkcjonowanie jako czternasty element koalicji „antyPiS” pod przywództwem KO. Razem chce iść na swoje i zbudować własny elektorat w kontrze do obecnego duopolu partyjnego w Polsce. Dziś w Krakowie takich, którzy to doceniają, jest ok. 8%, ale partia Adriana Zandberga zdecydowała się na długi marsz i jeżeli z niego nie zawróci, przyniesie jej to pożytek.
Na koniec zaskoczenie największe, czyli frekwencja. Wybory uzupełniające do czegokolwiek w Polsce mają zwykle fatalną frekwencję. Tymczasem w niedzielę w Krakowie zagłosowało między 42 a 44% wyborców. To ogromna aktywność, która może być objawem jednej z dwóch rzeczy: albo duopol partyjny ma się dobrze i obie jego strony dobrze mobilizują swoich zwolenników, albo w męczarniach, ale skutecznie, buduje się w Polsce społeczeństwo obywatelskie, któremu zależy na tym, co się dzieje w jego najbliższym otoczeniu. Ponieważ zaś głównymi liderami prezydenckiego wyścigu nie byli wyłącznie przedstawiciele PiS i KO, wydaje się, iż mamy do czynienia z tą drugą sytuacją.
Kraków jest w tym roku centrum polskiej polityki i będzie tak jeszcze przynajmniej przez dwa tygodnie. Z tego, co dzieje się pod Wawelem, wynika niespotykana lekcja nie tylko dla lokalnych polityków, ale też dla polityków ogólnopolskich. Ciekawe, czy będą chcieć i umieć coś z niej wyciągnąć?
Jakub Olech – politolog, wykładowca akademicki, krakowianin z importu, obserwator (bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

1 godzina temu












