Polacy w Indiach: maharadża przygarnął tysiąc polskich sierot. „Nie jesteście już sierotami, jestem waszym ojcem”

1 dzień temu

Polonia w Indiach liczy dziś około stu osób – to jedna z najmniejszych polskich społeczności na świecie. Polacy w Indiach mają za to historię, której nie ma nigdzie indziej: w latach 1942–1948 mieszkało tu ponad pięć tysięcy naszych rodaków, wywiezionych wcześniej przez Sowietów na Syberię i do Kazachstanu. Przyjął ich indyjski maharadża – w czasie, gdy Europa zamykała przed nimi granice.

Gdy w lipcu 1942 roku pierwsze polskie sieroty dotarły do Balachadi, maharadża Jam Saheb Digvijay Sinhji powitał je słowami: „Nie jesteście już sierotami. Jesteście teraz Nawanagarczykami, a ja jestem Bapu – ojciec wszystkich Nawanagarczyków, więc jestem także waszym ojcem”. Dzieci mówiły do niego „Bapu”, czyli ojciec, do końca pobytu.

Ile Polaków mieszka w Indiach?

Dokładne statystyki nie są znane, ale szacunki mówią o około stu osobach. Przy ludności przekraczającej miliard czterysta milionów jest to liczba adekwatnie niemierzalna. Dzisiejsza Polonia w Indiach składa się głównie ze specjalistów na kontraktach, osób w związkach mieszanych i nielicznych przedsiębiorców, skupionych wokół Nowego Delhi, Bombaju i Bengaluru. Opiekę konsularną sprawuje Ambasada RP w Nowym Delhi, przy której działa też Instytut Polski promujący polską kulturę w Indiach.

Wskaźnik Dane Źródło
Polonia w Indiach dziś ok. 100 osób szacunki polonijne
Polscy uchodźcy w Valivade 1943–1948 ponad 5 000 IPN, PISM (Londyn)
Dzieci w Balachadi od 1942 r. ok. 650 (łącznie do 1946 r. ok. 740) opracowania historyczne
Uchwała Sejmu ku czci Jam Saheba 11 marca 2016 (423 głosy za) Sejm RP

Kontrast z przeszłością jest uderzający: dziś stu Polaków, osiemdziesiąt lat temu – pięć tysięcy, własne szkoły, własna gazeta i własne harcerstwo.

Dobry Maharadża – kim był Jam Saheb Digvijay Sinhji

Jam Saheb Digvijaysinhji Ranjitsinhji Jadeja (1895–1966) był władcą Nawanagaru w dzisiejszym Gudźaracie, ze stolicą w Jamnagarze. Zasiadał w brytyjskim Gabinecie Wojennym i miał realny wpływ na decyzje imperium. Gdy po układzie Sikorski–Majski i tak zwanej amnestii tysiące polskich dzieci wychodziło z sowieckich łagrów i zsyłek, nikt nie chciał ich przyjąć. Sytuacja była prosta: dzieci wyszły z „nieludzkiej ziemi” żywe, ale nie miały dokąd pójść.

Maharadża zbudował dla nich osiedle Balachadi nad Morzem Arabskim, na własnej ziemi i za własne pieniądze – z domami, szkołą, opieką lekarską i wyżywieniem. Sprowadził polskich nauczycieli i polskiego księdza, zadbał też o to, by dzieci uczyły się polskiej kultury i historii Rzeczypospolitej. Pierwsza grupa dotarła tam w lipcu 1942 roku.

Człowiek, który nigdy nie widział Polski, dał polskim dzieciom to, czego odmówiły im rządy pół świata: dach, jedzenie, szkołę i nazwisko ojca.

Według przekazywanej relacji generał Władysław Sikorski miał zapytać maharadżę, jak Polska może mu się odwdzięczyć. Odpowiedź brzmiała: „W wyzwolonej Polsce nazwijcie moim imieniem którąś z warszawskich ulic”. Anegdota jest powtarzana w wielu opracowaniach i trudno ją dziś zweryfikować co do słowa – spełniono ją jednak dosłownie, choć z siedemdziesięcioletnim opóźnieniem.

Jakie jest polskie miasto w Indiach?

Valivade pod Kolhapurem w stanie Maharasztra – osiedle nazywane „Małą Polską”. Pierwsza grupa przyjechała 11 czerwca 1943 roku, a docelowo mieszkało tu ponad pięć tysięcy osób, głównie kobiet i dzieci. Miejsca użyczył maharadża Kolhapuru.

To nie był obóz przejściowy z barakami, ale miasteczko z pełnym życiem:

– kościół i stała opieka duszpasterska;
– pięć szkół powszechnych oraz gimnazja: ogólnokształcące, kupieckie i humanistyczno-pedagogiczne;
– teatr, kino, biblioteki i świetlice, w których czytano polskie lektury;
– poczta, warsztaty rzemieślnicze i spółdzielnia „Zgoda”.

Polacy mieli też własną prasę. Pismo „Polak w Indiach” ukazywało się od sierpnia 1943 roku jako organ Delegatury Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej w Bombaju, a od 1946 roku wydawało je Zjednoczenie Polaków w Indiach. Przez niespełna pięć lat wyszło 117 numerów. Mniejsze skupiska działały w Panchgani i Bombaju.

Ksiądz Peszkowski, czyli droga z Kozielska do Indii

W Valivade i Balachadi harcerstwo prowadził od maja 1944 do sierpnia 1947 roku młody instruktor, którego dzieci znały jako „Druha Rysia”. Był to Zdzisław Peszkowski – jeniec obozu w Kozielsku, jeden z nielicznych, którzy stamtąd wyszli żywi. Jego koledzy zginęli w Katyniu.

W Indiach organizował drużyny, obozy i wędrówki, zapraszał Hindusów, by opowiadali polskim dzieciom o swoim kraju, jego kulturze i religiach. Spotkał się z Mahatmą Gandhim. Po latach został księdzem i kapelanem Rodzin Katyńskich – człowiekiem, który walczył o prawdę i pamięć o zbrodni katyńskiej. Droga wiodła z sowieckiego obozu jenieckiego przez indyjską misję harcerską do ołtarza w Katyniu.

„Poland must be free!” – Polacy wobec niepodległości Indii

15 sierpnia 1947 roku Indie odzyskały niepodległość. W Valivade Polacy świętowali razem z Hindusami: na maszcie podniesiono indyjski trikolor, odbyły się pochody i występy artystyczne. Relację z uroczystości zamieścił „Polak w Indiach” w numerze z 23 sierpnia 1947 r.

W trakcie świętowania jeden z Hindusów zaczął skandować: „Poland must be free!”. Po chwili podchwycili to kolejni. Zgromadzeni Polacy odpowiedzieli oklaskami.

Scena mówi wszystko o tamtym momencie. Indie właśnie wychodziły spod obcego panowania, a Polska – formalnie zwycięska – wpadała pod sowieckie. Ludzie, którzy dopiero co odzyskali własne państwo, życzyli tego samego gościom z kraju, o którym większość z nich wcześniej nie słyszała.

Jak Polacy odwdzięczyli się maharadży

Pamięć wróciła późno, ale wróciła:

– w czerwcu 1999 roku imię Jam Saheba Digvijay Sinhji przyjął Zespół Społecznych Szkół Ogólnokształcących „Bednarska” w Warszawie;
– w 2012 roku jeden z warszawskich skwerów na Ochocie nazwano skwerem Dobrego Maharadży, a w 2014 roku stanął tam pomnik z napisami po polsku, angielsku i w hindi;
11 marca 2016 roku, w pięćdziesiątą rocznicę śmierci maharadży, Sejm RP jednogłośnie przyjął uchwałę czczącą jego pamięć – 423 posłów za, nikt przeciw;
– we wrześniu 2019 roku polska delegacja wmurowała kamień węgielny pod pomnik w Valivade, w miejscu dawnego osiedla;
– w sierpniu 2024 roku premier Indii Narendra Modi, podczas pierwszej od czterdziestu pięciu lat wizyty szefa indyjskiego rządu w Polsce, złożył wieniec przed warszawskim pomnikiem Dobrego Maharadży.

„Polacy przyjechali jako uchodźcy, a wyjechali jako przyjaciele” – maharadża Kolhapuru Shahu II.

Po 1948 roku większość mieszkańców Valivade i Balachadi rozjechała się po świecie: do Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Stanów Zjednoczonych. Do Polski rządzonej przez komunistów wracać nie chcieli – bezpieczeństwo repatriantów było wtedy iluzją. Indyjska Polonia zniknęła więc niemal w całości. Została pamięć, dokumenty przekazane do Instytutu Pamięci Narodowej i dwa pomniki po dwóch stronach świata.

Polacy w Indiach – najczęstsze pytania

Ile Polaków mieszka w Indiach?
Około stu osób – to jedna z najmniejszych Polonii świata, skupiona wokół Nowego Delhi, Bombaju i Bengaluru. Dla porównania w latach 1942–1948 mieszkało w Indiach ponad pięć tysięcy polskich uchodźców.

Jakie jest polskie miasto w Indiach?
Valivade koło Kolhapuru w stanie Maharasztra, nazywane „Małą Polską”. W latach 1943–1948 mieszkało tam ponad pięć tysięcy Polaków, którzy mieli własny kościół, pięć szkół powszechnych, gimnazja, teatr, kino i spółdzielnię. Drugim ośrodkiem było Balachadi w Gudźaracie.

Kim był Dobry Maharadża?
Jam Saheb Digvijay Sinhji (1895–1966), władca Nawanagaru w dzisiejszym Gudźaracie. W 1942 roku przyjął polskie sieroty ewakuowane z ZSRS i zbudował dla nich własnym kosztem osiedle Balachadi. Łącznie objął opieką około 740 dzieci. Sejm RP uczcił jego pamięć uchwałą z 11 marca 2016 roku.

Czy Polacy potrzebują wizy do Indii?
Tak. Obywatele polscy muszą mieć wizę – najczęściej wystarczy elektroniczna e-Visa, o którą wnioskuje się przed wyjazdem. Aktualne wymogi i zasady wjazdu publikuje serwis gov.pl oraz Ambasada RP w Nowym Delhi.

Idź do oryginalnego materiału