Podatkowa furtka dla najbogatszych. Liniowy PIT rozmontował sprawiedliwość

dzienniknarodowy.pl 17 godzin temu
Zdjęcie: Podatkowa furtka dla najbogatszych. Liniowy PIT rozmontował sprawiedliwość


Ryczałt i 19-procentowy podatek liniowy, które miały wzmacniać przedsiębiorczość, coraz częściej służą najlepiej zarabiającym do obniżania danin. 22 sierpnia dr Radosław Piwowarski z Uniwersytetu Łódzkiego wskazał w Money.pl, iż system odszedł od pierwotnego celu. Dla Polski oznacza to prosty problem: ciężar państwa spada nierówno.

Niższe podatki tak, przywileje nie

Ryczałt i podatek liniowy były sprzedawane jako narzędzia wolności gospodarczej. Miały premiować ryzyko, inwestycje, tworzenie miejsc pracy i odwagę ludzi, którzy biorą odpowiedzialność za własny biznes. Taki kierunek sam w sobie jest zdrowy. Polska potrzebuje przedsiębiorców, a nie urzędniczego podejrzenia wobec każdego, kto zarabia więcej niż średnia krajowa.

Problem zaczyna się wtedy, gdy rozwiązanie dla przedsiębiorczości staje się drogą ucieczki dla najlepiej opłacanych specjalistów. Dr Radosław Piwowarski, ekonomista z Uniwersytetu Łódzkiego, napisał w Money.pl, iż preferencyjne formy opodatkowania samozatrudnionych coraz słabiej realizują pierwotne cele i coraz mocniej działają jako narzędzie optymalizacji podatkowej dla części najbogatszych. To nie jest spór o zawiść. To spór o uczciwe reguły gry.

Państwo samo uczy obchodzenia skali

Oficjalny system jest prosty tylko na papierze. Serwis podatki.gov.pl przypomina, iż skala podatkowa ma stawki 12 proc. i 32 proc. od nadwyżki ponad 120 tys. zł, a podatek liniowy dla działalności gospodarczej wynosi 19 proc. Do tego dochodzi ryczałt, którego stawka zależy od rodzaju przychodu. W praktyce państwo mówi obywatelom: jeżeli jesteś pracownikiem, płacisz według skali. jeżeli możesz wystawić fakturę, masz katalog alternatyw.

To tworzy zachętę do fikcyjnego lub półfikcyjnego samozatrudnienia. Nie dla piekarza inwestującego w piec, nie dla małej firmy kupującej maszyny, ale dla ludzi, którzy wykonują podobną pracę jak etatowcy, tylko w innej rubryce księgowej. Wtedy podatkowa wolność zmienia się w selektywną ulgę dla tych, którzy mają pozycję negocjacyjną, doradcę podatkowego i dochód wystarczająco wysoki, by cała operacja miała sens.

DN pisał już, iż podatki Tuska stały się polem politycznego manewru zamiast spokojnej przebudowy systemu. Tu widać to samo schorzenie w szerszej skali: zamiast prostego, niskiego i powszechnego opodatkowania mamy labirynt, w którym silniejszy znajduje wyjście, a słabszy zostaje przy kasie.

Największy koszt płaci klasa pracująca

Najgorsze w takim układzie jest to, iż państwo karze lojalność. Pracownik na etacie nie ma dowolności wyboru formy opodatkowania. Nie może z dnia na dzień przemianować swojej pracy na usługę i dobrać stawki pod własną korzyść. Ma pensję, składki, zaliczkę i ograniczony wpływ na konstrukcję obciążeń.

Najlepiej zarabiający, zwłaszcza w sektorach usług profesjonalnych, mają większą swobodę. To oni najłatwiej przenoszą dochód tam, gdzie system jest łagodniejszy. Efekt jest przewidywalny: państwo traci spójność, a obywatele widzą, iż reguły zależą od formy umowy. Tak rodzi się nieufność do podatków i do samego państwa.

Prawica nie powinna bronić takiego bałaganu tylko dlatego, iż występuje pod hasłem niższych podatków. Niższe podatki są dobre, kiedy są proste, jasne i dostępne szeroko. Przywilej dla wąskiej grupy jest czymś innym. To plaster na system, który dawno wymknął się z rąk politykom.

Wolność gospodarcza wymaga prostoty

Polska potrzebuje podatków, które nie wypychają ludzi z etatu w sztuczne konstrukcje i nie każą małemu przedsiębiorcy zgadywać, czy jutro fiskus uzna jego wybór za zgodny z duchem ustawy. Potrzebuje systemu, w którym opłaca się inwestować, zatrudniać i rozwijać firmę, a nie głównie dobierać najwygodniejszą etykietę prawną.

Dlatego krytyka ryczałtu i liniowego PIT nie może być lewicowym odruchem karania zaradnych. Musi być prawicowym postulatem równej miary. Państwo narodowe nie może być ani łupieżcą, ani doradcą podatkowym najbogatszych. Ma budować warunki, w których polska praca i polski kapitał rosną bez konieczności kluczenia między rubrykami.

W tle pozostało większy temat: suwerenność ekonomiczna. Bez zdrowych dochodów publicznych nie ma armii, infrastruktury ani usług, których oczekują obywatele. Ale bez rozsądku podatkowego nie ma też wolnej przedsiębiorczości. Dlatego trzeba odróżnić niskie podatki od podatkowych furtek. Pierwsze wzmacniają naród. Drugie uczą, iż najwięcej zyskuje ten, kto najlepiej omija wspólne zasady.

Kapitał ma narodowość, ale podatki też mają narodowy wymiar. jeżeli państwo ma być poważne, musi traktować pracownika, małą firmę i zamożnego specjalistę według logiki dobra wspólnego, nie według siły ich księgowych.

Źródło: Money.pl, podatki.gov.pl.

Źródło: Money.pl

Idź do oryginalnego materiału