Wyobraź sobie sytuację tuż przed startem transatlantyckiego odrzutowca. Z głośników dobiega komunikat, iż za sterami nie siedzi przeszkolony kapitan z tysiącami wylatanych godzin, ale zwycięzca plebiscytu na najmilszy uśmiech i najzręczniejszą retorykę. Na pokładzie wybuchłaby natychmiastowa panika – pasażerowie wyważaliby drzwi awaryjne i woleliby połamać nogi na płycie lotniska, byle tylko nie powierzać swojego życia całkowitemu dyletantowi.
Odsłuchaj i wszystko jasne: https://www.youtube.com/embed/wbfklzjY2BQ
Stajemy przed ostatecznym wyborem: albo przez cały czas będziemy potulnymi, biernymi pasażerami w spadającym samolocie, przyglądającymi się bezradnym gestom politycznych dyletantów, albo twardo zażądamy odrzucenia politycznego amatorstwa i oddania sterów w ręce ludzi z realnymi kompetencjami.
Dotychczasowy układ partyjny poniósł całkowitą porażkę, generując gigantyczne koszty finansowe i społeczne. Jedyną drogą ratunku przed systemowym paraliżem jest odrzucenie politycznego amatorstwa i budowa oddolnej, eksperckiej merytokracji.
Przez ostatnie trzy dekady zafundowano obywatelom spektakl, który z prawdziwą demokracją ma tyle wspólnego, co dekoracja z dykty z solidnym gmachem. Autonomia posła okazuje się całkowitym mitem – parlamentarzyści zostali zredukowani do roli bezwolnych maszynek do głosowania i pionków na szachownicy, którymi bezwzględnie ruszają partyjni wodzowie. Ich jedynym celem stała się walka o łaskę prezesów oraz bezpieczne miejsce na liście wyborczej.
W stworzonym w ten sposób teatrze cieni merytokracja na szczeblu rządowym stała się pojęciem całkowicie zakazanym. najważniejsze resorty, decydujące o codziennym losie milionów Polaków, trafiają w ręce ludzi, u których występuje całkowity brak weryfikacji kompetencyjnej – w normalnych warunkach rynkowych nie przeszliby oni rekrutacji na stanowisko szeregowego kierownika. Od decydentów nie wymaga się wiedzy, doświadczenia ani zaliczenia testów kompetencyjnych – jedyną walutą pozostaje absolutne posłuszeństwo i legitymacja partyjna.
„Partyjni „gadacze” nie naprawią państwa, bo żyją z jego psucia. Ratunek leży wyłącznie w demokracji bezpośredniej tzn. w oddolnej merytokracji i solidarności Polaków…”
Cena, jakiej zapłaty partyjni amatorzy wymagają od całego społeczeństwa za swoją bezkarność i dyletantyzm, jest zatrważająca i bezpośrednio przelicza się na twarde wskaźniki ekonomiczne:
- Ponad 1 miliard złotych dziennie – w takim skrajnym tempie zadłuża się polskie państwo.
- Ponad 100 miliardów złotych rocznie – tyle wynosi haracz z podatków obywateli przeznaczany na samą obsługę odsetek od długu publicznego.
Ten fiskalny paraliż nie jest dziełem przypadku ani wyłącznie zewnętrznych kryzysów. To efekt bezmyślnego niszczenia podwalin rozwoju i wynik działań rodzimych legislatorów. Zza ministerialnych biurek, ignorując elementarne zasady prawa pracy, bezwzględnie ubruttowili i obłożyli daninami wszystko, co trzymało polskich przedsiębiorców przy życiu.
W normalnie funkcjonującym państwie głównym amortyzatorem takiego kryzysu powinien być sektor małych i średnich firm. Zachodzi tu jednak tragiczna ironia: zamiast chronić ten najważniejszy bufor bezpieczeństwa, rządzący od lat traktują rodzimą przedsiębiorczość jak zwierzynę łowną, wykańczając ją tuż przed masową rewolucją strukturalną.
Wszechobecny systematyczny terror gospodarczy objawia się na wielu płaszczyznach poprzez:
- Ignorowanie praw ekonomii: Całkowite odrzucanie elementarnych reguł krzywej Laffera, opodatkowywanie pracy do granic możliwości i stałe dokręcanie śruby kontrolnej przez rządzących polityków.
- Opresyjną biurokrację: Nasyłanie bezwzględnych kontroli ZUS oraz skarbówki i hodowanie armii urzędników, z których wielu bezkarnie wydaje decyzje rażąco sprzeczne z prawem, nie ponosząc za to żadnej odpowiedzialności.
- Cyfrową machinę nadzoru: Budowanie centralnych systemów kontroli (takich jak KSeF) służących do agresywnego gromadzenia wrażliwych danych i tajemnic handlowych firm oraz obywateli.
- Zamachu na wolność osobistą Polaków: Ograniczanie obrotu gotówkowego, co godzi bezpośrednio w suwerenność obywateli i daje władzy możliwość natychmiastowego odcięcia finansowego każdemu, kto podpadnie systemowi.
- Fiskalny terror drogowy: Rozbudowywanie systemów, takich jak odcinkowe pomiary prędkości, które działają jak bezduszne maszynki do drenowania kieszeni kierowców i stanowią kolejny zakamuflowany haracz.
Musimy definitywnie odrzucić złudzenia, iż zmiana nadejdzie z partyjnych central lub telewizyjnych debat. Partyjni politycy nigdy nie naprawią państwa, ponieważ ich egzystencja opiera się na jego ciągłym psuciu.
Jedyna skuteczna droga wymaga od Polaków całkowitego przejęcia inicjatywy przez polskie społeczeństwo, natomiast proces ten mógłby opiera się na trzech jednoznacznych krokach:
- Budowie bezpośredniego porozumienia: Wypracowanie konsensusu wokół „Celu Zbiorowego Polaków” (m.in. poprzez Projekt – Wielka Polska) realizowanego na poziomie samorządów z udziałem pracodawców i pracowników, pod wodzą Pana Karola Nawrockiego – Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
- Eksperckim zapleczu: Wykorzystanie potencjału niezależnych, bezpartyjnych środowisk, w tym stowarzyszeń takich jak „My Ludzie” oraz „My Przedsiębiorcy”.
- Powołaniu Rządu Przedsiębiorców: Stworzenie sprawczego ośrodka władzy złożonego z praktyków i niezależnych fachowców. Ich celem będzie stworzenie stabilnego i jasnego prawa, które raz na zawsze ukróci urzędnicze widzimisię oraz samowolę systemu interpretacji przepisów.
Edmund Szwed











