Unia Europejska to najbardziej uzależniony od diesla region na świecie. Wywołana przez USA i Izrael wojna sprawiła, iż kierowcy „osobówek” za każde tankowanie oleju napędowego płacą dziś ok. 130 zł więcej. Jak uchronić ich przed taką drożyzną?
Pojazdy z silnikiem diesla najlepiej sprawdzają się przy dużych przebiegach i przewożeniu ciężkich ładunków. To właśnie wtedy niższe zużycie paliwa przynosi największe korzyści. Dlatego z oleju napędowego korzystają chociażby kierowcy ciężarówek i autobusów oraz operatorzy maszyn rolniczych.
Ale w przypadku Europy diesel ma bardzo silną pozycję również wśród kierowców samochodów osobowych. Złożyło się na to wiele przyczyn, m.in. niższe podatki, polityka klimatyczna i strategia czołowych koncernów samochodowych.
W rezultacie, jak podaje organizacja Transport & Environment, aż 43 proc. samochodów na europejskich drogach jest wyposażonych w silnik diesla. Żaden inny region na świecie nie jest tak bardzo uzależniony od oleju napędowego jak Unia Europejska. I kierowcy to odczuwają. Bezpośrednio za UE są Brazylia, Afryka oraz Ameryka Południowa i Środkowa, a wśród regionów najmniej zależnych są m.in. USA, Bliski Wschód i Chiny.
Wykres organizacji T&E pokazujący, z jakich paliw korzysta się w różnych częściach świata.Czytaj także: „CPN” czyli jak wszyscy zrzucamy się na paliwo dla najbogatszych
Diesel za 30 euro więcej
T&E zwraca uwagę, iż z powodu niedoboru produktów rafinowanych na ceny oleju napędowego rosną jeszcze szybciej niż ceny benzyny. Efekt? „Rekordowo wysokie ceny oleju napędowego kosztują Europę dodatkowe 203 mln euro dziennie” – informuje organizacja na podstawie przeprowadzonego przez siebie badania.
Wynika z niego, iż kierowcy ciężarówek ponoszą w tej chwili dodatkowe koszty przekraczające 236 euro tygodniowo. Kierowcy „osobówek” płacą zaś przy każdym tankowaniu o 30 euro więcej, czyli około 130 zł.
„Wieloletnia strategia Europy polegająca na stawianiu na diesle zaczyna się mścić. Ceny przy dystrybutorach obciążają konsumentów, a koszty transportu podnoszą ceny wszystkiego innego. To gorzka ironia, iż USA są najmniej narażone na kryzys, który same wywołały, podczas gdy europejska gospodarka po raz kolejny ponosi jego koszt” – komentuje Antony Froggatt, dyrektor ds. energii w T&E.
Czytaj także: Wojna Trumpa kosztowała nas już 10 mld zł. Proponują „Bilet Polska”
Zezłomować stare diesle…
Aż 30 proc. europejskiej floty diesli ma ponad 15 lat. Takie pojazdy odpowiadają za nieproporcjonalnie duże emisje zanieczyszczającego powietrze dwutlenku azotu, którego nadmierne ilości szkodzą zdrowiu ludzi. Również emisje CO2 są w ich przypadku większe niż w nowszych autach.
Dlatego zdaniem T&E rządy powinny wprowadzić programy złomowania starych diesli. o ile obecne ceny oleju napędowego utrzymają się do Bożego Narodzenia, związane z tym dodatkowe koszty będą ogromne. I wyniosą tyle, ile kosztowałoby zezłomowanie wszystkich samochodów z dieslem w UE, które mają przynajmniej 15 lat (zakładając dopłaty na poziomie 2 tys. euro).
„Politycy rozważają obniżanie podatków na paliwa, co tylko wydłuża obecny kryzys i podnosi jego koszty dla podatników. Wsparcie powinno trafiać do kierowców o niskich dochodach. Im dłużej trwa konflikt, tym wyższy staje się dodatkowy koszt diesla w Europie. Inwestycje w programy złomowania samochodów gwałtownie zaczną się zwracać” – przekonuje Froggatt.
Czytaj także: Co jeżeli nie centralnie sterowane ceny paliw? Oto kilka propozycji
…wspierać elektromobilność
Ale zdaniem T&E złomowanie starych diesli powinno stanowić początek. Najważniejszy następny krok to ich zdaniem „odważne wspieranie elektromobilności”.
„Działania krótkoterminowe, takie jak obniżenie dopuszczalnej prędkości na autostradach o 10 km/godz., promowanie ekologicznej jazdy czy współdzielenie samochodów, mogłyby ograniczyć popyt na olej napędowy o 15 proc. W dłuższej perspektywie to jednak elektryfikacja pozwoli na znaczące zmniejszenie zapotrzebowania na olej napędowy” – przekonuje organizacja.
Z tego powodu T&E apeluje też o odrzucenie jakichkolwiek prób osłabienia celu ograniczania emisji CO2 z transportu, na co nalega część państw UE i producentów aut. Z drugiej strony popiera wprowadzenie zakazu sprzedaży nowych samochodów osobowych i dostawczych z silnikiem benzynowym i diesla od 2035 r.
Nie tylko „elektryki”
Ale rozwój elektromobilności to nie jedyny sposób, by ograniczać europejską zależność od diesla. Istotne są również inne zmiany w sektorze transportu.
„To nie pierwszy kryzys w sektorze paliwowym, nad którym w Polsce nie mamy kontroli. Każdy kolejny pokazuje nasze strukturalne braki, takie jak ograniczony dostęp do transportu zbiorowego czy mocno rozproszona zabudowa” – zauważa dr Michał Możdżeń z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, współzałożyciel Polskiej Sieci Ekonomii, pytany przez SmogLab.
I dodaje: „W rezultacie przeciętna osoba w Polsce musi więcej jeździć samochodem niż przeciętna osoba w Europie. Do tego Polacy znajdują się średnio w biedniejszej połowie Europejczyków, przez co wydatki na paliwo pochłaniają większą część ich budżetu.”
Dlatego zdaniem Możdżenia niezwykle ważna jest rozbudowa alternatyw dla samochodów: transportu zbiorowego w miastach, autobusów podmiejskich, kolei itp.
„Dość powszechnie mówi się już, iż żyjemy w świecie polikryzysów, gdy jeden kryzys nakłada się na drugi, a choćby go wzmacnia. Sytuacja finansowa państwa i gospodarstw domowych jest coraz trudniejsza. Na pewno istnieje więc pokusa, by ciąć różne wydatki i inwestycje. Paradoksalnie to jednak inwestycje są tym, czego w tej chwili bardzo potrzebujemy, by ograniczyć ryzyka związane z potencjalnymi kryzysami w przyszłości” – podsumowuje Możdżeń.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Pawel Michalowski

1 godzina temu












.webp)
