Wysokie ceny paliw na stacjach benzynowych stały się nową rzeczywistością. Nie powinno więc dziwić, iż Unia Europejska chce w ciągu kilkunastu lat niemal podwoić udział energii elektrycznej w końcowym zużyciu energii. Niestety, w Polsce elektryfikacja jest dziś na niższym poziomie niż w przypadku unijnej średniej. Co więcej, system elektroenergetyczny już teraz nie zawsze jest w stanie przyjąć rosnącą produkcję z OZE. W 2025 r. operatorzy zgłosili prawie 4,9 tys. odmów wydania warunków przyłączenia na łączną moc 107 GW. Problem jest bardziej złożony, niż sugeruje sama liczba.
Choć rząd wprowadził kolejną odsłonę programu CPN, tym razem w oparciu o nadmiarowe zyski koncernów paliwowych, to w dłużej perspektywie nie rozwiązuje problemu. Jak wskazują specjaliści, potrzebne jest odejście od paliw płynnych, a rozwiązaniem tego problemu może być elektryfikacja gospodarki, oparta na OZE i magazynach energii. Dlatego też Komisja Europejska w lipcu tego roku przedstawiła Electrification Action Plan.
Bruksela chce zwiększyć udział energii elektrycznej w końcowym zużyciu energii w UE z około 23 proc. w tej chwili do 46 proc. w 2040 r. Według Komisji osiągnięcie tego poziomu mogłoby ograniczyć wydatki Unii na import paliw kopalnych choćby o 260 mld euro rocznie. Koszty wytwarzania energii elektrycznej spadłyby o około 20 proc.
Źródło: Instytut ReformInstytut Reform zwraca uwagę, iż osiągnięcie unijnego celu oznaczałoby około dziewięciokrotne zwiększenie tempa elektryfikacji w porównaniu ze średnią obserwowaną od 1990 r. Polska zaczyna jednak z niższego poziomu. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) energia elektryczna odpowiada w naszym kraju za około 20 proc. końcowego zużycia energii. Co ważne, 46 proc. jest w tej chwili ogólnounijnym, orientacyjnym celem, a nie wyznaczoną już wartością dla Polski.
107 GW brzmi jak ogromna wartość, ale należy uważać z interpretacją
Jedną z najbardziej zauważalnych liczb w analizie Instytutu Reform jest 107 GW. W 2025 r. operatorzy odmówili wydania warunków przyłączenia dla projektów o łącznej mocy 107 GW. Nie oznacza to jednak, iż Polska nie była w stanie przyłączyć dokładnie 107 GW nowych farm wiatrowych i fotowoltaicznych.
Dane Urzędu Regulacji Energetyki (URE) pokazują, iż w 2025 r. zgłoszono łącznie 4897 odmów wydania warunków przyłączenia na łączną moc 107 GW. Odmowy dotyczą wytwórców energii elektrycznej, a więc statystyka nie jest tożsama ze 107 GW samych projektów OZE. Co więcej, w zestawieniu mogą znajdować się wielokrotnie składane wnioski dotyczące tych samych projektów.
Jak rozumieć wspomniane odmowy? Zdaniem naszej rozmówczyni właśnie tak, jak w przypisie do raportu.
– Należy jednak pamiętać, iż wartości te obejmują wszystkie odrzucone wnioski (w tym wielokrotne zgłoszenia tych samych projektów), a więc mogą nie odpowiadać rzeczywistej mocy instalacji, które ostatecznie nie zostały przyłączone. Czyli sumarycznie, na tyle mocy z OZE odmówiono wydania warunków przyłączenia, ale należy pamiętać, iż część z nich mogła być tzw. projektami zombie – wyjaśnia dla SmogLabu Halina Jagielska, młodsza analityczka ds. polityki klimatyczno-energetycznej w Instytucie Reform.
To zastrzeżenie nie zmienia faktu, iż problem z przyłączaniem nowych źródeł jest realny. Według Instytutu Reform trudności wynikają nie tylko z fizycznych ograniczeń infrastruktury, ale również z modelu planowania nowych inwestycji i niedopasowania ich lokalizacji oraz profilu produkcji do możliwości systemu.
Nie tylko nowe linie. Potrzebna jest elastyczność
W 2025 r. w Polsce ograniczono produkcję około 1,4 TWh energii z OZE. Według analiz przywołanych przez Instytut Reform około 98 proc. tych ograniczeń wynikało z niewystarczającej elastyczności systemu. Oznacza to, iż nie chodzi jedynie o brak kabli i transformatorów.
– Problem nie sprowadza się wyłącznie do braku sieci, ale również do niedopasowania lokalizacji i profilu nowych źródeł do możliwości istniejącej infrastruktury – mówi Jagielska.
Jak dodaje, rozbudowa sieci pozostaje konieczna. Jednak nie każda potrzeba musi być rozwiązywana wyłącznie poprzez budowę nowych aktywów.
– Znaczenie mają również: lepsze planowanie lokalizacji OZE, elastyczne przyłączenia, magazyny energii oraz usługi elastyczności, które mogą ograniczać lokalne przeciążenia i lepiej wykorzystywać istniejącą sieć. Wpływa to także na koszty, np. w sytuacji, gdy problem występuje tylko lokalnie lub w określonych godzinach
Tłumaczy, iż rozwiązanie elastycznościowe może być alternatywą dla kosztownej rozbudowy infrastruktury. To właśnie dlatego unijny plan mocno akcentuje magazyny energii czy elastyczne zużycie oraz integrację pomp ciepła i samochodów elektrycznych z systemem. Komisja chce zwiększyć moc magazynów energii w UE z około 55 GW do 200 GW w 2030 r.
Polska będzie potrzebowała znacznie więcej prądu
Najważniejsze pytanie brzmi jednak: ile energii elektrycznej będzie trzeba wyprodukować, o ile elektryfikacja rzeczywiście mocno przyspieszy?
– W Instytucie Reform na ten moment nie wykonujemy samodzielnie modelowania systemu energetycznego. Według scenariusza Fundacji Instrat zapotrzebowanie na energię elektryczną w Polsce może wzrosnąć z ok. 148 TWh w 2025 r. do około 282 TWh w 2040 r., czyli o ok. 134 TWh, niemal dwukrotnie – odpowiada Jagielska. – Wzrost ma być napędzany przede wszystkim elektryfikacją transportu, ogrzewania i przemysłu.
Nie można powiedzieć, iż unijny cel 46 proc. automatycznie oznacza dla Polski wzrost zapotrzebowania o dokładnie 134 TWh. Ta wartość pokazuje jednak skalę wyzwania, przed jakim może stanąć polski system.
– Jest to wynik konkretnego scenariusza modelowego Instratu, a nie bezpośrednie wyliczenie zapotrzebowania wynikające z osiągnięcia 46-procentowego udziału energii elektrycznej w końcowym zużyciu energii. W takim scenariuszu do 2040 r. system musiałby zapewnić około 130–135 TWh dodatkowego zużycia energii elektrycznej – według mojej szybkiej analizy, opartej na scenariuszu Instratu – wyjaśnia analityczka.
Rachunki mogą być kolejną barierą
Rozbudowa sieci i zwiększenie mocy wytwórczych będą wymagały ogromnych inwestycji. Tymczasem koszty sieciowe już dziś stanowią znaczną część rachunków. Komisja Europejska szacuje, iż w ostatnich latach odpowiadały one średnio za 24–29 proc. rachunku gospodarstwa domowego w UE. W Polsce średnia cena energii dla gospodarstw domowych wraz z dystrybucją wyniosła w 2025 r. 0,92 zł/kWh, czyli ponad 11 proc. więcej niż rok wcześniej. Na 2026 r. URE zatwierdził wzrost stawek dystrybucyjnych średnio o 9,36 proc., wskazując m.in. na potrzeby związane z rozbudową i modernizacją sieci.
Elektryfikacja ma więc dwa oblicza. Z jednej strony może ograniczać zależność od gazu i ropy oraz w dłuższym okresie obniżać koszty eksploatacji. Z drugiej – wymaga kosztownych inwestycji na początkowym etapie. Dotyczy to zarówno sieci, jak i urządzeń po stronie odbiorców: pomp ciepła, samochodów elektrycznych czy magazynów energii.
–
Zdjęcie tytułowe: Agnes Kantaruk/Shutterstock

59 minut temu














![Mija 10 lat od publikacji adhortacji „Amoris laetitia”. Jak dokument zmienił duszpasterstwo w Polsce? [ROZMOWA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2023/03/family-gd0d79b42a_1920.jpg)
