Muzyka nie królowała tutaj od zawsze. Niezwykła historia koncertów chopinowskich w Sannikach

38 minut temu

Pałac w Sannikach cieszy dziś oko podkreślającą elegancję bryły bielą tynków na tle parkowej zieleni, zaprasza na koncerty i wystawy, zachęca do skorzystania z kawiarni. Ale przed pół wiekiem tak nie wyglądał i służył czemuś zupełnie innemu.

Był siedzibą dyrekcji Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Sannikach, utworzonego po reformie rolnej na większej części gruntów dawnego majątku. I choćby w tedy miewał lepsze i gorsze okresy. Lepsze zaczęły się w roku 1966, gdy dyrektorem PGR został, żyjący do dziś Ryszard Mąka. Pałac wtedy straszył zniszczoną elewacją i przeciekającym dachem, w kiepskim stanie było ogrodzenie. Mąka przede wszystkim pokrył blachą dach, naprawił ogrodzenie, odświeżył ogrodzenie. Jak wyznał w jednej z późniejszych publikacji, wiedział, iż kiedyś mieszkał tu Chopin, doceniał wartość historyczną pałacu, zdawał sobie sprawę, iż jeżeli obiekt przetrwał dwie wojny światowe, to tym bardziej nie można doprowadzić go do ruiny w 20 lat po końcu drugiej z nich.

Fryderyk Chopin spędził w sannickim pałacu dwa letnie miesiące w roku 1828, w gościnie u ówczesnych właścicieli majątku, państwa Pruszaków. Wypoczywał, ale i komponował. Pamięć o tym była przez lata żywa, przed wojną o upamiętnienie tego faktu postarano się w roku 1925, umieszczając pamiątkową tablicę.

Uczestnicy spotkania z Jerzym Waldorffem, 29 sierpnia 1976.

Inicjatywa, w której liczyły się nazwiska

Potem też pamięć się tliła, gdyż w pałacu, w którym oprócz dyrekcji PGR mieściło się m.in. przedszkole, zdarzały się występy zespołów ludowych, wspominano o potrzebie stworzenia w nim sali koncertowej. Dyrektor Mąka nadał tym zamierzeniom konkretny kształt. To on doprowadził do powstania Społecznego Honorowego Komitetu Przywrócenia Chopina Sannikom. Ryszard Mąka został jego wiceprzewodniczącym, przewodniczącą była Krystyna Błaszczyńska, sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Płocku – takie były czasy, partyjny patronat był niezbędny do tego, by jakakolwiek inicjatywa społeczna miała szanse powodzenia. Ale liczyły się też nazwiska, jakie w skład komitetu weszły: Jerzy Waldorff, Wiktor Zin, Mirosław Hermaszewski… dyrektor Mąka podkreślał w późniejszych wypowiedziach, iż zależało mu na tym, by do tej inicjatywy zjednać i przekonać większą grupę osób – i to się udało.

Bez niego pewnie by się nie udało

Wśród inicjatorów był także Włodzimierz Chećko. Postać dziś już szerzej mało znana, wówczas wpływowy i energiczny redaktor naczelny tygodnika Gromada – Rolnik Polski. Ryszard Mąka przyznaje, iż to Chećko był głównym inicjatorem stworzenia warunków do tego, by Chopin do Sannik „wrócił” – a przecież jest to drugie najważniejsze, po Żelazowej Woli, miejsce w Polsce, w którym pamięć o Chopinie ma materialny punkt zaczepienia. - „Robimy ośrodek chopinowski” – miało paść z ust Włodzimierza Chećki, podczas spaceru po przypałacowym parku, którym został zauroczony, podczas jakiejś wizyty reporterskiej w Sannikach. Dziennikarze tego tygodnika wcześniej niejednokrotnie bywali w Sannikach i pisali o związkach tego miejsca z kompozytorem.

- Chećko powiedzieć to miał do towarzyszącego mu Jana Geislera, nauczyciela, animatora kultury – opowiada nam Aleksandra Głowacka, przewodnicząca koła Towarzystwa im. Fryderyka Chopina w Sannikach, pamiętająca te czasy, była bowiem od 1974 roku instruktorem w Gminnym Ośrodku Kultury w Sannikach i od początku angażowała się we wszystkie działania chopinowskie.

Porozumienie dwóch ministerstw

Odrestaurowanie pałacu dokonane zostało z funduszy Ministerstwa Rolnictwa, ale 28 marca 1980 r. zawarte zostało porozumienie między ministerstwami kultury i rolnictwa, przewidujące, iż po restauracji obiekt zostanie przekazany we współużytkowanie GOK w Sannikach i Towarzystwu im. Fryderyka Chopina w Warszawie, które zadeklarowało organizację koncertów w tym miejscu. Dyrektor Mąka, w uzgodnieniu z konserwatorem zabytków, przygotował dokumentacją projektową i do końca 1980 wyremontowano i oddano do użytku w pałacu salę koncertową na 120 miejsc, salę wystawową i garderobę dla artystów. W doprowadzeniu dzieła do końca niebagatelny był wkład członków komitetu, którzy pozyskiwali sponsorów – choć wtedy tego słowa nie używano.

Pierwszy koncert... z magnetofonu

Pierwszy koncert odbył się jednak wcześniej, jeszcze przed końcem prac restauracyjnych. Zamiar przywrócenia pamięci o Chopinie w Sannikach, uczynienia z tego miejsca ośrodka związanego z jego nazwiskiem, sygnalizował koncert, który odbył się w pałacu już 29 sierpnia 1976 roku. Startować zamierzano od razu z najwyższej półki: gościem była słynna pianistka Halina Czerny-Stefańska. Tyle, że… nie grała, a razem z publicznością wysłuchała odtworzonego z magnetofonu swego koncertu, w którym wystąpiła wraz z mężem Ludwikiem Stefańskim – bowiem w pałacu nie było jeszcze wówczas fortepianu. kilka chyba zna historia polskiego życia kulturalnego świadectw takiego zapału i determinacji, by zasygnalizować jak serio środowisko traktuje swe zamiary. A traktowało bardzo poważnie, koncert komentował Jerzy Waldorff, słuchacze byli zachwyceni.

Gdy już zbliżał się termin oddania sali koncertowej do użytku, ustalono, iż koncerty chopinowskie w tym obiekcie powinny się odbywać w niedzielę najbliższą daty urodzin Chopina, a więc na przełomie lutego i marca, a kończyć w niedzielę bliską daty jego śmierci, czyli w połowie października.

Halina Czerny-Stefańska i Włodzimierz Chećko podczas pierwszego koncertu, 9 lutego 1981 r. w Sannikach.

Inauguracja na białym fortepianie

I rzeczywiście, pierwszy koncert, inaugurujący cykl, odbył się 9 lutego 1981 roku. Nazwano go: Spotkanie miłośników muzyki Fryderyka Chopina w Sannikach. Spotkanie było zapowiadane, iż będzie ze słowem Wiktora Zina i Jerzego Waldorffa. Rysunek na zaproszeniu był autorstwa Zina, przedstawiał sannicki pałac z kasztanową aleją. Dla gości z Warszawy zorganizowano transport autokarowy z Warszawy, sprzed redakcji „Gromady – Rolnika Polskiego”. Ponownie zagrała – tym razem już w realu, na białym fortepianie Calisia, zakupionym i dostarczonym przez urząd Wojewódzki w Płocku - Halina Czerny-Stefańska. Obok niej wystąpił Wojciech Siemion, z poezją Juliana Tuwima i Jana Lechonia. Wśród gości obecni byli m.in. Wiktor Zin i Mirosław Hermaszewski z małżonką, komentował ostatecznie tylko Waldorff. Ludzie byli zachwyceni.

Tym bardziej, iż po koncercie w pałacu, w remizie OSP w Sannikach wystawiono „Lato w Nohant” Jerzego Iwaszkiewicza w wykonaniu warszawskich artystów, a po tym spektaklu był jeszcze występ zespołu Sanniki.

Jerzy Waldorff, Wiktor Zin i Piotr Ryszard Mąka.

Chopin rozbrzmiewa do dziś

I od tego czasu niemal bez przerwy, z krótkim wahnięciem w czasie stanu wojennego, muzyka Fryderyka Chopina rozbrzmiewa w sannickim pałacu, w ramach koncertów „Chopin – Muzyka – Poezja”. Społeczny Komitet przekształcił się najpierw w Koło Miłośników Fryderyka Chopina, a w marcu 1981 w sannickie koło Towarzystwa im. Fryderyka Chopina. Koncerty realizowane są staraniem tego Towarzystwa, do 2015 roku we współpracy z GOK, a w tej chwili z Europejskim Centrum Artystycznym im. F. Chopina.

Czym jest wspomniane ECA? Dyrektor Mąka był dyrektorem sannickiego PGR do chwili jego likwidacji w roku 1993, potem założył własną, dużą firmę, a pałac przeszedł na zasób gminy Sanniki. Jej samorząd nie był z tego powodu szczęśliwy, koszt utrzymania takiej placówki przerastał możliwości gminy, fundusze pozwalały co najwyżej na bieżące prace utrzymaniowe, a i tak było to ogromne obciążenie dla budżetu. Rozwiązań szukano długo, ostatecznie w roku 2009 gminie udało się zawrzeć umowę z Marszałkiem Województwa Mazowieckiego o współprowadzeniu w tym miejscu instytucji kultury – odtąd właśnie samorząd województwa jest najważniejszym organizatorem działalności ECA.

- Gmina nie dałaby rady – nie ukrywał w publicznych wypowiedziach obecny jest burmistrz Gabriel Wieczorek. Dla potwierdzenia tych słów warto przytoczyć liczbę: kapitalny remont i modernizacja pałacu pod cele ECS kosztowały, w roku 2011, 20 mln złotych.

Ale gdyby nie działania dyrektora Mąki, gdyby nie zapał redaktora Chećki, nie byłoby w ogóle trzydzieści lat później poczucia, iż to miejsce wymaga nakładów i zaangażowania. Być może nie byłoby pałacu, tylko ruina z mieszkaniami socjalnymi? Na pewno nie byłoby 45 lat koncertów, organizowanych przez grupę zapaleńców, sprowadzających tu wybitnych muzyków i aktorów. Koncertów dostępnych cenowo dla wszystkich.

Fotografie ze zbiorów TiFC, koło w Sannikach.

Jerzy Waldorff i Regina Malejko, ówczesna dyrektor GOK w Sannikach, po koncercie odtwarzanym z płyt, 29 sierpnia 1976 r.

Idź do oryginalnego materiału