Mieszkańcy Chorzel obawiają się inwestycji na dawnym wysypisku. W tle strach przed uciążliwymi zapachami i plagą gryzoni

19 godzin temu

Do naszej redakcji zgłosili się mieszkańcy Chorzel, którzy alarmują, iż w mieście na terenie dawnego wysypiska śmieci przy ulicy Cmentarnej, powstaje nowa inwestycja związana z działem odpadów i oczyszczaniem ścieków. Jak alarmują, ich zdaniem to kolejna sprawa, która nie pozostanie bez wpływu na środowisko, czy uciążliwości zapachowe. Przekazują, iż gmina robi inwestycję potajemnie. – Może warto zainteresować się tą sprawą – przekazują.

Postanowiliśmy te doniesienia wyjaśnić u źródła. Zarówno inwestor, jak i władze samorządowe odpierają zarzuty o brak transparentności, wskazując na ogromne korzyści finansowe i ekologiczne dla regionu.

Procedura w pełni jawna i pod lupą instytucji

Emocje wokół planowanej instalacji postanowiła ostudzić sama prezes zarządu spółki Agromil, która stoi za planowanym przedsięwzięciem – mgr inż. Monika Zygmunt-Ogrodnik. Spotkała się z nami, by wyjaśnić dokładnie, co pojawi się w gminie Chorzele.

Jak podkreśla, cała procedura administracyjna od samego początku prowadzona jest w pełni jawnie, zgodnie z rygorystycznymi wymogami prawnymi. Decyzja nie leży wyłącznie w gestii burmistrza, ponieważ opiera się na szczegółowym raporcie środowiskowym, który drobiazgowo weryfikowały takie instytucje jak Wody Polskie, Sanepid oraz Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (RDOŚ).

„Nie jesteśmy anonimowi”

– Wszystko jest transparentne, oparte na ocenie środowiskowej. Po pierwsze – my nie jesteśmy firmą anonimową. Nasza spółka od blisko dwudziestu lat zajmuje się przetwarzaniem ustabilizowanych komunalnych osadów ściekowych w procesie odzysku R3, czyli kompostowania. Nasze technologie pozwalają na to, by przetworzone odpady straciły swój status i stały się pełnowartościowymi, certyfikowanymi produktami nawozowymi, wprowadzanymi do obrotu na mocy decyzji Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi – wyjaśnia mgr inż. Monika Zygmunt-Ogrodnik.

Prezes, sama jest naukowcem i pracę nad technologią przetwarzania osadów ściekowych rozpoczęła już podczas studiów doktoranckich na Politechnice Warszawskiej. Dziś jej rozwiązania poparte są licznymi patentami i z powodzeniem funkcjonują m.in. w Błoniu, Włocławku, Łochowie, Sokołowie Podlaskim.

– W Błoniu, gdzie spółka prowadzi podobną działalność od około dwudziestu lat, najbliższe domy stoją w bezpośrednim sąsiedztwie kompostowni spółki Agromil i mimo tego przez te lata nie zdarzyły się sytuacje, które mogłyby spowodować zamknięcie instalacji ze względu na uciążliwości – przekazuje.

Co naprawdę trafi do zakładu?

Mieszkańcy obawiają się przede wszystkim uciążliwego zapachu ale też plag gryzoni. Inwestor kategorycznie jednak zaprzecza, by do Chorzel miały trafiać odpady komunalne, czyli śmieci które przyciągają szkodniki. Zakład będzie przetwarzał wyłącznie trzy ściśle określone kody odpadów powstające w procesie oczyszczania ścieków: ustabilizowane osady, skratki oraz zawartość piaskowników.

Co najważniejsze, instalacja powstanie na relatywnie małej działce o powierzchni około pół hektara, co fizycznie wyklucza tradycyjne magazynowanie i zaleganie surowców na placu. Materiał będzie przetwarzany na bieżąco, bezpośrednio po dostarczeniu zaledwie średnio ok. trzech wywrotek dziennie. Zapach podczas tego procesu, jak zapewnia inwestor, jest znacznie mniej uciążliwy, nieporównywalny np. do powstającego powszechnie na wsiach przy rozrzucaniu obornika, czy wywozie gnojowicy.

Bezpieczny układ i realne zyski dla samorządu

Na realizacji inwestycji najwięcej zyskać ma sama gmina Chorzele oraz lokalni rolnicy. Spółka Agromil zobowiązała się do bezpłatnego i całkowitego zagospodarowania osadów ściekowych z chorzelskiej oczyszczalni za symboliczną złotówkę. w tej chwili koszt utylizacji jednej tony takich odpadów przez zewnętrzne firmy sięga choćby kilkuset złotych, co stanowi obciążenie dla budżetu komunalnego. A ceny będą tylko rosły. Dodatkowo spółka będzie płacić gminie dziesięć tysięcy złotych netto miesięcznie za dzierżawę terenu.

– Sama dzierżawa to bardzo bezpieczny układ dla samorządu i mieszkańców. Nie działamy na własnym gruncie, ale dzierżawimy go od gminy. Gdyby działo się cokolwiek niepokojącego, umowa dzierżawy może zostać natychmiast rozwiązana. I wtedy nie straci gmina, tylko straci spółka Agromil, która zainwestowała na dzierżawionym terenie. Dodatkowo rolnicy zyskają darmowy, bezpieczny i przebadany laboratoryjnie nawóz o adekwatnościach znacznie lepszych niż tradycyjny obornik” – dodaje prezes spółki Agromil.

Korzyści także dla rolników

Jak wyjaśnia, dotychczas rolnicy mogli odbierać osad bezpośrednio z oczyszczalni, jednak wiązało się to obostrzeniami prawnymi, koniecznością badania gleby oraz utrzymaniem restrykcyjnych przepisów.

– Po przetworzeniu przez Agromil materiał, traci status odpadu i staje się certyfikowanym produktem handlowym. Rolnik otrzymuje gotowy nawóz, komplet dokumentów i nie musi obawiać się kontroli, bo za wszystko odpowiada spółka, która go wytworzyła – wyjaśnia.

Gmina pod ścianą przepisów prawa

Sprawę jasno komentuje również wiceburmistrz Chorzel, Michał Wiśnicki zwracając uwagę na nieuchronne zmiany w polskim prawie, które stawiają lokalne samorządy pod ścianą.

Nowe rozporządzenia nakazują dodatkową, kosztowną obróbkę osadów na terenie oczyszczalni na co lokalna infrastruktura nie ma ani miejsca, ani funduszy.

– Produkujemy osady ściekowe nieustannie, a Zakład Gospodarki Komunalnej musi sobie z nimi radzić. Do niedawna oddawanie ich rolnikom było proste, ale nowe przepisy to zmieniły. Bez tej inwestycji staniemy przed ogromnym problemem utylizacji. Dla nas to wielka szansa na bezpieczne i sprawdzone rozwiązanie uciążliwego problemu, a dla budżetu realne oszczędności i dodatkowy zysk – podsumowuje wiceburmistrz.

ren

Idź do oryginalnego materiału