Komplet projektantów dla Sądeczanki. A co z Nowym Sączem? Czy kolejne analizy nie zablokują inwestycji na lata?

1 godzina temu

Krakowski oddział GDDKiA pochwalił się w mediach społecznościowych wyborem projektanta dla ostatniego, brakującego fragmentu analiz nowej trasy DK75. Krakowska firma Protechnicon przyjrzy się alternatywnemu przebiegowi na odcinku Łososina Dolna – Tęgoborze. Entuzjazm inwestora zderza się jednak z twardą rzeczywistością. Zamiast przygotowywać się do budowy, wciąż analizujemy. Pytanie brzmi: czy to faktycznie krok do przodu, czy raczej recepta na wydłużenie inwestycji w nieskończoność?

Zgodnie z informacją przekazaną przez GDDKiA zadanie przeanalizowania możliwości zmiany przebiegu trasy nowej DK75 trafi w ręce firmy Protechnicon. To rozstrzygnięcie powtórzonego przetargu, z którego – by urealnić budżet – wykreślono wymóg posiadania kosztownych ekspertów od budowy tuneli.

Wykonawca ma teraz 10 miesięcy na przygotowanie analizy technicznej i środowiskowej dla tzw. wariantu A. Tyle z oficjalnych, teoretycznie pozytywnych wieści.

Ułuda powszechnego zadowolenia

Otwartym pozostaje najważniejsze pytanie: czy te ponowne analizy rzeczywiście pozwolą zadowolić wszystkie strony trwającego od lat konfliktu? Z perspektywy inżynierii i procedur administracyjnych wydaje się to skrajnie naiwne.

Przypomnijmy twarde fakty – dla całej trasy, w tym również dla tego odcinka, istnieje już ostateczna w toku instancji decyzja środowiskowa (DŚU) zezwalająca na realizację wariantu C. Zlecanie teraz ponownej analizy wariantu A to wyraźny ukłon w stronę protestujących samorządów i mieszkańców, jednak w praktyce to operacja obarczona gigantycznym ryzykiem.

Co stanie się za wspomniane 10 miesięcy, gdy analiza będzie gotowa?

Jeśli dokument wskaże, iż wariant A jest lepszy, inwestora czeka wyrzucenie wywalczonej z takim trudem DŚU do kosza i rozpoczęcie wieloletniej, żmudnej procedury środowiskowej dla tego korytarza całkowicie od zera. jeżeli z kolei analiza potwierdzi wyższość obecnego wariantu C, niezadowolone gminy i tak nie złożą broni, uznając dokument za „z góry ukartowany”, a konflikt rozgorzeje na nowo.

To patowa sytuacja, w której „złoty środek” po prostu nie istnieje.

Widmo paraliżu harmonogramów

Trudno nie odnieść wrażenia, iż odcinek IV, czyli Łososina Dolna – Tęgoborze, staje się właśnie najsłabszym, potężnie opóźnionym ogniwem Sądeczanki.

Podczas gdy dla sąsiednich fragmentów – odcinka III do Łososiny, gdzie przewidziano 30 miesięcy na realizację, oraz odcinka V do Nowego Sącza, gdzie prace mają potrwać do 36 miesięcy – realizowane są już zaawansowane prace nad konkretną Koncepcją Programową, środkowy fragment wraca na stół kreślarski do fazy wstępnych analiz.

Istnieje realne zagrożenie, iż to rozwarstwienie harmonogramów sprawi, iż choćby po zaprojektowaniu gotowych wjazdów do miast cała inwestycja utknie w martwym punkcie przez nierozwiązany, wciąż „badany” problem góry Just.

Zlecanie kolejnych opracowań i omijanie trudnych, ostatecznych decyzji daje być może złudzenie działania administracji. Jednak w brutalnej rzeczywistości kolejne analizy nie budują dróg – one jedynie mnożą segregatory dokumentów.

Miejmy nadzieję, iż pragmatyzm zwycięży, zanim o Sądeczance będziemy musieli rozmawiać w kategoriach kolejnej dekady.

Idź do oryginalnego materiału