Prezydent Karol Nawrocki dostał od Donalda Trumpa propozycję dołączenia do Rady Pokoju, która ma sprawować nadzór nad sytuacją na Bliskim Wschodzie.
Zatwierdzone przez Izrael oraz Hamas porozumienie pokojowe dotyczące Strefy Gazy przewiduje utworzenie międzynarodowego organu, który tymczasowo będzie zarządzał zniszczonym w wyniku wojny obszarem. Kluczową rolę w tym procesie ma odgrywać Rada Pokoju, odpowiedzialna za „budowanie zdolności rządzenia, relacje regionalne, odbudowę, przyciąganie inwestycji oraz mobilizację kapitału”. Na jej czele ma stanąć prezydent USA Donald Trump.
Jak informuje agencja AFP, zaproszenia do udziału w Radzie Pokoju trafiły do blisko 60 państw. Wśród adresatów znaleźli się m.in. przywódcy Francji, Niemiec, Włoch, Węgier, Rumunii, Australii i Kanady, a także przedstawiciele Komisji Europejskiej, Turcji oraz innych kluczowych państw Bliskiego Wschodu.
W niedzielę zaproszeniem pochwalił się w mediach społecznościowych premier Węgier Viktor Orbán, który jako pierwszy lider polityczny publicznie zadeklarował gotowość udziału w inicjatywie Donalda Trumpa. W poniedziałek Kreml poinformował, iż prezydent Rosji Władimir Putin również znalazł się na liście zaproszonych i rozważa udział w pracach gremium. Z kolei premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer oświadczył, iż prowadzi rozmowy z sojusznikami na temat warunków przystąpienia do Rady Pokoju.
Według informacji Bloomberga administracja USA miała przekazać państwom zainteresowanym stałym miejscem w Radzie Pokoju w Strefie Gazy, iż wymagany jest wkład finansowy w wysokości „co najmniej miliarda dolarów” za trzyletnie członkostwo.
Biały Dom nie zaprzeczył tym doniesieniom, ograniczając się do stwierdzenia w mediach społecznościowych, iż „nie istnieje minimalna opłata członkowska”. Jednocześnie zaznaczono, iż propozycja stałego uczestnictwa została skierowana do państw partnerskich, które „wykazują silne zaangażowanie na rzecz pokoju, bezpieczeństwa i dobrobytu”.
Jedna z osób znających kulisy planu powiedziała „Financial Times”, iż administracja USA postrzega Radę Pokoju jako „potencjalną alternatywę dla ONZ” oraz „rodzaj równoległego, nieformalnego forum zajmującego się konfliktami również poza Gazą”. Według dziennika nowe gremium mogłoby analizować także sytuację w Ukrainie oraz Wenezueli.















