Kandydaci w pozostałych rolach (Nie)polityczny Kraków

20 godzin temu

Serial pod tytułem „Wybory prezydenta Krakowa” jeszcze się naprawdę nie zaczął, a

„(Nie)polityczny Kraków” kończy już swoją prezentację kandydatów. Dziś ci najbarwniejsi, spod znaku częściowej lub pełnej egzotyki. Wszelkie wybory odbywające się w czasie posuchy między jedną a drugą elekcją mają to do siebie, iż budzą zainteresowanie mediów i dyżurnych kandydatów startujących gdzie się da. Najwyraźniej widać takie zabiegi w wyborach uzupełniających do Senatu. Na przykład przed laty Janusz Korwin-Mikke startował do izby wyższej w różnych miejscach Polski, gdy tylko opróżniło się w niej jakieś miejsce. Zbliżające się ospale przedterminowe wybory na prezydenta Krakowa też gromadzą różnego autoramentu kandydatów, na których bukmacherzy pewnie nie postawiliby wielkich pieniędzy, ale może niesłusznie. Janusza Korwin-Mikkego pośród pomienionych nie ma, ale to nie znaczy, iż nie ma on nic wspólnego z przyszłą elekcją. Michał Klimek to krakowski przedsiębiorca, który szerszej publice znany jest od niedawna, bo dopiero od zeszłego miesiąca, kiedy został oficjalnie przedstawiony jako kandydat Konfederacji Korony Polskiej na prezydenta Krakowa. Zaskoczenie było podwójne. Po pierwsze, dlatego, iż Michał Klimek nie jest postacią powszechnie rozpoznawalną pod Wawelem, a po drugie dlatego, iż wielu komentatorów obstawiało, iż kandydatem „Korony” zostanie w osobie własnej Grzegorz Braun, w tej chwili przecież europoseł z okręgu małopolsko- świętokrzyskiego. Konfederacja Korony Polskiej nie zdecydowała się na taki krok, chcąc wypłynąć na szerokie wody i przekazując wyborcom, iż formacja samym Braunem nie stoi i ma też w swoich szeregach innych ludzi. Zamysł to chwalebny, ale ryzykowny, bo poparcie dla „Korony”, choć rosnące, wcale nie musi przełożyć się wprost na poparcie dla kandydata, który zgłasza swoje postulaty, może niekoniecznie trafiające do wielkomiejskiego elektoratu (np. likwidacja niektórych udogodnień dla rowerzystów), ale Kraków nie raz już pokazał, iż nie taki on bardzo wielkomiejski. W tym tygodniu kandydat zaprezentował też swój komitet honorowy, w którym znalazł się wspominany już Janusz Korwin-Mikke, czy Stanisław Michalkiewicz. Niewątpliwie, wystawienie anonimowego w gruncie rzeczy kandydata było krokiem ryzykownym, ale będzie to także świetny „papierek lakmusowy” dla Konfederacji Korony Polskiej, pokaże on bowiem ilu jest wyborców, którym szyld „Korony” wystarczy, by oddać głos, niezależnie od tego kto kandyduje. Takie „laboratorium” jest ważne przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi.

Michał Klimek to rzeczywiście jeden z najmniej rozpoznawalnych kandydatów, ale stoi za nim szyld organizacyjny. Za długoletnim wiceprzewodniczącym Rady Miasta Krakowa Sławomirem Pietrzykiem też stoi szyld- Socjaldemokracji Polskiej. Nie ma tylko pewności, kogo Krakowianie kojarzą bardziej, kandydata, czy partię? Sławomir Pietrzyk zaczął robić karierę w Radzie Miasta mniej więcej w tym samym czasie, w którym Socjaldemokracja Polska wypłynęła na wody szerokiej polityki. Założona przez Marka Borowskiego w 2004 roku partia działała przez około rok, zanim stała się niszowym tworem, kojarzonym przez coraz mniejszą grupę ludzi. Zupełnie inaczej było z Pietrzykiem, który w Radzie Miasta został wiceprzewodniczącym i do 2018 r. regularnie odnawiał swój mandat. Szczęście przestało dopisywać kandydatowi dopiero dwa lata temu, gdy nie wszedł do nowej Rady. Teraz postanowił przypomnieć o sobie Krakowianom, a za polityczne zaplecze wziął sobie formację, która raczej trampoliną nie będzie. Czy byłaby nią rekomendacja Jacka Majchrowskiego, którego zasługi kandydat wychwala na wszystkie strony? Pewnie tak, ale rekomendacja profesora Majchrowskiego chyba jednak pójdzie w innym kierunku. Pech kandydata pogłębia też fakt, iż w konserwatywnym Krakowie lewicowi kandydaci obrodzili niesłychanie, a jeszcze nie słyszano o takich wyborach, w których mnożenie kandydatów danych środowisk pomnożyło ich poparcie. Takiej matematyki nie ma, więc Sławomirowi Pietrzykowi zostaje tylko liczyć na pamięć wyborców o jego dotychczasowej działalności. Na drugą turę może nie wystarczyć. Ogromną rozpoznawalność, mimo braku silnych związków z jakąkolwiek formacją, ma natomiast Łukasz Wantuch. Przez lata również radny Krakowa, nie bojący się wygłaszania zdań niepopularnych i wchodzenia w spory z przedstawicielami największych sił politycznych. Rozpoznawalność Łukasza Wantucha z pewnością pomoże mu w prowadzeniu kampanii, choć jego pewnie też nie zaniesie go do drugiej tury. Podobnie nie zaniesie go tam informacja o zwycięstwie w grze losowej, o którym poinformował kilka dni temu za pośrednictwem mediów społecznościowych. Musimy pamiętać, iż Kraków leży w Polsce, w której sukces bliźniego (nawet drobny) nie zsyła mu powszechnej sympatii otoczenia. Ale sam fakt, iż mówią i nie przekręcają nazwiska zawsze i w każdej kampanii działa na plus. Skoro już o nazwiskach mowa, ostatnio różne instytucje chciały przedstawiać jednego z krakowskich kandydatów tylko pierwszą literą nazwiska, ale się nie zgodził, informując wszem i wobec, iż nazywa się Banaś, Marian Banaś. Tego kandydata wciąż jeszcze nie trzeba nikomu przedstawiać. Były Prezes Najwyższej Izby Kontroli, skonfliktowany z obozem, który wyniósł go do urzędu, jako pierwszy ogłosił swój start w wyborach. Komunikat przedostał się do mediów i wzbudził zainteresowanie, jak sam jego autor. Za Marianem Banasiem również nie stoi żadna formacja polityczna, a rodzaj rozpoznawalności, którą w tej chwili się cieszy, też nie musi być atutem. Jednak takiej okazji, by spróbować nie dać o sobie zapomnieć Banaś już mieć nie będzie, a o okazjach, jakimi od czasu do czasu straszą go organa ścigania najpewniej nie marzy. Kandydat ma więc kilka do stracenia, może prócz pieniędzy na kampanię. Te jednak mogą gwałtownie się zwrócić z powodu podejmowanych przez kandydata, a nagłaśnianych w mediach, form najmu krótkoterminowego. Wreszcie last, ale zdecydowanie nie not least, Marianna Schreiber. Ani z polityki, ani z Krakowa, ale podobno kandydatka. W zasadzie trudno stwierdzić fenomenem z jakiej dziedziny jest Marianna Schreiber, dlatego trudno prorokować o jej wyniku w nadchodzących wyborach-jeśli rzeczywiście do nich przystąpi. Obecność Schreiber w krakowskiej kampanii to najlepsza egzemplifikacja stwierdzenia, iż wszystko jest polityką. Tylko czy o taką politykę nam chodzi? Jesienne wybory mogą pokazać, iż właśnie o taką. I co wtedy? Wysyp kandydatów na prezydenta jest szczególny. Im bardziej nie ma daty głosowania, tym więcej jest kandydatów. To tylko jeden z paradoksów tego, co dzieje się w tym roku w Krakowie, a czemu wszyscy chyba przyglądamy się z wielką uwagą. W ciągu minionego półrocza zdarzyło się już pod Wawelem kilka rzeczy niemożliwych. W tym kontekście, w zapowiadającym się bardzo dynamicznie, drugim półroczu mogą wydarzyć się kolejne. Dlatego przyglądajmy się uważnie każdej kandydaturze na prezydenta Krakowa. Czasem statyści kradną show. W końcu, czy dwa lata temu mówiło coś Państwu nazwisko Nawrocki? No właśnie.

Jakub Olech, politolog, wykładowca akademicki, Krakowianin

Idź do oryginalnego materiału