Ile kosztuje życie w Illinois?

1 godzina temu

Podobno własny dom jest fundamentem American Dream. Przynajmniej tak przez lata nam mówiono. Pracuj, oszczędzaj, weź mortgage, spłacaj go przez trzydzieści lat, a kiedy bank dostanie ostatnią ratę, wreszcie będziesz mógł powiedzieć: „To jest moje”.

W Illinois warto do tego zdania dopisać małym drukiem: „pod warunkiem, iż przez cały czas będzie cię stać na property tax”. Bo możesz spłacić dom, samochód i przejść na emeryturę. Jednego jednak nie spłacisz nigdy – rachunku wystawianego przez lokalne władze. A najnowsze dane z Cook County pokazują, iż ten rachunek ma wyjątkowo konsekwentny zwyczaj: rośnie.
32 lata podwyżek. Przypadek? Chyba już nie.

Według najnowszej analizy biura Cook County Treasurer Marii Pappas łączna kwota podatków od nieruchomości wzrosła w tym roku o około 743,8 miliona dolarów i zbliżyła się do 20 miliardów. To już 32. rok z rzędu, kiedy całkowity property tax bill w Cook County idzie w górę. Trzydzieści dwa lata to nie chwilowa inflacja, jeden zły budżet czy wyjątkowy kryzys. To trend trwający dłużej niż wiele kredytów hipotecznych. Co więcej, z tegorocznego wzrostu około 593,4 miliona dolarów przypadło na właścicieli nieruchomości mieszkalnych. Szczególnie ciekawie – choć dla właścicieli domów raczej mało zabawnie – wygląda sytuacja na północnych i północno-zachodnich przedmieściach, gdzie mieszka duża część chicagowskiej Polonii. Podatki od nieruchomości mieszkalnych wzrosły tam łącznie o około 9,9 procent, a mediana rachunku przekroczyła 8 tysięcy dolarów rocznie. Nasze polonijne marzenie o własnym domu na przedmieściach zaczyna więc kosztować coraz więcej.

Dom twój. Rachunek wieczny
Polonia doskonale zna historię American Dream. Wielu naszych rodziców czy dziadków przyjechało tutaj bez wielkich pieniędzy, czasami bez języka, ale z bardzo konkretnym celem: pracować i czegoś się dorobić. Najpierw wynajmowane mieszkanie, później niewielki dom w Chicago, następnie może Des Plaines, Mount Prospect, Arlington Heights, Palatine czy Schaumburg. Garaż, ogród, dobra szkoła dla dzieci. Mortgage spłacany przez trzy dekady. Tylko iż dzisiaj coraz częściej trzeba zadać pytanie: czy można mieć spłacony dom i przez cały czas nie być pewnym, czy będzie cię stać, żeby w nim mieszkać? Można. Szczególnie na emeryturze. Dom kupiony trzydzieści lat temu mógł wielokrotnie zwiększyć swoją wartość. Na papierze jego właściciel stał się bogatszy. Problem w tym, iż property tax nie płaci się wartością nieruchomości. Nie można wyjąć kawałka kuchni albo odciąć połowy garażu i wysłać do Cook County. Na papierze masz majątek. Na koncie – emeryturę. I właśnie wtedy kolejna podwyżka przestaje być statystyką, a zaczyna być problemem.

Zarabiasz, wydajesz, tankujesz. Państwo jest zawsze obok
Property tax boli najbardziej, bo przychodzi jako jeden konkretny rachunek. Ale prawdziwa sztuka życia w Illinois polega na tym, iż podatki przychodzą do nas pojedynczo i dzięki temu mniej bolą. Zarabiasz – Illinois pobiera 4,95 procent podatku dochodowego. Wydajesz to, co zostało – pojawia się sales tax. Jedziesz do pracy – w każdym galonie benzyny znajduje się w tej chwili 48,3 centa stanowego Motor Fuel Tax. Masz dom – property tax. Do tego rejestracja samochodu, tollways i kolejne lokalne opłaty. Każda z nich osobno wygląda do przeżycia. Dopiero kiedy zaczynamy je dodawać, orientujemy się, iż mamy w swoim życiu bardzo aktywnego wspólnika. Tyle iż ten wspólnik nie dokłada się do mortgage.

Płacę więcej. Chcę wiedzieć za co
Nie mam problemu z samym płaceniem podatków. Bez nich nie będzie dobrych szkół, policji, straży pożarnej, dróg czy bibliotek. Problem pojawia się wtedy, kiedy podatnik ma przyjmować każdą kolejną podwyżkę jak zmianę pogody – coś, na co nie ma żadnego wpływu. o ile property tax rośnie 32. rok z rzędu, mamy prawo zapytać, co przez te 32 lata poprawiało się w podobnym tempie. Czy szkoły są lepsze? Drogi? Administracja? Bezpieczeństwo? A przede wszystkim – gdzie znajduje się granica? Kiedy samorząd powie: wystarczy, mamy już wystarczająco dużo pieniędzy? Mam podejrzenie, iż na tę konferencję prasową możemy trochę poczekać.

Narzekamy. A potem nie głosujemy
Jest jednak druga strona tej historii, o której my, podatnicy, znacznie mniej lubimy mówić. Część wzrostów wynika z decyzji lokalnych władz i referendów zatwierdzanych przez samych mieszkańców. I tutaj warto uderzyć się także w polonijną pierś. Możemy godzinami rozmawiać o Trumpie. Prowadzić wojny o wybory w Polsce. Na Facebooku rozstrzygać przyszłość Ameryki i Europy. Ale zapytajmy przeciętnego właściciela domu, kto zasiada w jego school board albo co znajdowało się w ostatnim lokalnym referendum. Nagle robi się ciszej. A później przychodzi property tax bill i pytamy: „Kto nam to zrobił?” Czasami odpowiedź jest bardzo prosta: zdecydowali ci, którzy poszli zagłosować, kiedy my zostaliśmy w domu…

Nie siedź w domu – idź zagłosuj, bo Twój głos w listopadzie ma znaczenie. A jeżeli nie głosujesz to płać i przestań narzekać!
Antoni B.

Idź do oryginalnego materiału