Za nami Wielkie Dyktando Świdnickie 2026. Do kogo trafiło Złote Pióro Mistrza Ortografii? [FOTO/VIDEO]

1 godzina temu

Ponad 30 śmiałków zmierzyło się z zawiłościami polskiej ortografii oraz interpunkcji podczas Wielkiego Dyktanda Świdnickiego o Złote Pióro Mistrza Ortografii. Jakie czekały na nich pułapki? Zobacz tekst dyktanda przygotowanego przez Mariolę Mackiewicz, polonistkę z II Liceum Ogólnokształcącego w Świdnicy.

Do rywalizacji w Wielkim Dyktandzie Świdnickim zaprosiła Miejska Biblioteka Publiczna im. Cypriana Kamila Norwida, kontynuując inicjatywę realizowaną w poprzednich latach przez świdnickie koło Ligi Kobiet Polskich. W wydarzeniu mogli uczestniczyć mieszkańcy Świdnicy i powiatu świdnickiego, za wyjątkiem absolwentów filologii polskiej posiadających tytuł licencjata lub magistra oraz pracowników naukowych prowadzących działalność dydaktyczną lub naukową w zakresie języka polskiego.

Dyktando przeprowadzono w sobotę w siedzibie świdnickiej biblioteki. – Nowością w tym roku – i będziemy chcieli ją kontynuować w latach następnych – jest gość specjalny, który odczyta tekst dyktanda i po dyktandzie spotka się zarówno z osobami, które biorą udział w dyktandzie, jak również z czytelnikami Miejskiej Biblioteki Publicznej. W tym roku jest to aktor telewizyjny, dubbingowy i teatralny – Paweł Orleański – mówiła dyrektor Ewa Cuban.

Najlepszą podczas językowych zmagań okazała się Wanda Śliwowska, drugie miejsce ex aequo zajęli Wiesława Cejmer oraz Krzysztof Odachowski, natomiast wyróżnienie przyznano Jolancie Jadowskiej. – Cieszę się, iż miłośników języka polskiego jest ciągle tak wielu, iż się państwo zgłaszają, iż dyktando ma rację bytu – podkreślała Mariola Mackiewicz, autorka tegorocznego tekstu.

Tekst Wielkiego Dyktanda Świdnickiego 2026 zamieszczamy poniżej. Chętni mogą spróbować swoich sił odsłuchując nagranie z odczytu dyktanda:

1 z 31
fot. MBP Świdnica

Wielkie Dyktando Świdnickie 2026

Coś z Mickiewicza
(w nawiasach podano fakultatywne możliwości zapisu)

W ramach tegorocznej akcji Narodowego Czytania zmierzymy się z ekstrapropozycją (ekstra propozycją, extrapropozycją, extra propozycją) lektury dramatu wszech czasów o obrzędach, miłości przenikającej grób i martyrologii.

Młoda generacja z rzadka i pobieżnie, czyli po łebkach, przyswaja „Dziady”, bo są one uważane niezasłużenie za nużącą i anachroniczną książkę. Zatem uczniowie, chcąc przechytrzyć wścibskich belfrów, uskuteczniają haniebne podchody, korzystając bezpardonowo z łatwo dostępnych bryków. Marzy im się, by powstała bardziej chwytliwa wersja dzieła, choćby w stylu japońskiej mangi lub uwspółcześnionego komiksu, w którym rysunkom towarzyszyłyby hurtowe ilości onomatopei. Nie ma na to nadziei, choć bestseller Mickiewiczowski (mickiewiczowski) pojawił się już, ni stąd, ni zowąd, w ogólnopolskiej przedsprzedaży jako arcynowoczesna gra, burząca mity o epoce Goethego.

Ale póki co w podstawówce serwuje się młodzieży II (drugą) część „Dziadów”, z której płyną informacje o jakże skomplikowanych kwestiach eschatologicznych. Utwór zawiera hybrydę chrześcijańskiej nauki o życiu pozagrobowym i dawnych pogańskich wierzeniach ludowych, które urzekły autora rodem spod Nowogródka. Dramat romantyczny przedstawia przekrój kategorii dusz, a ich wizualizacja sugeruje niechybnie, iż istnieje więź nie do przecenienia między światem żywych a zmarłych. Rozczulają nieskażone grzechem zjawy dzieci o niewyszukanych imionach (:) Józio i Rózia, którym Guślarz, mistrz ceremonii, oferuje malusieńkie ziarnka gorczycy. Szokuje wyjęte jakby wprost z thrillera widmo (Widmo) Złego Pana, które zgrzyta zębami, a w jego przepastnych oczodołach żarzą się purpurowo-żółte iskry. Zaskakuje znienacka filuterna pastereczka Zosia, która, wzgardziwszy ziemską miłością, skrzywdziła hordy absztyfikantów, toteż musi za swą oziębłość bujać się w zawieszeniu. Twórca epopei narodowej, co wiemy z jego biografii, użył tu oryginalnego kamuflażu, bowiem Zosia jest niewybredną aluzją do Maryli Wereszczakówny, szlachcianki z majątku w Tuhanowiczach, która z rozsądku wybrała na męża nie kowieńskiego wierszokletę, ale zamożnego hrabiego Puttkamera.

Część IV (czwarta) dramatu to z kolei trzygodzinny reportaż z chaty księdza greckokatolickiego, do którego przybywa szukający otuchy Pustelnik, a tak naprawdę hołubiony drzewiej beniaminek unickiego klechy. Przybysz z zaświatów relacjonuje porażającą, skomplikowaną historię niespełnionej miłości do kobiety, która okazała się dlań, jak mówił: (,) „puchem marnym, wietrzną istotą”. Gustaw jest bohaterem w typie werterycznym, egotystą skupionym na swych przeżyciach, odtwarzającym w ferworze emocji zatrważający akt samobójczej śmierci. Ale już w III (trzeciej) części Gustaw, ten niby ścichapęk (z cicha pęk), przechodzi spektakularną metamorfozę, gdyż z nagła zmienia imię, stając się kontestującym Konradem, dla którego priorytetem jest patriotyzm. Rzecz rozgrywa się w wileńskim klasztorze ojców bazylianów (Klasztorze Ojców Bazylianów), zamienionym na więzienie, co ma wyobrażać okrucieństwo rosyjskich ciemiężycieli wobec stowarzyszeń filomatów i filaretów (Stowarzyszeń Filomatów i Filaretów).

Idź do oryginalnego materiału