Ceny gazu w Polsce ponownie przekraczają 300 zł za megawatogodzinę i są około dwa razy wyższe niż rok temu. To efekt wojny na Bliskim Wschodzie, zakłóceń transportu przez cieśninę Ormuz i uszkodzeń katarskiej infrastruktury. Choć fala podwyżek jest mniejsza niż w 2022 r., Polska może być jeszcze bardziej narażona na podobne wstrząsy w przyszłości. Eksperci z Fundacji Instrat sprawdzili, jak ograniczyć ich skutki.
Nie tylko ropa czy węgiel. Gaz także wpływa na ceny prądu i ciepła systemowego. Na rynku hurtowym cenę energii często wyznacza najdroższa elektrownia potrzebna w danej godzinie, a w Europie bywa nią blok gazowy. Gdy paliwo drożeje, rośnie więc koszt produkcji prądu. Skala przełożenia na rachunki zależy jednak m.in. od taryf i zasad rozliczeń.
Mamy dziś do czynienia z drugim gwałtownym szokiem cenowym gazu w ciągu ostatnich pięciu lat. Polska ograniczyła co prawda ryzyko szantażu ze strony Rosji, ale przez cały czas zależy od importu i globalnych notowań. Dostawy innymi trasami nie chronią przed wzrostem cen, gdy paliwa brakuje na rynku.
Więcej gazu w systemie
Nasz kraj zamierza mocno inwestować w gaz jako alternatywę wobec bardziej emisyjnego węgla. Według Instratu, jeżeli plany inwestycyjne zostaną zrealizowane, w ciągu 5 lat moc polskich elektrowni i elektrociepłowni gazowych może wzrosnąć o niemal 10 GW. Oznacza to wzrost do około 16 GW. Jednocześnie rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną, a elektryfikacja ogrzewania zwiększa zużycie prądu w zimowe wieczory.

W efekcie lukę po wycofywanych blokach węglowych w większym stopniu będzie uzupełniał gaz. To oznacza, iż Polska może w 2030 r. mocniej odczuć kolejne skoki cen tego paliwa niż obecnie. Odpowiedzią ma być OZE, w tym uruchomiony niedawno Baltic Power, największa dotąd polska farma wiatrowa na morzu.
– Do 2030 r. istotnie wzrośnie udział źródeł odnawialnych. Do systemu wejdzie nie tylko Baltic Power, ale też kilka innych farm wiatrowych na morzu. Najpewniej pojawi się też dużo magazynów bateryjnych oraz fotowoltaiki – mówi Michał Grabka, kierownik programu badawczego Energia i Klimat w Fundacji Instrat, pytany przez SmogLab.
A gdzie w tym wszystkim wiatr?
Czy obecny trend rozwojowy zielonej energii może być niewystarczający, by łagodnie i bezpiecznie przejść przez kolejny ewentualny kryzys w 2030 r.? Szczególnie istotna jest tutaj kwestia energetyki wiatrowej, która dobrze sprawdza się jako bezpieczne źródło taniej energii.
– Nie wydaje się, by gwałtownie rozwijało się najtańsze zimowe źródło OZE – wiatr na lądzie. I to w dużej mierze przez to będziemy bardziej narażeni na wzrost kosztów funkcjonowania systemu elektroenergetycznego i ciepłownictwa w wyniku szoków cenowych gazu – odpowiada Grabka.
Jak zauważa ekspert, choćby stopniowe wycofywanie jednostek węglowych, w dużym stopniu wymuszone wiekiem elektrowni i elektrociepłowni, zwiększa zależność systemu od gazu. Powód jest prosty: lukę po węglu wypełniają głównie elektrownie gazowe, a nie farmy wiatrowe.
To właśnie lądowe farmy wiatrowe, ze względu na nasze warunki klimatyczne, są lepszym źródłem energii niż gaz. I nie chodzi tu tylko o fakt, iż zimą częściej wieje.
– W chłodne, zimowe wieczory miejskie systemy ciepłownicze, ale też indywidualne pompy ciepła powodują, iż zapotrzebowanie na pracę jednostek gazowych będzie wysokie, co przekłada się na większe narażenie na wzrost cen tego surowca – tłumaczy nasz rozmówca. – Problemem nie są jednak pompy ciepła same w sobie, tylko to, skąd bierzemy energię do ich zasilania. Rozwiązaniem problemu jest szybsza budowa lądowych farm wiatrowych, które zimą generują w Polsce dużo więcej energii niż latem – dodaje.
OZE jako polisa na drożyznę
Modelowanie Instratu wskazuje, iż przyspieszenie rozwoju wiatru i fotowoltaiki może przynieść oszczędności choćby w spokojnych czasach. W 2035 r. różnica w rocznym koszcie funkcjonowania energetyki i ciepłownictwa wyniosłaby około 600 mln zł na korzyść szybszego rozwoju OZE. Gdyby doszło do ekstremalnego szoku cen paliw, oszczędność mogłaby sięgnąć 13,7 mld zł rocznie.
Szybszy rozwój OZE ograniczyłby także roczne zużycie gazu w 2035 r. o około 2 mld mł. To wolumen zbliżony do ilości, jaką Polska sprowadziła z Kataru w 2025 r.
– Ograniczanie zależności od gazu jest w naszych warunkach możliwe w sposób ekonomiczny głównie poprzez rozwój OZE – argumentuje Grabka.
Czy warto utrzymać elektrownie węglowe?
Drugą rozważaną „polisą” jest zachowanie części bloków węglowych, które mogłyby pracować w momentach niedoboru lub bardzo wysokich cen gazu. Węgiel również drożeje podczas kryzysów, ale jego ceny reagują zwykle mniej gwałtownie niż ceny gazu.
– jeżeli sytuacja na świecie będzie względnie spokojna, to elektrownie gazowe będą produkować energię elektryczną taniej niż te węglowe – ze względu na swoją większą elastyczność i mniejsze obciążenie opłatami za emisje – zwraca uwagę nasz rozmówca.
Nie oznacza to jednak, iż utrzymywanie dużej rezerwy zawsze się opłaci.
Grabka przypomina, iż coraz większą część energii elektrycznej będziemy mieć ze źródeł odnawialnych.
– Oznacza to, iż duża część jednostek węglowych, zwłaszcza po tym, jak przestaną móc otrzymywać finansowanie z rynku mocy, będzie przynosić straty – bo zamiast nich pracować będą tańsze elektrownie gazowe – mówi ekspert.
Ile węgla trzymać w rezerwie
Autorzy nie rekomendują zamykania najnowszych bloków węglowych za wszelką cenę. Proponują jasno określić ich funkcję i koszt utrzymania w gotowości.
– Pewien poziom rezerwy po 2028 r., kiedy skończy się możliwość wspierania większości bloków węglowych na rynku mocy, może być uzasadniony – zapewnieniem mocy, dywersyfikacją paliwową czy świadczeniem usług systemowych – zwraca uwagę Grabka.
Z wyliczeń Instratu wynika, iż rozbudowana rezerwa oparta na węglu kamiennym i brunatnym zwracałaby się tylko wtedy, gdyby ekstremalne kryzysy powtarzały się bardzo często. Autorzy mają tu na myśli przedział czasowy wynoszący mniej więcej 2,5–4 lata, zależnie od tempa rozwoju OZE. W spokojniejszych warunkach koszt utrzymywania takich mocy może przewyższać korzyści.
– Jaki poziom jest adekwatny? Nie proponujemy konkretnej, wyliczonej co do megawata rezerwy. Zależy ona od tempa elektryfikacji i rozwoju innych mocy wytwórczych. Proponujemy sposób myślenia o tym, jak ją uzyskać – jasno wskazując dodatkowy koszt – „składkę” – i to, jaką korzyść w zamian otrzymujemy. Można wtedy porównać kosztowo węgiel z alternatywami – wyjaśnia ekspert. – Pytanie, jakie ubezpieczenie wybrać, jest też w dużej mierze pytaniem o to, jak bardzo niespokojny będzie świat – dodaje.
Polska nie uniknie zawirowań na globalnym rynku gazu, ale może ograniczyć ich wpływ. Im więcej energii będzie pochodziło z wiatru i słońca, tym mniejsza będzie potrzeba spalania drogiego importowanego paliwa. Kluczową rolę będą tu odgrywały magazyny energii. Należy przy tym pamiętać, iż nie zagwarantuje to nam taniego prądu, ale dzięki temu rachunek za kolejny kryzys będzie mniejszy.
–
Zdjęcie tytułowe: CC-BY-SA / Beax

1 godzina temu









.webp)

.webp)
![Bp Artur Ważny: musimy na nowo nauczyć się mówić o seksualności [ROZMOWA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/06/1000034372.jpg)

.webp)

