Jest pierwsza decyzja wstrzymująca działanie fermy drobiu na Mazowszu. To efekt kontroli przeprowadzanych przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, który sprawdza, czy hodowle działają zgodnie z prawem i czy posiadają wymagane pozwolenia zintegrowane.
– WIOŚ w Warszawie wydał jedną decyzję wstrzymującą użytkowanie instalacji do chowu drobiu i prowadzi trzy postępowania administracyjne w sprawie wstrzymania użytkowania kolejnych – mówi rzecznik WIOŚ w Warszawie Adam Pędowski.
Cały czas realizowane są kontrole.
– Inspektorzy WIOŚ w Warszawie prowadzą w tej chwili 35 pozaplanowych kontroli interwencyjnych instalacji do chowu drobiu. Zakończyli już pięć takich kontroli i w trzech z nich stwierdzili, iż instalacje nie wymagają pozwolenia zintegrowanego – wyjaśnia.
Do tej pory inspektorzy WIOŚ w Warszawie zweryfikowali 163 instalacje ferm drobiu, z czego 31 nie wymaga pozwolenia zintegrowanego. Pozostałe 132 z dużym prawdopodobieństwem mogą go wymagać, co potwierdzą kontrole.
Ze względu na ptasią grypę i rzekomy pomór drobiu tam, gdzie obowiązują strefy zagrożone wystąpieniem chorób, inspektorzy nie prowadzą kontroli. To powiaty: mławski, żuromiński, sierpecki, płoński, ciechanowski, płocki, przasnyski, łosicki, siedlecki oraz miasto Płock.
Na Mazowszu działa blisko pół tysiąca wielkopowierzchniowych ferm drobiu. Szacunkowo choćby co druga może działać bez wymaganych zezwoleń.
Śledztwo ws. polskich ferm drobiu
Pod koniec marca ukazał się artykuł dziennikarzy śledczych z The Bureau of Investigative Journalism Agaty Aransay Skrzypczyk i Andrew Wasleya poruszający problem braku transparentności polskich ferm drobiu, który ma wynikać z luk w polskim prawie.
Agata A. Skrzypczyk była naszym gościem w "Popołudniu RDC", gdzie opowiadała o kulisach śledztwa. Jak zauważyła, luka prawna polega na tym, iż marszałkowie wydają pozwolenia, ale nie wiedzą o fermach, które o nie nie wystąpiły, a inspektoraty kontrolują tylko zgłoszone hodowle.
– Marszałek wydaje pozwolenia. I w momencie jego wydania Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska mają listę tych ferm drobiu z pozwoleniami i to one na trzy lata minimum te fermy kontrolują. Natomiast jest bardzo interesująca luka prawna, iż o ile te tych ferm nie ma na liście, to po prostu wojewódzkie inspektoraty o nich nie wiedzą – powiedziała.
Skrzypczak wskazała również na poważne konsekwencje zdrowotne i środowiskowe wynikające z funkcjonowania ferm bez odpowiednich pozwoleń. Są to m.in.:
- skażenie mięsa bakteriami,
- zwiększona antybiotykooporność,
- zanieczyszczenie środowiska,
- zanieczyszczenie wody.
– Mam wrażenie, iż nagłaśniając ten problem, stajemy po prostu w ochronie konsumentów i nie tylko konsumentów, ale też środowiska – dodała.
Skrzypczyk powiedziała również, iż do tej pory świadomość władz w Polsce tego problemu była niewystarczająca.
– Nasze Ministerstwo Klimatu i Środowiska i marszałkowie chyba po prostu nie uświadamiali sobie skali tego problemu aż dotąd, bo wygląda na to, iż działania nasze i mieszkańców gminy Mordy przynoszą na tyle pozytywne skutki, iż inspektoraty zaczynają się tym interesować i sami próbują zrozumieć, ile tych ferm faktycznie bez pozwolenia funkcjonuje – zauważyła dziennikarka.
Kontrolę nad fermami drobiu sprawują w Polsce inspektoraty ochrony środowiska, inspekcje weterynaryjne, urzędy marszałkowskie i Ministerstwo Zdrowia.

1 godzina temu














